Taniu, nie gniewaj się na mnie, ale nie będziemy razem mieszkać.

*Śniło mi się, że stałem przed starą drewnianą chatą w Lubelskiem, gdzie wiatr szeleścił słomianym dachem. Powiedziałem: „Nie gniewaj się, Krysia, ale nie zamieszkam z tobą”.*

* A może spróbujemy, Wojtku? Krysia patrzyła na mnie bez mrugnięcia, policzki miała zaróżowione jak jabłka w sierpniu.*

* Powiedziałem swoje, Krystyno*

*Wtedy przypomniałem sobie o Hance Podgórskiej, która urodziła się, gdy ja chodziłem do pierwszej klasy. Pamiętałem jej matkę, Lidię, najpiękniejszą kobietę we wsi, z ogromnym brzuchem, i dumnego ojca, Jacka. Potem Lidka wypychała przed dom wózek, do którego tak chciałem zajrzeć Wtedy wydawało mi się to cudem.*

*Ja dorastałem, a Hanka rosła. Pewnego dnia już biegała w jaskrawej sukience, z wielką kokardą na jasnych włosach. Bawiła się z koleżankami, budując domki przy płocie. Widziałem to wszystko przez okno naszego domu, który stał naprzeciwko Podgórskich.*

* Wojtek, odprowadź Hankę do szkoły! poprosiła mnie pewnego dnia Lidka. I tak przez prawie rok opiekowałem się pierwszoklasistką. Najpierw szliśmy w milczeniu, aż w końcu Hanka nie wytrzymała i zaczęła opowiadać mi swoje historie. Czekała cierpliwie pod szkołą, aż skończę lekcje. Czasem szliśmy z kolegami, a Hanka dreptała obok. Przyzwyczaiłem się rano czekałem na nią pod bramą, a gdy wychodziła, brałem ją za rękę i tak szliśmy.*

*We wrześniu następnego roku Hanka szepnęła, żeby pozwolił jej iść z koleżankami. Teraz dziewczyny szły przodem, a ja z tyłu, gotowy w każdej chwili pomóc. I tak się stało na drodze pojawił się gęś, syczał, łopotał skrzydłami, a one bały się przejść. Stanąłem między nimi a ptakiem, a one z piskiem przebiegły.*

*Rok później wyjechałem do liceum w sąsiednim mieście i wracałem tylko na weekendy. Hanka jakby zapomniała, kim jestem mijała mnie, spuszczając oczy. Potem dostałem się do szkoły morskiej i bywałem w domu rzadko.*

* Mamo, kto to? Hanka?! oderwałem się od obiadu, gdy zza płotu Podgórskich wyszła wysoka, dorodna dziewczyna.*

* Nasza Hanka! uśmiechnęła się mama. Kiedyś zdążyła urosnąć?*

* Czas leci westchnęła. Patrzę i cieszę się, że wzięła to, co najlepsze od rodziców.*

*Potem widywałem ją ukradkiem przez firankę. Szła z wiadrami po wodę, a wiatr rozchylał jej bluzkę Rankiem w eleganckim garniturze szła na egzaminy. Chciałem znów ją odprowadzać.*

*Aż pewnego dnia usłyszałem jej śmiech. Pomagałem ojcu naprawiać płot, gdy rozległ się jej głos: „Na taki śpiew poszłabym na koniec świata!”*

*Spotkaliśmy się przy studni.*

* Dzień dobry! pierwsza się odezwała.*

* Cześć, Hanka odpowiedziałem, czując, jak serce bije mi jak młot.*

*Wiadra napełniały się powoli, a ja nie mogłem znaleźć słów. Wyjeżdżałem z dziwnym smutkiem. Chyba się zakochałem.*

*Potem była przysięga i służba w Gdyni.*

***

*Gdy wróciłem do domu, miałem nadzieję. Może teraz się jej oświadczę Wiek już odpowiedni.*

*Pierwszego dnia odpoczywałem, potem zaczęły się roboty. Ojciec miał plan: drewno na opał, remont łaźni, nowa podłoga w oborze Dwa tygodnie minęły jak sen. Czasem zerkałem na dom Podgórskich wychodzili tylko Lidka i Jacek. Hanka się nie pojawiała.*

* Mamo, gdzie Hanka? spytałem w końcu.*

* Wyjechała na studia. Mieszka w mieście.*

*Wróciłem do Gdyni z pustymi rękami.*

*Rok później zobaczyłem ją raz z jakimś chłopakiem. Śmiał się z własnych żartów, a ona patrzyła na niego z dziwną sympatią. Wkrótce dowiedziałem się, że wzięli ślub i mieszkają w powiatowym mieście.*

* Wojtek, przestań się męczyć mama westchnęła. Znajdź sobie kogoś w Gdyni. Jak to mówią: „Dobra Kasia, ale nie nasza!”*

* Próbuję nie myśleć ale myśli wracają.*

***

*Przyjeżdżałem coraz rzadziej. Służba rzucała mnie po kraju. Spóźniłem się na pogrzeb ojca Potem mamy. Sąsiedzi już wszystko przygotowali. Lidka wręczyła mi klucz to ona wysłała telegram.*

*Następnego dnia poszedł na cmentarz, uporządkował groby. Potem sprzątał dom rodzice nic nie wyrzucali. Wieczorem przeglądał albumy i znalazł zżółkłą gazetę. Było tam zdjęcie on i Hanka. Ktoś wziął ich za rodzeństwo.*

*Przed wyjazdem umówił się z Podgórskimi, że będą doglądać domu. Mogli korzystać z ogrodu.*

* Teraz i Hance w mieście nie trzeba kartofli kupować westchnęła Lidka. Bo ten jej Witek ciągle bez pracy, pieniędzy brak.*

* Jak ona tam żyje? spytałem neutralnie.*

* Źle. Mieszkają u ciotki Witka. On pije, bije ją Straciła dziecko przez niego. A ona mówi, że go kocha. Bierze pożyczki, żeby on miał na wódkę*

*Lidka dała mi torbę uszytą przez Hankę. Dobrej jakości nie uwierzyłbym, że zrobiona w naszej okolicy.*

***

*Po służbie wróciłem na stałe. Wyremontowałem dom, kupił

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 − 5 =

Taniu, nie gniewaj się na mnie, ale nie będziemy razem mieszkać.