Tatuś sam został w domu z noworodkiem.

Kiedy urodził się nasz syn, co tydzień mieliśmy odwiedzającą nas pielęgniarkę. Tego dnia, miałam sprawy do załatwienia, więc mój mąż był „na służbie”. Nakarmiłam dziecko, owinęłam, położyłam do łóżeczka i wyszłam.

Warto wspomnieć, że mój mąż nigdy wcześniej nie był sam z dzieckiem. Bał się nawet go podnieść, więc musiałam sobie radzić, gdy dziecko spało.

Ogólnie rzecz biorąc, szło świetnie. Podczas gdy ja załatwiałam sprawy w pracy, tata zajmował się śpiącym dzieckiem i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi – przyszła pielęgniarka.

– Ale mój syn śpi! – Mój mąż miał pretensje do położnej.

– Wtedy będziesz go kołysał. Wszystko jest w porządku. Rozbierz go.

Mąż odwijał pieluchę nieskutecznie i ze złością spojrzał na pielęgniarkę. Starał się robić wszystko dobrze, ale mu nie wychodziło.

Pielęgniarka zbadała jego syna. Powiedziała, że wszystko jest w porządku i zaczęła się szykować. Mój mąż słuchał jej z radością i starał się zapamiętać wszystkie informacje, aby mógł mi je przekazać.

Gdy tylko drzwi się zamknęły, syn zaczął płakać. Mąż podrapał się w tył głowy i zastanawiał się, jak ma założyć pieluchę i ukołysać dziecko.

– I co ja mam z Tobą zrobić? – Prawie się rozpłakał i pobiegł dogonić pielęgniarkę. Musiał zbiec po schodach, bo ona właśnie wsiadła do windy. Zatrzymał ją i powiedział:

– Proszę uśpić dziecko z powrotem! Sprawić, aby znowu było spokojne.

Pielęgniarka musiała więc wrócić i uratować młodego tatusia. Cóż, przynajmniej mąż nauczył się korzystać z pieluch – dała mu mistrzowską lekcję.

Mój syn ma teraz pięć lat, a nasza pielęgniarka do dziś pamięta tę historię. Wymyśliła nawet przezwisko dla naszego taty – „Sprinter”. Teraz każdej wyprawie do przychodni towarzyszy dobry humor.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + 10 =

Tatuś sam został w domu z noworodkiem.