No proszę! powiedział zaskoczony Jerzy, gdy w drzwiach swojego mieszkania zobaczył niską, żwawą starszą panią w dżinsach, której usta rozciągnęły się w ironicznym uśmiechu. Spod przymrużonych powiek figlarnie połyskiwały rozbawione oczy.
Babcia Kingi, Stanisława Nowacka rozpoznał. Ale jak to? Bez zapowiedzi, nawet nie zadzwoniła
Witaj, wnuczku! powiedziała, nadal się uśmiechając. Wpuścisz starą babę do środka?
Tak, tak, oczywiście! zareagował szybko Jerzy. Proszę, proszę, zapraszam.
Stanisława Nowacka wciągnęła do mieszkania niewielką walizkę na kółkach. Gdy Jerzy zaproponował herbatę, usiadła w kuchni i rzekła zdecydowanie:
Zaparz mi mocniejszą! Kingusia w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co się opierniczasz?
Wysłali mnie na przymusowy urlop westchnął Jerzy ponuro. Na dwa tygodnie, firma ma przestój. Marzenia o leniwych dniach właśnie się rozwiały. Spojrzał na gościa z nadzieją: Przyjechała pani na długo?
Trafiłeś, młody, na długo potwierdziła, rozwiewając resztki jego złudzeń.
Jerzy ponownie westchnął. Ze Stanisławą Nowacką nie miał praktycznie wiele kontaktu. Widział ją ledwie raz, na ślubie z Kingą przyjechała wtedy z Wrocławia. Natomiast niejeden raz słyszał o niej od swojego teścia. Teść przy omawianiu matki swojej żony przechodził na szept i rozglądał się z niepokojem, co jasno świadczyło o ogromnym szacunku, podszytym lękiem.
Pozmywaj naczynia i zbieraj się! Zrobię objazd po naszym pięknym Krakowie, będziesz mnie oprowadzał! oznajmiła babcia tonem, którego nie sposób było nie posłuchać.
Tym tonem przypominała mu kiedyś sierżanta w wojsku. Sprzeciwienie się tej sile wydawało się czystą głupotą.
Pokażesz mi bulwary nad Wisłą! zarządziła. Którędy najszybciej tam trafić? Złapała Jerzego pod ramię i pewnie ruszyła na ulicę, rozglądając się z zaciekawieniem.
Najlepiej taksówka wzruszył ramionami Jerzy.
Stanisława nagle zwinęła palce w kółko i zagwizdała przeszywająco. Jadąca obok taksówka natychmiast zahamowała.
Po co tak gwiżdżesz? Co ludzie pomyślą? ganił ją Jerzy, pomagając jej usiąść na przednim siedzeniu.
Nic nie pomyślą odparła beztrosko, z uśmiechem Pomyślą, że to ty masz złe maniery.
Taksówkarz roześmiał się i przybił z babcią piątkę, jakby byli starymi znajomymi.
Ty, Jerzy, jesteś spokojny, poukładany chłopak zagadywała babcia podczas spaceru po bulwarach. Twoja babcia pewnie była bardzo dostojna, a ja taka nie byłam i nie będę! Mój mąż, dziadek Kingi niech mu ziemia lekką będzie długo przyzwyczajał się do mojego charakteru. Sam był cichy, zakochany w książkach, a tu ja nagle weszłam w jego życie. I się zaczęło! Zabierałam go w góry, nauczyłam skakać ze spadochronem. Jedynie na paralotni bał się latać wtedy z córką czekał na mnie na dole, gdy ja krążyłam wysoko nad ziemią.
Jerzy słuchał jej z rosnącym zdumieniem. Kinga milczała o pasjach babci, a jej życiorys najwyraźniej był pełen niesamowitych przygód co wiele wyjaśniało.
A ty? Skakałeś kiedyś ze spadochronem? zapytała podejrzliwie.
W wojsku, czternaście razy przyznał z nieukrywaną dumą Jerzy.
Dobrze! Szanuję! pokiwała z uznaniem Stanisława i zaczęła nucić:
Przed nami długi skok,
Będziemy spadać sto lat
Jerzy znał tę piosenkę i chętnie się do niej przyłączył:
Za nami biały obłok,
Gdzieś tam szybują ptak
Wspólne śpiewanie zbliżyło ich do siebie Jerzy przestał czuć się zakłopotany przy tej nietuzinkowej starszej pani.
Czas coś zjeść, odpocząć zagaiła. Chodźmy do tamtego stoiska, pachnie jakby robili tu świetnego szaszłyka, czujesz ten zapach?
Szaszłycznik kruczoczarny brunet w średnim wieku o srogim spojrzeniu, nawijał mięso na szpadkę z takim zacięciem, że wyglądało, jakby mógł zabić wzrokiem byle przeciwnika. Patrząc na niego, aż chciało się zakrzyknąć: Hej, panie Janie! i potańczyć mazura, wymachując rękami i plącząc nogi.
Przycupnęli przy drewnianym stoliku. Stanisława roziskrzonym głosem zanuciła:
Hej, tam w polu szumią drzewa,
Może by tak na weselu zaśpiewać?
Szaszłycznik zerknął na starszą klientkę, w oczach zapłonęła iskra, po czym razem zaintonowali refren:
Zaśpiewać na weselu to radość,
Hej ho, hej tam, hej ho!
Proszę, smakujcie, szanowna pani powiedział szeroko się uśmiechając szaszłycznik, stawiając przed nimi talerze z szaszłykiem, chlebem i bukietem świeżych ziół. Dolał też dwa kieliszki zmrożonej śliwowicy i po krótkim ukłonie odszedł.
Z pobliskich krzaków wyłonił się bury kotek, podszedł nieśmiało do stolika i spojrzał w ich stronę z nadzieją w oczach.
O, właśnie taki ktoś nam potrzebny uśmiechnęła się Stanisława. Chodź, maluchu. Zwróciła się do szaszłycznika: Panie Janie, przynieś temu sierściuchowi świeżego mięska, tylko drobno pokrój!
Gdy kotek łapczywie jadł z miseczki, Stanisława mówiła do Jerzego:
Dziecko wam rośnie, a zwłaszcza dziewczynka! I bez kota w domu?! Jak nauczycie ją dobroci, troski, opiekuńczości? Ten kotek wam się przyda!
Po spacerze Stanisława wykąpała znalezionego kotka, a Jerzego wysłała do sklepu z listą zakupów. Wrócił objuczony kuweta, miskami, drapakiem i posłankiem. W domu rozlegały się radosne damskie piski. Kinga i Ola obsiadły babcię, która całowała wnuczki i uśmiechała się szczęśliwie. Kotek, ochrzczony imieniem Leon, z ciekawością obserwował swoich nowych właścicieli z kanapy.
To dla ciebie, Oleńko, letni komplecik rozdawała babcia podarki a to dla ciebie, Kingusiu. Nic nie poprawia humoru kobiecie tak, jak nowe koronkowe majteczki
Przez cały kolejny tydzień Ola nie chodziła do przedszkola. Codziennie z babcią znikały z domu, wracając dopiero przed obiadem zmęczone, ale szczęśliwe. W domu na nie czekali Jerzy i Leon. Wieczorami dołączała Kinga, cała rodzina ruszała jeszcze na spacer, zabierając kotka.
Pewnego wieczoru Stanisława była poważna:
Muszę z tobą pogadać, Jerzy. Jutro wyjeżdżam, już czas. To, proszę, oddasz Kindze po moim wyjeździe wręczyła mu dokument w koszulce. To testament. Mieszkanie i wszystko zapisuję jej, a tobie bibliotekę, którą mój świętej pamięci mąż zbierał całe życie. Są tam rzadkie perełki z autografami znanych ludzi
Jerzy chciał zaprotestować:
Po co, Pani Stanisławo!? zaczął, lecz przerwała mu gestem.
Kindze nic nie mówiłam, tobie powiem mam poważne kłopoty z sercem. Może się wszystko szybko skończyć, więc wolę mieć wszystko załatwione na czas.
Ale jak to, sama będzie pani mieszkać?!
Zawsze mam kogoś bliskiego w pobliżu uśmiechnęła się łagodnie. Córka mieszka tuż obok, a ty masz dbać o Kingę, wychowywać Olę. Jesteś dobrym, solidnym facetem. A przecież dla ciebie jestem teściowa do kwadratu! zaśmiała się, klepiąc go po ramieniu.
Nie chciałaby pani zostać dłużej? spytał z nadzieją Jerzy.
Stanisława pokręciła głową z wdzięcznym uśmiechem.
Ostatniego dnia cała rodzina odprowadzała ją na dworzec, Leon grzecznie siedział na rękach Oli i też wyglądał na zasmuconego.
Stanisława tradycyjnie zwinęła palce w kółko i głośno zagwizdała. Kolejna taksówka, która przejeżdżała obok, stanęła z piskiem opon.
No to w drogę, zięciu, odstawisz mnie na pociąg! zarządziła, ucałowała Kingę i Olę, po czym usiadła na przednim siedzeniu.
Taksówkarz patrzył na nią zdumiony, tak jakby pierwszy raz widział tak nietuzinkową staruszkę.
Na co się gapicie? rzucił Jerzy do kierowcy. Nigdy nie widzieliście eleganckich kobiet?
Stanisława, potrząsając siwymi lokami, roześmiała się i głośno przybiła Jerzemu piątkę.


