*”Nie gniewaj się na mnie, Taniu, nie zamieszkam z tobą.”*
*”A może spróbujemy, Sławku?” Tania patrzyła na niego niemal bez mrugnięcia, na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec.*
*”Powiedziałem wszystko, Tatiano”*
Irena Brzozowska przyszła na świat, gdy Sławomir był w pierwszej klasie. Pamiętał jej matkę, Larę, uznawaną za najpiękniejszą w całej okolicy, z ogromnym brzuchem, i dumnego ojca, Jerzego. Później Lara wyjeżdżała z wózkiem za bramę, do którego tak bardzo chciał zajrzeć Wtedy wydawało mu się to czymś niesamowitym.
Sławomir dorastał, a Irena rosła. Oto już biegała z rodzicielskiej bramy w jaskrawej sukience, z wielką kokardą na jasnej głowie. Bawiła się z koleżankami, budując domek przy ogródku. Sławek obserwował to wszystko z okna swojego domu, który stał dokładnie naprost posesji Brzozowskich.
*”Sławku, odprowadzisz Irenkę, proszę?” poprosiła pewnego dnia Lara.*
I Sławek się nie sprzeciwił tak przez prawie rok stał się opiekunem pierwszoklasistki Irenki. Najpierw chodzili do szkoły w milczeniu, aż w końcu Irenka nie wytrzymała i zaczęła opowiadać mu swoje historie, różne szkolne przygody. Jej lekcje kończyły się wcześniej, więc cierpliwie czekała, aż Sławek skończy. Czasem wracał w towarzystwie kolegów, a Irenka maszerowała razem z nimi. Przyzwyczaił się i rano czekał na nią przy bramie, a gdy wychodziła, brał ją za rękę i tak szli do szkoły.
Następnego września Irenka cicho poprosiła, by pozwolił jej iść z koleżankami. Teraz dziewczynki szły przodem, a Sławek trzymał się z tyłu, gotowy w każdej chwili przyjść z pomocą. I okazja się oczywiście nadarzyła.
Pewnego dnia na drodze stanęła gęś. Sycząc, wyginała szyję, trzepotała skrzydłami, a dziewczynki bały się przejść. Sławek stanął między nimi a ptakiem, i one z piskiem przebiegły.
W kolejnym roku Sławek wyjechał do większej wsi, gdzie była szkoła średnia, i wracał tylko na weekendy i wakacje. Irenka jakby o nim zapomniała mijała go, spuszczając wzrok, nawet nie witając się. Potem Sławek dostał się do szkoły morskiej i przyjeżdżał już bardzo rzadko.
*”Mamo, kto to? Irenka?!” Sławek oderwał się od kolacji. Zza bramy Brzozowskich wyszła wysoka, zgrabna młoda kobieta.*
*”Nasza Irenka!” matka też spojrzała przez okno i uśmiechnęła się.*
*”Kiedy ona zdążyła?!” szczerze zdziwił się Sławek.*
*”Czas przyszedł” westchnęła matka, patrząc z czułością. „Widzisz, cieszę się za każdym razem wzięła to, co najlepsze od rodziców!”*
Potem jeszcze kilka razy widywał Irenkę ukradkiem na szczęście firanka w oknie maskowała jego obecność. Oto szła z wiadrami po wodę do studni, a wiatr tak niefortunnie rozchylił jej bluzkę na smukłej piersi Oto rankiem Irenka w eleganckim garniturze szła na egzaminy Sławkowi znów zachciało się ją odprowadzać.
Ale ostatnią kroplą był jej głos. Usłyszał go, gdy pomagał ojcu naprawiać płot: *”Takim głosem pójdziesz za nim choćby na koniec świata!”*
Aż pewnego dnia, wychodząc z wiadrami po wodę, spotkał ją przy studni.
*”Dzień dobry!” pierwszy raz odważyła się go pozdrowić, znów uderzając go prosto w serce.*
*”Cześć, Irenko” odpowiedział jakoś niepewnie, czując dziwną tremę.*
Wiadra napełniały się powoli, a on nie mógł wymyślić, o czym z nią rozmawiać Tym razem wyjeżdżał z jakąś ukrytą tęsknotą. Chyba w końcu się zakochał.
Potem była przysięga i przydział Sławek trafił do Kołobrzegu.
***
Następnym razem wracał do domu z nadzieją. Marzył, że właśnie teraz wyzna Irence W końcu miała już odpowiedni wiek
Pierwszego dnia odsypiał drogę, potem zaczęły się obowiązki. Ojciec, jak zwykle, miał plan na maksymalne wykorzystanie dodatkowych rąk do pracy. Już drugiego dnia pojechali do lasu po drewno, potem trzeba je było porąbać i ułożyć w komórce. Żeby zdążyć w krótkim urlopie Sławka, ojciec przygotował wymianę dolnych belek w łaźni. Potem jeszcze zmiana framugi, a na koniec nowa podłoga. Następnie tata postanowił wymienić podłogę w oborze Tak minęły dwa tygodnie.
Sławek od czasu do czasu zerkał na bramę sąsiadów, zwykle zamkniętą. Wychodzili z niej Larysa lub Jerzy, ale Irenki nigdzie nie było widać.
*”Mamo, a gdzie Irenka?” odważył się zapytać pewnego dnia.*
*”Poszła na studia. Mieszka teraz w mieście” odpowiedziała matka.*
I tak Sławek wrócił do Kołobrzegu z niczym.
Rok później zobaczył ją tylko raz, i nie podobało mu się to. Znów stał się mimowolnym obserwatorem zza firanki. Szła z jakimś wysokim, niezdarnym wiejskim chłopakiem. On coś opowiadał, najwyraźniej żartował i sam śmiał się ze swoich dowcipów, a Irenka uśmiechała się pobłażliwie, patrząc na tego gałgana z jakąś niesympatyczną sympatią.
Później Sławek dowiedział się, że Irenka za niego wyszła i mieszkają teraz w powiatowym miasteczku.
Sławek, regularnie odwiedzając rodziców, czasem ją widywał i co gorsza słyszał
*”Sławku, przestań się już męczyć, nie jesteś przecież chłopcem” matka chyba dawno się domyśliła jego dramatu.*
*”A widać?”*
*”No jak nie? Widzę, jak na nią patrzysz. Znalazłbyś sobie tam w Kołobrzegu kogoś, może byś się uspokoił Jak to mówią: „Dobra Kasia, ale nie nasza”. Nie myśl już o niej, nie dręcz serca!*
*”Próbuję nie myśleć, ale myśli same przychodzą”*
***
Sławek przyjeżdżał coraz rzadziej. Służba rzucała go po całym kraju, głównie po odległych garnizonach. Jako kawaler nie miał argumentów, by zostać gdzieś bliżej, ale prawdę mówiąc, teraz sam szukał miejsca, gdzie będzie najtrudniej Jakby chciał się ukarać za coś.
Tak przeoczył pogrzeb ojca i, choć



