– Ten dom mi się tak podoba. Synku, przepisz go na mnie! – Teściowa rości sobie prawo do mojego mieszkania

Alicja zastygła, słysząc słowa teściowej. Jej palce rozwarły się same, a taca z hukiem runęła na podłogę werandy. Kawałki szkła rozleciały się na wszystkie strony.

Jerzy i Nina Stanisławowa gwałtownie się odwrócili. Na twarzy starszej kobiety strach szybko zastąpiło udawane współczucie.

— Kochanie! — zawołała, zrywając się z miejsca. — Nie zraniłaś się? Pomogę ci!
— Niech pani nie podchodzi — Alicja wystawiła przed siebie dłoń. — Wszystko słyszałam.

Przeniosła płonący wzrok na męża. Jerzy siedział ze zwieszoną głową, nerwowo szarpiąc obrus.

— Jerzy — głos Alicji drżał od napięcia. — Masz mi coś do powiedzenia?
— Alicjo, źle zrozumiałaś! — zaczęła szybko Nina Stanisławowa. — Tylko rozmawialiśmy…
— Nie do pani mówię — przerwała jej ostro Alicja. — Jerzy?

Zapadła ciężka cisza.

— Synu — odezwała się znów Nina Stanisławowa, podchodząc do Jerzego i kładąc mu dłoń na ramieniu. — Nie zostawisz przecież matki?

Jerzy powoli podniósł wzrok. Jego oczy spotkały się z oczami Alicji — wypełnionymi bólem i głębokim wstydem.

— Mamo — jego głos był cichy, ale stanowczy. — Kocham cię. Jesteś moją matką i zawsze będę o ciebie dbał.

Nina Stanisławowa uśmiechnęła się triumfalnie, rzucając Alicji wyzywające spojrzenie. Lecz Jerzy wstał i dodał:

— Ale Alicję kocham bardziej. I nie zrobię nic, co ją zrani.

Uśmiech zniknął z twarzy teściowej.

— Co ty mówisz, synu? — wyszeptała.
— Mówię, że powinnaś się spakować i wyjechać — odparł twardo Jerzy. — I nie wracać, dopóki nie przeprosisz Alicji i nie zrozumiesz, że nie ma nic ważniejszego niż rodzina, którą stworzyłem.
— Rodzina?! — oczy Niny Stanisławowej rozszerzyły się ze złości. — A kim ja jestem? Ja, która cię urodziłam i wychowałam!
— Mamo — Jerzy pokręcił głową. — Próbowałaś nakłonić mnie, bym oszukał własną żonę i odebrał jej dom. To nie pierwszy raz, gdy mną manipulujesz.
— To ona cię zmieniła! — krzyknęła Nina, wskazując na Alicję. — Odwróciła syna od matki! Niech cię ziemia pochłonie!
— Dość — Jerzy podniósł głos, a teściowa urwała. — Nie będę tego dłużej słuchał. Albo przeprosisz, albo wyjeżdżasz natychmiast.

Jej usta drżały.
— Jej wybierasz? — szepnęła. — Wyrzucasz mnie na bruk?
— Masz własny dom, mamo — odparł znużony Jerzy. — I jak dotąd, będę ci pomagał finansowo. Ale twoja obecność tutaj jest niepożądana.

Z łkaniem teściowa wpadła do domu, a chwilę później rozległ się trzask drzwi. Alicja i Jerzy zostali sami na werandzie, wśród rozbitych kawałków.

— Przepraszam — szepnął Jerzy, robiąc krok w stronę żony. — Nie powinienem milczeć. Nie powinienem jej w ogóle słuchać.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś? — cicho spytała Alicja. — Byłeś ostatnio jakiś nieswój.
— Prosiła, żebym porozmawiał z tobą o sprzedaży domu — przyznał. — Mówiła, że jest samotna, że dom jest dla nas za duży. Nie wiedziałem, jak zacząć tę rozmowę. A potem przyjechała i zaczęła naciskać, że jeśli się nie zgodzisz, trzeba działać… inaczej.
— Naprawdę wybrałeś mnie, a nie ją? — spytała Alicja, patrząc mu w oczy.
— Kocham ją — odparł prosto. — Ale to, co proponowała, to nie miłość, a egoizm. Nie będę w tym uczestniczyć.

Alicja podeszła do męża i pozwoliła mu się przytulić.

Następnego ranka Nina Stanisławowa odjechała bez pożegnania. Lecz spokój nie wrócił — zaczęły się niekończące telefony.
— Mamo, nie zmienię zdania — powtarzał stanowczo Jerzy. — Ciebie nie porzucam. Ale i Alicji nie zostawię.

Z czasem telefony ustały. Jerzy był nieugięty. Pewnego wieczoru, gdy pili herbatę na werandzie, uśmiechnął się — po raz pierwszy od dawna szczerze i swobodnie.
— Wiesz — powiedział, patrząc na żonę — chyba sobie poradziliśmy.
Alicja skinęła głową, ściskając jego dłoń. Dom znów stawał się ich twierdzą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 5 =

– Ten dom mi się tak podoba. Synku, przepisz go na mnie! – Teściowa rości sobie prawo do mojego mieszkania