Teraz już będziecie mieli własne dziecko, a ona powinna wrócić do domu dziecka.
– Kiedy mój syn wreszcie doczeka się potomka? Elżbieta Nowak spojrzała z irytacją na synową siedzącą przy stole.
– Przecież doskonale pani wie, że od trzech lat próbujemy Zosia westchnęła ciężko. Każda wizyta zaczyna się od tego samego pytania. Co ona może zrobić? Lekarze twierdzą, że ani ona, ani Patryk problemów nie mają.
– No właśnie. Jesteście już tyle lat po ślubie, a dziecka jak nie było, tak nie ma kobieta krzywo się uśmiechnęła. Pewnie burzliwą młodość miałaś.
– Pani Elżbieto, co to za insynuacje? Zosia nie wytrzymała i zatrzasnęła laptopa. Z pracy dzisiaj nici. Czy dałam jakikolwiek powód? Proszę przestać się tak do mnie odzywać!
– A co zrobisz? teściowa teatralnie uniosła brwi Poskarżysz się Patrykowi? Nie boisz się, że stanie po mojej stronie? Jestem jego matką, nie zapominaj.
W odpowiedzi usłyszała trzask zamykanych drzwi. Oczywiście Zosia nie zamierzała o niczym mówić mężowi. Nie dlatego, że stanąłby po stronie matki, po prostu nie chciała go martwić.
**************************************************
Od samego początku relacje z teściową miały się kiepsko. Elżbiecie nie odpowiadało w Zosi dosłownie wszystko. Za przeciętna uroda, ubiera się nie tak jak powinna, gotuje bez smaku Lista była bez końca. Elżbieta stanowczo sprzeciwiała się temu związkowi, próbowała przekonać syna. Na szczęście Patryk był uparty.
Wzięli ślub. Kobieta trochę się uspokoiła. Dużo zmieniło też to, że młodzi zamieszkali w mieszkaniu na drugim końcu Warszawy.
Niestety, po paru miesiącach teściowa znalazła sobie nowy powód do marudzenia: brak dzieci.
Początkowo Zosia żartowała, że są jeszcze młodzi i chcą się sobą nacieszyć. Poza tym, praca też ważna. Elżbieta była jednak nieubłagana dzieci trzeba mieć jak najszybciej i najlepiej więcej niż jedno.
Pod naciskiem teściowej Zosia się ugięła. Zaczęły się wizyty u lekarzy, badania, tabletki. Bez skutku.
Jeden z lekarzy zasugerował nawet, że problem może tkwić w psychice Zosi. Elżbieta tylko wyśmiała tę opinię i radziła zmienić specjalistę.
******************************************
Po kolejnej nieprzyjemnej rozmowie Zosia odruchowo przewijała feed na Facebooku. Zdjęcia dzieci ściskały ją za serce naprawdę chciała zostać mamą. Nie dla kaprysu Elżbiety, tylko dla siebie.
Nagle zobaczyła post kobiety pracującej w domu dziecka. Ile dzieci na świecie nie ma mamy ani taty pomyślała Zosia. Zatrzymała się na chwilę. Czy potrafiłaby pokochać cudze dziecko jak swoje? Przed oczami pojawił jej się uśmiechnięty maluszek z wyciągniętymi rączkami. Postanowiła poszukać więcej informacji o adopcji.
Trzeba było zebrać mnóstwo dokumentów, przejść badania, ale potrzeba bycia mamą była silniejsza od strachu przed papierologią.
Pozostało przekonać Patryka. Zosia bała się, jak zareaguje, ale ku jej zdziwieniu zgodził się szybko. Zaproponował nawet, by wziąć niemowlaka z interwencyjnego domu dziecka. I tak zrobili.
Po pewnym czasie ich mała rodzina się powiększyła. Mała Anielka, pięciomiesięczna kruszynka, od razu podbiła ich serca. Jedyną przeciwniczką była Elżbieta, ale jej zdanie nikogo nie interesowało. Patryk zagroził nawet, że jeśli matka nie przestanie siać fermentu, to przeprowadzą się do innego miasta. Musiała się pogodzić, a przed znajomymi udawać, że wnuczkę kocha.
Minęło siedem lat. Anielka skończyła pierwszą klasę, miała masę przyjaciół, była kochana i sumienna. Zosia była z niej dumna.
Latem pojechali całą rodziną nad Bałtyk. Słońce, ciepłe fale, miękki, jasny piasek raj na ziemi. I do tego Elżbieta daleko, więc nikt nie psuł Zosi humoru.
Pod koniec urlopu Zosia zaczęła się gorzej czuć, ale nikomu nie chciała o tym mówić. Dopiero po powrocie zdecydowała się iść do lekarza.
Choć się starała, Patryk szybko zauważył, że coś jest nie tak, i nalegał na powrót do Warszawy, obiecując kolejny urlop zimą. Zosia ustąpiła.
Wyniki badań były totalnym zaskoczeniem, ale i ogromną radością. Będą mieć dziecko! Najbardziej ucieszyła się Anielka, która z dumą została starszą siostrą.
Elżbieta dowiedziała się o ciąży dopiero, kiedy brzuch Zosi był już mocno widoczny. Wybrała moment, gdy Zosia była sama w domu, i wparowała z buta.
– Nie będę pytać, czemu nie powiedziałaś wcześniej powiedziała na wejściu, mierząc brzuch Zosi wzrokiem. Mam inną sprawę.
– Jaką? Zosię przeszedł zły przeczucie.
– Kiedy oddacie Anielkę do domu dziecka. Głos miała poważny. Teraz będziecie mieć swoje dziecko, to czas, żeby przybrana wróciła, skąd przyszła.
Zosię aż zatrzęsło. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Jak można tak mówić o dziecku? O ich córeczce, która jest dla nich wszystkim?
– Pani poważnie?…
– Oczywiście prychnęła Elżbieta, patrząc Zosi prosto w oczy. Więc kiedy?
– Wyjść mi stąd wysyczała Zosia, ledwo powstrzymując się od rzucenia się na teściową z pięściami. I nie pokazuj się więcej w tym domu!
Wepchnęła zaskoczoną kobietę za drzwi. Zosia próbowała się uspokoić. Zadzwonić do Patryka? Miał dziś ważne spotkanie, ale i tak musiała mu opowiedzieć.
*********************************************
Wściekła Elżbieta pojechała prosto do firmy syna. Zignorowała sekretarkę i wpadła mu do gabinetu.
– Twoja żoneczka wyrzuciła mnie z mieszkania, jakbym była śmieciem!
– Cześć, mamo westchnął Patryk. Ciekawe, co takiego jej powiedziałaś, skoro moja spokojna żona tak zareagowała?
– Tylko spytałam, kiedy oddają tę dziewuchę do domu dziecka Elżbieta usiadła, patrząc urażona na syna. Wreszcie będziecie mieć swoje dziecko. Ono potrzebuje przecież uwagi i pieniędzy.
– Jak w ogóle mogłaś coś tak okropnego pomyśleć?! Patryk aż złamał długopis w ręce. Nikomu Anielki nie oddamy. To moja córka, czy ci się to podoba, czy nie.
– Jak to? Przecież to tylko przybrana. Już duża, zrozumie jak jej wyjaśnicie.
– Nie waż się jej nic mówić rzucił długopis w kąt i uderzył pięścią w biurko. Zrozumiałaś?!
– Ciekawe, jak mnie powstrzymasz odpowiedziała szyderczo i wyszła. Dla tej dziewczynki nie ma miejsca w naszej rodzinie. Postaram się, by tak się stało.
Patryk długo patrzył na zamknięte drzwi. Sekretarka nieśmiało przeprosiła za niespodziewanego gościa, ale on nie zwracał na nią uwagi. Wiedział jedno: musi podjąć decyzję.
Chwycił za telefon
****************************************
Zosia powoli przechadzała się po krakowskim parku, obserwując, jak Anielka kręci się wokół rocznego braciszka. Rolę starszej siostry potraktowała bardzo poważnie.
Na ławce siedziały dwie kobiety i obgadywały synowe. Myśli Zosi mimowolnie wróciły do teściowej.
Od tamtej fatalnej wizyty nie widziały się już więcej. Patryk w ciągu tygodnia przeprowadził rodzinę setki kilometrów od Warszawy, zdając sobie sprawę, że tylko tak mogą zapewnić Anielce spokój. Jego matka gotowa była rozpowiedzieć znajomym, że dziewczynka jest adoptowana.
Teraz mają spokojne życie. Kochaną córeczkę, małego synka, a zaraz jeszcze kolejne dziecko w drodze.
Patryk od czasu do czasu rozmawia z ojcem. Wie od niego, że Elżbieta nie odpuściła teraz zadręcza świeżo poślubioną córkę. Patryk współczuje siostrze, choć tamta chyba nawet nie ma nic przeciwko.
Cóż, każdy żyje swoim życiem. On patrząc teraz na swoją rodzinę, jest przeszczęśliwy. Tego samego życzy innym.



