Moja córka nie je dobrze. Nie mogę nic na to poradzić, a teściowa wtrąca się w tę sprawę. Wciska Darii jedzenie, a dziewczyna zaczyna histeryzować. Próbuję jej wytłumaczyć, że nie można tego robić, bo to nic nie zmieni. Teściowa mnie nie słucha. Uważam, że nie można karcić ani krzyczeć na dziecko. To niewłaściwe rodzicielstwo, ale mama mężczyzny zachowuje się dokładnie w ten sposób. Kiedy Grażyna zaczyna karmić dziecko, wszyscy zaczynają się stresować, w tym ja. Ostatnio nie mogłam się powstrzymać:
– Grażyna, odejdź od mojej córki. Daria sama będzie jadła tyle, ile chce. Nie zmuszaj jej i nie krzycz. Już się Ciebie boi.
W odpowiedzi usłyszałam wiele obelg pod swoim adresem. W ogóle nie wiem, jak wychowywać dziecko – tak myśli teściowa. Ma złą dietę, sen, zachowanie. Żeby nie podsycać atmosfery, milczałam. Zadzwoniłam do męża, żeby uspokoił matkę. Nadal krzyczała i karmiła wnuczkę.
– Nie przychodź do nas, skoro mnie nie słuchasz! Czy trudno jest zrozumieć, że w ten sposób powstaje negatywny stosunek do jedzenia u dziecka? Musi sama okazać pragnienie – nie mogłam tego znieść.
Wieczorem mąż również porozmawiał z matką i wytłumaczył jej wszystko. Ale ona też go nie słuchała. Radzi czytać książki o wychowaniu. Jednak zrobimy to, co uznamy za stosowne. Grażyna zniknęła na jakiś czas, obrażona. Mąż powiedział jej, że jeśli chce komunikować się z wnuczką, musi przestrzegać naszych zasad, a nie wymyślać swoje własne. Usprawiedliwiała się, mówiąc, że tylko pomagała tak zawsze córce z dzieckiem i nigdy nie narzekała. Ale jej córka zajmowała się swoim dzieckiem tylko przez kilka miesięcy, a potem zrzuciła wszystko na babcię. U nas tak nie będzie, bo jesteśmy odpowiedzialnymi rodzicami. Na razie jest spokojnie. Teściowa nie podchodzi do Darii i nie krzyczy na nią…



