Teraz będziecie mieli własne dziecko, a tej przygarniętej powinniście oddać do domu dziecka z powrot…

Teraz będziecie mieć własne dziecko, a ją trzeba oddać z powrotem do domu dziecka.

29 marca

– No kiedy wreszcie mój syn doczeka się wnuka? Barbara Nowicka spojrzała na mnie z irytacją przez stół.

– Przecież pani wie, że już od trzech lat staramy się o dziecko odpowiedziałam, czując znajomy ciężar w piersi. Każde nasze spotkanie zaczyna się od tego samego. Co mogłabym więcej zrobić? Lekarze mówią, że ani ja, ani Paweł nie mamy żadnych problemów.

– No właśnie. Jesteście już tyle lat po ślubie, a dziecka jak nie było, tak nie ma uśmiechnęła się pogardliwie. Widocznie prowadziłaś dość rozrywkowe życie w młodości.

– Pani Barbaro, co to za insynuacje? nie wytrzymałam już i zatrzasnęłam laptopa. Praca dzisiaj znów zeszła na dalszy plan. Nigdy nie dałam do tego powodu! I proszę, przestać mówić do mnie w taki sposób!

– A co zrobisz? zapytała z fałszywym zdziwieniem. Na Pawła się poskarżysz? Nie boisz się, że stanie po mojej stronie? W końcu jestem jego matką.

Odpowiedzią był jej trzask zamykanych drzwi. Rzecz jasna, nie zamierzałam nic mówić mężowi nie dlatego, że stanąłby po stronie matki, tylko nie chciałam go zamartwiać.

****

Od pierwszego spotkania kontakt z teściową był więcej niż chłodny. Nie podobało się jej we mnie absolutnie wszystko. Zwyczajna uroda, gust ubioru, przeciętne gotowanie Mógłby wymieniać w nieskończoność. Barbara ciągle naciskała na syna, by zerwał ze mną kontakt na szczęście Paweł potrafił się jej sprzeciwić.

Wzięliśmy ślub, a ona trochę się uspokoiła, szczególnie gdy zamieszkaliśmy daleko od jej mieszkania.

Ale nie minął nawet rok, a znalazła nowy powód do złośliwości brak dzieci.

Na początku żartowałam, że młodzi chcą jeszcze nacieszyć się sobą, karierę trzeba zrobić. Na to tylko fukała, że dzieci trzeba rodzić jak najwcześniej, najlepiej kilkoro.

Poddałam się jej presji i właśnie wtedy zaczęły się problemy. Od trzech lat regularnie się badaliśmy, łykałam kolejne tabletki Bez skutku.

Jeden z lekarzy zasugerował, że przyczyna może tkwić w moim stanie psychicznym. Barbara tylko się tym rozbawiła i doradziła zmianę lekarza.

****

Po kolejnej kłótni z teściową bezwiednie przewijałam Facebooka. Zdjęcia dzieci powodowały ukłucie w sercu autentycznie marzyłam o dziecku, ale dla siebie, nie na pokaz.

Zatrzymałam się przy poście pani, która opisywała swoją pracę w domu dziecka. W Polsce tyle jest dzieci opuszczonych przez rodziców

Przez moment myślałam, czy potrafiłabym pokochać cudze dziecko tak, jak swoje. Widziałam oczami wyobraźni radosnego maluszka, wyciągającego do mnie rączki. Zdecydowanie przesunęłam klawiaturę bliżej i zaczęłam szukać szczegółowych informacji.

Do zrobienia było mnóstwo papierologii, badania, sterty zaświadczeń ale pragnienie bycia mamą było silniejsze niż strach przed urzędami.

Zostało jeszcze porozmawiać z Pawłem. Stresowałam się, jak zareaguje. Ku mojemu zdziwieniu, zgodził się bez wahania. Zasugerował tylko, byśmy wybrali zupełnie małe dziecko z domu małego dziecka. Tak ustaliliśmy.

Po kilku miesiącach nasza rodzina powiększyła się o jedno maleństwo. Pokochaliśmy Zosię pięciomiesięczną dziewczynkę od pierwszego wejrzenia. Jedyną osobą, która nie mogła jej zaakceptować, była Barbara. Jej opinia nikogo nie obchodziła Paweł nawet zagroził, że wyprowadzimy się jeszcze dalej, jeśli matka nie przestanie siać zamętu. Musiała się podporządkować i przed innymi udawać zachwyt wnuczką.

Minęło siedem lat. Zosia skończyła pierwszą klasę, miała mnóstwo koleżanek. Była serdeczna, pomocna, bardzo grzeczna. Każdego dnia cieszyłam się, że jest nasza.

Latem pojechaliśmy razem nad morze. Ciepłe słońce, szum fal, biały piasek Czego chcieć więcej do szczęścia? Zwłaszcza, że teściowa mieszkała setki kilometrów dalej i nie była w stanie zepsuć mi humoru.

Pod koniec urlopu poczułam się fatalnie. Nic nie mówiłam bliskim, nie chciałam nikogo martwić. Po powrocie do domu od razu skierowałam się do przychodni.

Paweł, mimo moich starań, zauważył, że coś mi jest i nalegał na szybszy wyjazd, obiecując zimowe ferie nad Bałtykiem. Uległam.

Wyniki badań były dla nas szokiem, ale pozytywnym byłam w ciąży. Najbardziej ucieszyła się Zosia, już planująca, jaką będzie starszą siostrą.

Barbara dowiedziała się dopiero po dwóch miesiącach, gdy mój brzuch stał się zauważalny. Pewnego dnia, gdy byłam sama w domu, niespodziewanie zjawiła się teściowa.

Nie będę pytać, dlaczego wcześniej nie powiedzieliście zaczęła z progu, mierząc mnie wzrokiem. Ale mam do ciebie inne pytanie.

Jakie? zapytałam, czując niepokój.

Kiedy oddacie Zosię do domu dziecka. Spojrzała na mnie poważnie. Teraz będziecie mieć swoje dziecko, przybrane nie jest już potrzebne.

Zatkało mnie. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś może coś takiego powiedzieć. O dziecku, które stało się naszą częścią życia.

Pani mówi poważnie?

Oczywiście wzruszyła ramionami. Kiedy zamierzacie to zrobić?

Wynocha wysyczałam, starając się nie rzucić na nią z pięściami. I więcej tu nie przychodź.

Wypchnęłam kompletnie zaskoczoną Barbarę za próg. Długo nie mogłam się uspokoić. Zadzwonić do Pawła? Akurat miał ważne spotkanie ale tak czy inaczej, musiałam z nim porozmawiać.

****

Barbara poszła prosto do pracy syna. Zignorowała sekretarkę i weszła do jego gabinetu.

Twoja żonka właśnie wyrzuciła mnie za drzwi, jakbym była nikim!

Cześć, mamo westchnął Paweł. Co jej powiedziałaś, że moja cierpliwa żona tak zareagowała?

Tylko zapytałam, kiedy w końcu oddacie tę dziewczynkę do domu dziecka. Usiadła obrażona na krześle. Wreszcie będziecie mieć swoje dziecko. Ono potrzebuje uwagi i pieniędzy.

Jak mogłaś pomyśleć coś takiego? Paweł aż złamał długopis w ręku ze złości. Nie zamierzamy nikogo oddawać. Zosia to moja córka, czy ci się to podoba, czy nie.

Z jakiego powodu niby? To tylko przybrane dziecko. Już duża, na pewno zrozumie.

Nawet nie próbuj nic do niej mówić cisnął długopisem i uderzył pięścią w biurko. Rozumiemy się?

I co mi zrobisz? wstała z kpiącym uśmiechem. Dla tej dziewczyny nie ma miejsca w waszej rodzinie. I zrobię wszystko, by tak było.

Długo patrzył na zamknięte drzwi. Przeprosiła go sekretarka, że przepuściła matkę, ale nawet jej nie usłyszał. Musiał poważnie się zastanowić, co dalej.

Wziął telefon i zdecydował

****

Wiosna. Wędrowałam powoli alejką w parku, z uśmiechem patrząc, jak Zosia bawi się z rocznym braciszkiem. Doskonale poradziła sobie jako starsza siostra.

Na ławce nieopodal starsze kobiety rozmawiały o swoich synowych. Myśli automatycznie wróciły do Barbary.

Po tamtej awanturze już nigdy się z nią nie spotkaliśmy. Paweł, w ciągu tygodnia po wszystkim, spakował nas i wywiózł kilka setek kilometrów stąd, rozumiejąc, że tylko tak uchroni Zosię przed cierpieniem. Barbara niewątpliwie rozpowiedziałaby wszystkim, że dziewczynka jest adoptowana.

Dziś wiedziemy spokojne życie. Mamy ukochaną córeczkę, malutkiego synka, a niedługo pojawi się trzecie dziecko.

Paweł czasem kontaktuje się z ojcem. Dowiedział się od niego, że matka się nie uspokoiła, ale teraz zrzędzi nad świeżo poślubioną córką. Mąż tylko współczuje siostrze, ale ona, zdaje się, przyjmuje to ze spokojem.

I tak, oni mają swoje życie, a my nasze. Patrząc dziś na rodzinę, jestem po prostu szczęśliwa. Tego samego życzę innym.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + 1 =

Teraz będziecie mieli własne dziecko, a tej przygarniętej powinniście oddać do domu dziecka z powrot…