Mama Maksa przyjechała na weekend do niego i jego żony Anny. Mieszkała w małej wsi i uwielbiała przyjeżdżać do miasta do syna, aby zadowolić jego rodzinę swoimi przetworami. – Oto ogórki, tutaj zrobiłam solone pomidory, a oto twarożek, w tej torbie mięso mielone…
– Mamo, po co tyle rzeczy. Trudno było to pewnie zabrać.
– Maks, tu są swojskie, świeże. To, co Tu kupisz w sklepach samą chemię. Latem, zebrałam maliny, przywiozłam ci z nich trzy słoiki dżemu. Maks i Ania uwielbiali dni, kiedy przyjeżdżała do nich. Dla Ani była jak matka, a nie jak teściowa.
Mieli serdeczne zrelacje, nigdy się nie kłóciły, nikt nikogo nie pouczał. Następnego dnia Ania i teściowa umówiły się razem po pracy na zakupy. Ania uwielbiała chodzić z teściową po mieście, opowiadać jej o wszystkim jak przewodnik. Umówiły się na spotkanie w biurze ani o 6 wieczorem. Ania w pracy starała się robić wszystko idealnie, aby jej szef jej nie zatrzymał. Nie chciała spóźniać się na spotkanie z teściową. Tylko Ania miała już odejść, jak nagle szefowa złapała ją w połowie drogi:
– a Ty chcesz to nazwać odpowiednim raportem? Szybko masz go przerobić!
– To nie Moje dokumenty… Moje były w niebieskim folderze.
– Nic mnie to nie obchodzi, masz to zrobić!
Ania musiała znów usiąść przy biurku. Powiedziała tylko teściowej, że zostanie. Ale teściowa była wojowniczką. Poszła do biura Ani, znalazła jej szefa i wyraziła mu w twarz wszystko, co myśli, że nie ma prawa zabierać swoim pracownikom więcej czasu i dawać cudzą pracę do przeróbki. Tego samego wieczoru Ania została zwolniona.
– Słuchaj, moja droga, będzie jeszcze lepiej. Jeśli Cię tak lekceważąco traktują, nie musisz dla nich pracować. A ja Ci nową posadę znajdę, Ty już na mnie możesz polegać – uspokoiła teściowa. I znalazłam. W nowym miejscu wynagrodzenie jest wyższe, a zespół jest bardziej przyjazny.



