Tato, jak mogłeś?! Jak mogłeś zrobić coś takiego mamie?!
Gosia szła z Olą przez park po lekcjach, trochę im się nie chciało jeszcze wracać do domu, więc Gosia zaproponowała spacer:
Ola, chodź na spacer do parku!
Jasne, pójdźmy, póki jasno! Ola kiwnęła głową.
Park niekoniecznie był po drodze, ale co im szkodziło trochę się przejść?
Szły alejką i mijały zakochane pary, trochę im zazdrościły tych szczęśliwych min. Ludzie ich praktycznie nie zauważali.
W pewnym momencie skręciły w boczną ścieżkę, pustą już o tej porze. I wtedy zobaczyły mężczyznę i kobietę. Obejmowali się, a on coś jej szeptał do ucha. Kobieta była wyraźnie szczęśliwa.
Był zwrócony do nich plecami, ale od razu było widać, że to facet starszy, raczej już nie młody.
Ola spojrzała znudzona, ale nagle dostrzegła, że Gosia wlepia w nich ogromne oczy i nie może oderwać wzroku.
Gosia, o co chodzi? O co ci chodzi?
A nic, chodź już powiedziała nagle trochę przestraszona Gosia i pociągnęła Olę dalej.
Kiedy dotarły do wyjścia z parku, Gosia szła w milczeniu, zamyślona jak nigdy. Pożegnały się i każda ruszyła do swojego domu
Gosia szła powoli, głowę miała nisko opuszczoną, nie wierząc w to, co widziała.
Cały czas miała przed oczami szczęśliwą twarz tej kobiety pod drzewem, mężczyznę szepczącego jej coś miłego, tak zapatrzonego w nową znajomą, że nawet nie zauważył własnej córki!
Tato, jak mogłeś?! Przecież zawsze myślałam, że jesteś ideałem. Kocham cię, nie wierzę, że masz kogoś na boku! Nie uwierzyłabym, gdybym nie zobaczyła na własne oczy myślała Gosia.
Do domu wróciła późno.
Siadaj, jedz! weszła do kuchni, a mama mruknęła. Ciebie i ojca nigdy się nie można doczekać!
Zaraz, tylko umyję ręce odpowiedziała cicho Gosia, jakby speszona.
Zamknęła się w łazience na dłużej, myśli kotłowały się w głowie. Kiedy wyszła, ojca jeszcze nie było. Zjadła sama i poszła do siebie.
Usiadła do laptopa, ale nie mogła się skupić. Cały czas miała w głowie scenę z parku. Nie mogła uwierzyć, że to prawda.
To mój tata. Więc co, w dorosłym życiu zdrada to już taka codzienność? Czego mu brakuje? Może nas przez nią zostawi? I wtedy przyszła jej do głowy pewna myśl.
Może ta jego kochanka nawet nie wie, że tata ma dziecko. Może myśli, że sobie wszystko tak ułoży! zaczęła układać plan
Nagle otworzyły się drzwi:
Wybacz, kochanie! Ciężki miałem dziś dzień usłyszała głos ojca.
Teraz to ty masz ciężkie dni codziennie, a kiedyś miałeś tylko pod koniec miesiąca weszła do kuchni mama. Wyglądało na to, że znowu się pokłócą.
Kasiu, no teraz tak mam w pracy! próbował tłumaczyć się ojciec.
Jak zawsze wszedł do pokoju Gosi, jak zawsze chciał ją przytulić, ale ona odsunęła go:
Idź, bo ci stygnie kolacja!
Córciu, co się stało?
U mnie nic. A u ciebie?
Tata popatrzył na nią z uwagą, lekko zdezorientowany, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował i wyszedł do kuchni.
Wieczorem Gosia nie wychodziła z pokoju. Układała sobie w głowie, jak odzyskać tatę. Z tym planem zasnęła.
Obudziła się rano przy głosach rodziców:
Andrzeju, gdzie idziesz?
Do pracy, coś pilnego.
Dziś sobota! Można by dzień z rodziną spędzić.
Wrócę przed obiadem, obiecuję. Coś razem zrobimy.
Gosia wyszła ze swojego pokoju, przeciągnęła się udając, że dopiero co wstała.
A ty dokąd? zapytała od razu mama.
Mamo, mam zajęcia dodatkowe. Już jestem spóźniona
Ojej, całymi dniami wasze kursy pokręciła głową mama. Ale Gosia już zamykała się w łazience.
Potem zaczęła się nerwowo zbierać, widząc, że tata już jest w przedpokoju. Uśmiechnął się do niej:
Odprowadzę cię, dobrze?
Gosia, choć na kawę! mama z kuchni zawołała. Świeżo zrobiłam.
Idź, poczekam tu na ciebie! ojciec był niesamowicie miły, jakby miał wyrzuty sumienia.
Gosia wpadła do kuchni, wypiła kawę w pośpiechu i wybiegła do przedpokoju:
Chodź, tato!
Szli przez kilka minut bez słowa. To tata zagaił pierwszy:
Córciu, jesteś na mnie zła?
Nie, tato, po prostu mam chyba jakiś taki wiek, dziwne nastroje Kocham cię, wiesz?
Ja ciebie też, córeczko!
Najbardziej na świecie?
Tata aż się wzdrygnął, spojrzał na nią podejrzliwie, ale odpowiedział:
Najbardziej na świecie!
Szli dalej, trochę się do siebie uśmiechali, choć raczej unikali kontaktu wzrokowego.
Dobra, tato, ja już tu muszę skręcić. Widzimy się w południe! Trzymałeś słowo, że spędzimy weekend razem.
Gosia ruszyła niby w stronę zajęć, ale zaraz wróciła, schowała się za krzakami i zaczęła śledzić ojca.
Jeszcze miała nadzieję, że naprawdę idzie do pracy. Ale ojciec ruszył zupełnie w innym kierunku.
Szli tak długo, nawet raz nie obejrzał się za siebie. Gdy podszedł pod jakiś blok, stanął przy drzewach i wyciągnął telefon.
Po chwili wyszła kobieta. Gosia aż westchnęła:
Ale ona piękna Czyżby była tacie ważniejsza niż my z mamą?
Kobieta podbiegła, pocałowała ojca, objęli się i ruszyli gdzieś razem, ot tak, po prostu trzymając się za ręce.
Dzielnica była zupełnie obca, cicho, ludzi niewiele. Usiedli na ławce w niewielkim parku, zaczęli rozmawiać. Gosia obserwowała ich z oddali. Najpierw rozmowa wydawała się poważna, ale potem była dłuższa chwila czułości.
Gosia nie mogła oderwać wzroku, złość ją aż ściskała.
Potem wstali i ruszyli z powrotem.
Weszli do bloku, skąd wyszła kobieta. Tam jeszcze raz pocałunek, uśmiech. Ojciec poszedł pewnie już do domu, a kobieta zniknęła na klatce schodowej.
Gosia stała z daleka i podjęła decyzję: musi z tą kobietą porozmawiać w cztery oczy, wie już, co zrobić.
W tym momencie kobieta znów wyszła z klatki, trzymała reklamówkę i szła wyrzucić śmieci. Gosia poszła za nią.
Dzień dobry! zagrodziła jej drogę, gdy ta skończyła wyrzucać śmieci.
Dzień dobry O co chodzi? zdziwiła się kobieta.
Słuchaj! Jeśli jeszcze raz spotkasz się z Andrzejem, zobaczysz, co się stanie.
Przepraszam, a ty w ogóle kto jesteś?
Chyba jasno się wyraziłam. Wyciągaj telefon!
Proszę powiedziała kobieta, dalej zdziwiona.
Dzwoń do niego i mów, żeby więcej nie przychodził. Jestem jego córką. I bardzo kocha moją mamę!
Pani wykręciła numer. Gosia usłyszała w słuchawce znajomy głos:
Marto, co się stało?
Andrzeju, nie możemy się więcej spotykać.
Ale dlaczego?
Nic z tego nie będzie. Masz rodzinę, ja po studiach wyjeżdżam z Warszawy.
Marto, ale W głosie ojca Gosia wychwyciła nutkę ulgi, której nie mogła nie zauważyć.
Koniec, Andrzeju. Nie dzwoń więcej i nie przychodź!
Dobrze, Marto. Żegnaj!
Kiedy Gosia wróciła do domu, rodzice akurat jedli obiad, rozmawiali spokojnie. Mama spojrzała na nią z ukosa:
Skąd taka zadowolona wracasz? Jesz coś?
Zjem! odparła Gosia.
Córciu, naprawdę jesteś dziś jakaś dziwnie szczęśliwa przyglądał się jej tata.
Tato, kochasz mnie? odpowiedziała pytaniem.
Kocham, córeczko!
A mamę?
Zapadła chwila ciszy, po czym pewnym głosem:
Twoją mamę też kocham!
Naprawdę was kocham! powtórzył tata z uśmiechem.
I zrobiło się w tej naszej kuchni nagle tak ciepło, że aż chciałoby się wszystkich wyściskaćGosia spojrzała na tatę, a potem na mamę. W powietrzu wisiała jeszcze jakaś niewypowiedziana nuta niepewności, ale ona uśmiechnęła się szeroko, jakby w jednej chwili cały ciężar spadł jej z serca. Może nie wszystko w życiu układa się idealnie, może dorośli też się gubią, ale była pewna jednego rodzina to coś, o co warto walczyć.
To zjedzmy razem. Bez pośpiechu, dobrze? zaproponowała, nalewając zupy.
Mama uśmiechnęła się czule, a tata odetchnął głęboko, jakby pierwszy raz od lat.
Obiad smakował lepiej niż zwykle, a słońce wpadające przez okno kładło na stole złote plamy. W tle cicho brzęczał czajnik. Przez moment nie liczyło się, co było wczoraj, ani co przyniesie jutro liczył się ten wspólny stół, ciepło głosów, bliskość.
Gosia poczuła, że nawet jeśli dorośli czasem błądzą, ona zawsze odnajdzie drogę do domu. I może wystarczy czasem po prostu powiedzieć głośno: Kocham was, żeby wszystko zaczęło się goić.
Spojrzała na rodziców i uśmiechnęła się już tak naprawdę, najprościej na świecie.
Jeszcze zupa nie była nigdy taka dobra powiedziała.
A potem świat na moment był znów tak samo prosty i szczęśliwy jak wtedy, gdy była mała i wszystko wydawało się możliwe.



