Nagle otworzyły się drzwi i usłyszałam, jak ktoś przekracza próg naszego mieszkania.
– Cześć, jestem Twoją krewną, Aldona mam na imię!
Myślałam, że to tylko żart, albo Pani pomyliła mieszkanie, ale nie. Uśmiechała się i stała w przedpokoju. Wygląda na to, że miała jakieś 55 lat, była niska i tęga.
– Przepraszam, ale to chyba pomyłka. Czyją jest Pani krewną?
Moja siostra Irena Szafrańska mówiła mi, że mój siostrzeniec Andrzej mieszka tu.
Wtedy zadzwoniłam do męża. Może wie, o co chodzi w tym cyrku. Ale nie trzymałam krewnej w progu, zaprosiłam ją do pokoju i zaoferował herbatę z uprzejmości.
Okazało się, że moja teściowa zaprosiła swoją siostrę Aldonę w odwiedziny, ale ponieważ oni mają teraz remont domu, wysłali ją do nas. To tak, jakby to był hotel był bezpłatny dla wszystkich krewnych!
Oczywiście nikt nawet mnie nie pytał ani nie ostrzegał. Tak, Andrzej zapomniał powiedzieć lub Irena myślała, że sam zgadnę – nie wiem. Ale wieczorem na mężczyznę czeka poważna rozmowa. W końcu to moje mieszkanie i sama zdecyduję, kto tu będzie przebywał.
Na szczęście pani Aldona okazała się całkiem miłą kobietą. Nie przyjechała w odwiedziny z pustymi rękami. Przywiozła domowe pomidory i ogórki, cukinię, ziemniaki i kilka słoików dżemu – mój ulubiony przysmak. Postanowiłam dać kobiecie nasz pokój, a my jakoś przeżyjemy w salonie na kanapie. Andrzej wrócił późno, prawie w nocy, a ja chciałam spać, więc odłożyłam rozmowę na jutro.
Rano obudziłam się od zapachu ciasta. Pani Aldona postanowiła tak podziękować i przygotowała nam śniadanie. Zarzuciłam na siebie szlafrok i poszła do kuchni.
– Och, tak wcześnie się obudziłaś! Przepraszam, jeśli Cię obudziłam. Widziałam, jak bardzo byłaś wczoraj zmęczona i postanowiłam ugotować Ci domowe smakołyki. Czajnik już się zagotował, teraz zrobię Ci herbatę. A potem mam swoje sprawy, muszę iść do lekarza.
Szczerze mówiąc, nie lubię ani nie akceptuję tego rodzaju pomocy, gdy ktoś sprząta moją kuchnię, ale byłam mile zaskoczona zachowaniem krewnej. Nie dotknęła nawet moich produktów w lodówce, ale poszła do sklepu i kupiła wszystko, czego potrzebowała – mąkę, cukier, jajka, mleko.
A potem pomogła mi z dziećmi, kiedy byłam w pracy. Odebrała je ze szkoły, nakarmiła i odrobiła lekcje. Zaprosiła nas do swojej wsi, ponieważ jest tam czyste powietrze, rzeka w pobliżu i duży ogród.
Pani Aldona nigdy mi nie przeszkadzała. Kiedy była u nas w tym tygodniu, odpoczęłam od domowych zmartwień. Wkrótce wyjechała, bo przyjechała do miasta tylko w celu załatwienia różnych swoich spraw. Zabraliśmy ją do pociągu i przez długi czas przepraszała mnie, że przyjechała niespodziewanie bez ostrzeżenia. Okazuje się, że krewni są też mili!
A jak zareagowalibyście na przybycie nieoczekiwanego gościa?




Wyjebał bym starą raszple
