Jadwiga była szczęśliwa. Zbudziła się z błogim uśmiechem na twarzy, poczuła, że przy niej szeleści Wojtek, oddech jego na karku, i znów się uśmiechnęła. Na ich wymarzoną podróż poślubną już odłożyła kilka tysięcy złotych. Wczoraj opowiedziała o tym Wojtkowi i pół godziny słuchała, jak chwali ją za bycie taką świetną i że nie pomylił się w wyborze.
Jeszcze kilka tygodni temu wahała się, czy podjąć taką decyzję. Wojtek przedstawił ją swojej rodzinie, a ona poczuła, że nie do końca przypadła jej do gustu obca, dla niej rodzina. Przełomowy był jednak fakt, że była bogatą panną młodą bogactwem była mała, stara dwójka, którą zostawiła jej babcia. Tam razem z Wojtkiem mieszkali.
Jedno z pomieszczeń było zamknięte na klucz pokój babci. Jadwiga zostawiła w nim wszystko tak, jak było za życia babci: stary komod, bujany fotel, biurko i półki pełne kolorowych kłódek. Oczywiście po ślubie pokój zyska nowy wygląd ale póki co pozostawał niezmienny.
Czasem wieczorami wchodziła tam, siadała w bujanym fotelu, zapalała starą lampkę i zamyślała się. Wojtek nie lubił tych jej chwil, nazywał je kaprysami i melancholią, ale nic nie mógł zrobić. Nie wchodził do pokoju i narzekał, że tak dużo przestrzeni idzie na marne.
W swojej rodzinie Jadwiga była najstarsza. Rodzice szybko zorientowali się, że mogą używać jej jako niani, i wkrótce przekazali opiekę nad młodszą siostrą i bratem na jej cienkie ramiona. Nic nie pomogło ciągle ją napominano: nie tak posprzątała, nie tak umyła, nie tak ubrała Siostra i brat przyzwyczaili się, że w wszystkim winna jest Jadwiga i zaczęli z tego korzystać. Dlatego po szkole spakowała swoje skromne rzeczy i wyjechała do babci.
Babcia Jadwigę kochała. Nazywała ją skowronkiem, piekła domowe bułeczki i uczyła życia po Bożemu. Jadwiga wyślizgnęła się spod ciepłej kołdry i pobiegła do kuchni, by zrobić serniczki na śniadanie. Zaraz, ziewając i przeciągając się, do kuchni wpadł Wojtek. Usiadł przy stole, podsunął do siebie talerz gorących serniczków i z zadowoleniem zanurzał je w gęstej śmietanie.
Słuchaj, Jad zaczął, pożuwając piąte serniczki. Myślałem… Do diaska tej podróży poślubnej! Lepiej kupmy za te pieniądze auto! Trochę jeszcze dorzucimy, weźmy kredyt, dostaną Ci pieniądze!
Jadwiga popatrzyła zdumiona na lśniącą od śmietany twarz Wojtka, nie odpowiedziała i usłyszała, jak w zamku drzwi wejściowych obraca się klucz. Zanim się przestraszyła, w przedpokoju wpadła mała grupa: przyszła teściowa, jej córka i 18letni syn. Obok stał stos trzech walizek i jednej torby.
Witaj, Panno Młoda, przyjmij gości! zaczęła z progu Lidia Kowalska. Postanowiliśmy od razu zgodnie z rozmową z Wojtkiem wczoraj, nie zwlekać.
Jadwiga znów spojrzała na Wojtka, który z zapałem wyciągał walizki z przedpokoju i przenosił je do drzwi babciowego pokoju.
Jadwiga, otwórz drzwi rzekł Wojtek. Trzeba jeszcze posprzątać, ten fotel przeniesiemy na balkon, przykryjemy folią, nic mu nie grozi, a resztę mebli zostawimy, Witek sobie poradzi. Tylko te stare kłódki gdzieś zniknij, wyrzuć je.
Co to ma znaczyć Witek sobie poradzi? I po co mam coś wyrzucać? Skąd Lidia ma klucze do mieszkania? wyszeptała Jadwiga prawie niesłyszalnie, pojąwszy sens porannej rodziny wizyty.
No i co? wtrąciła się przyszła teściowa. Żyjecie, dzięki Bogu, w porządku. Ślub za dwa tygodnie. Auto kupicie, Wojtek mi wczoraj powiedział. A w tym pokoju jest wolne? Bo dopóki nie będzie waszych dzieci, Witek w nim zamieszka, a do uczelni nie ma drogi.
A więc, nie ma sprawy, że przyjmiemy mojego brata na jakiś czas? Ten stary grat trzeba już wyrzucić, w tej sali planowaliśmy pokój dziecięcy Wojtek uśmiechał się, demonstrując swoją męską zręczność.
A Wojtek już przygląda się autu wtrąciła się energiczna Świętosława, siostra Wojtka. Znam gościa, co sprzedaje wspaniałe auto, weźmy kredyt, a podróż poślubna niech zostanie w tyle. Nie przegapcie takiej okazji!
Dobra, Jad, szukaj kluczy od pokoju, a ja nakarmię wszystkich serniczkami, dobrze? Nasze serniczki na śniadanie palce obliczysz! i Wojtek zostawił bladą Jadwigę w korytarzu, ruszając ze swoją rodziną na kuchnię.
Jadwiga weszła do pokoju, usiadła na przypadkowym kanapie, którą przyniósł Wojtek, i zamyśliła się Brak śniadania był już oczywisty. Chłopaki i teściowie zmiotą z lodówki i stołu wszystko, a ona wieczorem będzie znowu ciągnąć torby z zakupami. Musi się wkręcić w tę nocną zalotę, bo od Wojtka nie ma pomocy kiedy wprowadzili się razem, od razu zadeklarował, że będą żyć z jej pensji, a on sam będzie odkładał na powiększenie mieszkania.
Czy naprawdę chcesz całe życie spędzić w starej krynce na obrzeżach miasta? wytłumaczył Wojtek. Jadwiga nie protestowała, zwłaszcza że za pół roku miał się odbyć ślub
A teraz nowe niespodzianki Okazało się, że Wojtek już zdobył klucze od jej mieszkania. Zdecydowali, że Witek u nich zamieszka. Skąd taki szok? Dlaczego miałaby jeszcze tyle czasu znosić życie w domu obcego chłopaka? Ostatnią kroplą była sławna auto
Jadwiga od dziecka marzyła o morzu. Rodzice jechali nad Bałtyk dwa razy, kiedy była mała, ale jej nie zabierali. Postanowiła, że ich podróż poślubna będzie niezapomniana morze! Grecja! Dobry hotel! Wycieczka na Sycylię! Starożytne świątynie! Kwaśne greckie wino na tarasie! Pokój z oknami na morze!
Jadwiga zapłakała, cicho, jak małe dziecko. Babcia pojawiła się w jej pamięci od razu. Siedziała w ukochanym fotelu, dobre oczy patrzyły na płaczącą wnuczkę Nic nie płacz, skowronku mój, nic Zapamiętaj, małżeństwo to nie klątwa. Nie pozwól, by stało się zgubą! Szukaj tego, kto będzie kochał. Kto kocha, ten dba. Szukaj tej troski i nie pomylisz się!
Decyzja zapadła szybko. Z kuchni dochodziły wesołe głosy krewnych, których już nie miała, i męża, którego jeszcze nie miała. Najpierw zadzwoniła do pracy, poprosiła o urlop dwa tygodnie wcześniej. Potem zadzwoniła do Marii, przyjaciółki z uczelni, opisała sytuację i poprosiła, by pilnowała mieszkania, żeby krewni nie zrobiły w świętym gniewie. Maria mieszkała dwa domy dalej i od razu się zgodziła.
Nie martw się, szybko je postawię! mówiła. Zobacz, co wymyślili!
Po uporządkowaniu mieszkania Jadwiga zadzwoniła do biura podróży, które dzień wcześniej wyszukało dla niej ofertę wyjazdu poślubnego. Szybko podsunęli jej gorącą wycieczkę. Walizka już była spakowana. Marzyła o morzu tak długo, że spakowała wszystko wcześniej, nie czekając na ślub
Po piętnastu minutach wyszła z mieszkania, cicho zamykając drzwi i zostawiając notatkę: Ślub odwołany. Klucze daję Marii. Sam kup auto. To już nie moja sprawa.
Gdy zbliżała się do lotniska, wyciągnęła niekończąco wibrujący telefon, pełen nieodebranych połączeń i histerycznych wiadomości: Co robisz, zwariowałaś?! I wyłączyła szumiący telefon.
Tak! Zwariowałam! rozległo się w jej wnętrzu, jak echo z dzieciństwa. Co za nieszczęście!
W głębi pamięci uśmiechała się babcia swoimi dobrymi oczami



