Ten sylwestrowy wieczór, zapadł nam wszystkim w pamięci na długo

Przyjechałam do domu rodziców, aby powitać Nowy Rok, przynosząc mandarynki i kilka girland. Mama i tata jak zwykle krzątali się w kuchni, zrzędzili na siebie, oczywiście kochając się wzajemnie. W domu unosiły się wspaniałe zapachy, a w rogu stała ogromna choinka. Mama przygotowała dla całej rodziny torbę ze słodyczami do zawieszenia na choince – to nasza rodzinna tradycja.

Patrzę na nie i nie mogę się nimi nasycić, ale tej sielanki mogłoby nie być. Dziesięć lat temu, przytrafiła nam się straszna rzecz, której nawet do końca nie pamiętam.

Tamta zima była szczególnie śnieżna i mroźna. Moja mama chciała zrobić sałatkę jarzynową, ale zauważyła, że skończył się majonez. Mój ojciec zgłosił się na ochotnika, aby szybko pobiec po niego do najbliższego supermarketu. Włożył kurtkę i wybiegł na ulicę, nie zakładając nawet kapelusza. Mama udzieliła mu nagany, która została zignorowana.

Minęły dwie godziny i mama zaczęła się niepokoić. Tata nie wrócił nawet cztery godziny później i nie odbierał telefonu. Mama nie wiedziała, co robić. Najpierw obdzwoniła wszystkich, których znała, zakładając, że wpadł do przyjaciół w odwiedziny. Wszyscy znajomi i krewni powiedzieli, że nie widzieli taty.

Zrozpaczona matka wezwała policję, a oni zareagowali obojętnie:

– Kobieto, nie minęły jeszcze 24 godziny! Szukaj swojego męża w okolicy!

Poszłyśmy więc z mamą same go poszukać. Tego wieczoru padał gęsty i mokry śnieg. Otulał każdą gałązkę na drzewach, każdy zakamarek, zasłaniał płoty, szczelnie pokrywał dachy – wszystko wokół przypominało bajkę, ale to piękno nam nie odpowiadało, dla nas było przerażające. Mama trzęsła się z zimna i przerażenia.

W alejce prowadzącej do garaży, ktoś leżał na jezdni, był już dobrze przyprószony śniegiem. Podbiegłyśmy do mężczyzny i rozpoznałyśmy go, jako naszego zaginionego ojca. Mama zadzwoniła po karetkę, a gdy ta jechała, próbowała jakoś ogrzać ojca. Mama płakała, a nawet wyła przeraźliwie, bała się ruszyć tatę, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale udało jej się podłożyć mu pod głowę szalik, który bez wahania ściągnęła z głowy. Mama przykryła biało-zieloną twarz taty tym szalikiem, oddychając, próbując go ogrzać. Wtedy przypomniała sobie o swoich dłoniach, delikatnie wzięła go w dłonie, potarła i również odetchnęła. Pomagałam jej, starając się powtórzyć to, co zrobiła mama, zakładając rękawice na pozbawione życia ręce taty.

Okazało się, że w drodze do supermarketu postanowił pójść na skróty, skręcił w uliczkę, poślizgnął się, upadł i uderzył głową w ogromny kamień, którym sąsiad podpierał swoje drzwi, a czasem służył mu za krzesło. Na szczęście był to tylko wstrząs mózgu, a siniak i rozcięta skóra były tylko powierzchownie przerażające, ale mogło to mieć inne konsekwencje i gdybyśmy nie poszły go szukać, mój ojciec zamarzłby w nocy na śmierć.

Po tym wydarzeniu, często zgłaszałam się do pomocy w poszukiwaniu zaginionych, bo każda minuta jest cenna. Dzięki Bogu nasza historia zakończyła się tak dobrze i nadal cieszymy się życiem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − 2 =

Ten sylwestrowy wieczór, zapadł nam wszystkim w pamięci na długo