TANIEC Z SUKIENKĄ
– Dziewczyno, czy coś się stało?
Obok Asi stał starszy pan. Wyglądał, jakby właśnie wyszedł z kart tych starych powieści, które Asia tak uwielbiała. Wcześniej już go widywała w parku. Często spacerował, ubrany zawsze w długi czarny płaszcz, w kapeluszu i z elegancką laską. Przypominał Asi hrabiego z tamtej książki, którą niedawno czytała – też nosił tylko czerń i sprawiedliwie wszystkim się mścił.
– Nie, wszystko w porządku.
Wciągnęła nosem, a mężczyzna natychmiast podał jej chusteczkę. Asia zawahała się przez chwilę, w końcu wzięła ją i głośno wydmuchała nos. Niechcący się uśmiechnął, a ona znów na niego spojrzała.
– Wypiorę i oddam.
Roześmiał się.
– Nie trzeba, mam tego dobra pod dostatkiem. A co powiesz na lody?
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, w końcu szepnęła:
– Dziękuję, ale nie mam pieniędzy. Może następnym razem.
– Aleksander Pawłowicz. – Mężczyzna uniósł lekko kapelusz.
– Asia.
Ona nie miała co unosić, więc wstała. Aleksander Pawłowicz natychmiast podał jej ramię.
– Kiedy przy kobiecie – czy to dziewczynce, czy dorosłej – jest mężczyzna, bez względu na jego wiek, nie ma mowy o tym, żeby ona płaciła za lody.
Asia słuchała go jak urzeczona. Te słowa brzmiały, jakby pochodziły z innego świata. Przywykła do czegoś zupełnie innego.
Tego dnia Agnieszka, jej koleżanka z klasy, po raz kolejny zrobiła z niej pośmiewisko. Zaczęło się na przerwie obiadowej. Gdy klasa poszła do stołówki, Asia, jak zwykle, usiadła z książką na parapecie. Do stołówki nie chodziła, bo nie było jej za co płacić.
– Kowalska!
Asia podniosła głowę. Przed nią stała Agnieszka, a obok niej Tomek, chłopak, w którym Asia była zakochana od piątej klasy.
– Co?
– Zostawiłam na stole niedojedzonego kotleta, możesz iść, zabrać.
Wokół już gromadzili się koledzy.
– Dziękuję, nie chcę.
– Co to znaczy „nie chcę”? A może nie wiesz, co to kotlet?
Śmiech, ściany aż zadrżały. Asia zeskoczyła z parapetu, ale tak pechowo, że jej dżinsy, które miały już pięć lat, natychmiast popękały na kolanie.
Uciekła z lekcji. Chwyciła plecak i pognała do parku. To było jej schronienie – zarówno gdy w szkole stawało się nie do wytrzymania, jak i gdy rodzice zapraszali do mieszkania całą zgraję gości. Tu mogła czytać w spokoju. Pewnie dlatego Aleksander Pawłowicz zwrócił na nią uwagę – dziś już rzadko widuje się dziewczyny z książkami. Dopiero później zauważył, że ta dziewczyna jest ubrana bardzo biednie i chuda jak patyk.
Usiedli przy stoliku na dworze.
– Asia, dzisiaj zapomniałem zjeść obiadu. Czy byłabyś tak uprzejma i dotrzymała mi towarzystwa?
Asia się uśmiechnęła. Ten pan mówił tak, jakby żył w poprzednim stuleciu.
Oczywiście się zgodziła. Poza pustą herbatą z rana nic dziś nie jadła.
Aleksander Pawłowicz złożył zamówienie i spojrzał na nią.
– No to opowiadaj, co mogło zasmucić tak uroczą młodą damę?
– Nic poważnego, tylko szkolne drobiazgi.
– Pozwól spytać, do której klasy chodzisz?
– Do maturalnej, za dwa miesiące wolność.
– Gdzie zamierzasz studiować?
– Jeszcze nie wiem… Tam, gdzie się dostanę na budżet. Ale zawsze marzyłam o medycynie. Choć to chyba zostanie marzeniem.
– Dlaczego?
– Żeby zostać lekarzem, trzeba czasu, a ja muszę zarabiać. Więc pewnie pójdę na pielęgniarstwo.
– Dziwna logika. Chcesz być lekarzem, a zostaniesz pielęgniarką. Masz problemy z nauką?
– Nie, uczę się dobrze. Tylko… – Asia zawahała się. – Rodzice… Potrzebują mojej pomocy.
Aleksander Pawłowicz zrozumiał, że nie chce mówić o rodzinie. Na szczęście przyniesiono zamówienie. Ukradkiem obserwował, jak Asia je – widział, że stara się nie spieszyć, ale praktycznie nie żuła.
Po obiedzie trochę się przespacerowali, rozmawiając o książkach.
– Wiesz, Asia? Mam książkę, która ci się na pewno spodoba. Jutro przyniosę ją tutaj, o tej samej porze. Koniecznie przyjdź.
Asia przyszła. W bibliotece już nie było książek, których by nie przeczytała. Powieści było niewiele, więc niektóre czytała po raz drugi.
Ich przyjaźń z Aleksandrem Pawłowiczem z dnia na dzień rosła. Często dyskutowali o bohaterach literackich, a przy okazji starszy pan dyskretnie ją dokarmiał. Asia wiedziała, że mieszka w eleganckiej kamienicy, samotnie – dzieci nie miał, a żona dawno odeszła.
Pewnego dnia tak się zasłuchała w parku, że ocknęła się dopiero, gdy zaczęło się ściemniać. Trzeba było wracać, bo matka będzie wrzeszczeć, że nic nie ugotowała. Chociaż co tu gotować? Tylko makaron i podsmażyć go na oleju.
Weszła do mieszkania, które śmierdziało wódką i papierosami, i od razu zobaczyła matkę. Ta patrzyła na nią zamglonym wzrokiem.
– Gdzie ty się włóczyłaś?
Asia próbowała ją wyminąć, ale dostała w twarz tak mocno, że aż zabolało.
– Masz pół godziny! Jak wrócę, a obiadu nie będzie…
Gotowała te przeklęte makarony i płakała. Cicho, bo gdyby matka usłyszała, dostałaby jeszcze raz.
Rano pod okiem miał siniak. Niewielki, ale widoczny. Asia wiedziała, że Agnieszka, królowa ich klasy, na pewno to zauważy i znów ją wyśmieje. No cóż, przyzwyczaiła się. Dziś była ważna klasówka, nie można było opuszczać lekcji. Poza tym Tomek wracał z zwolnienia – jak mogłaby go przegapić?
Agnieszka podeszła do niej na dużej przerwie. Asia od razu wstała, by wyjść, ale tamta ją zatrzymała.
– Kowalska, już masz sukienkę na studniówkę? Czekaj, zgadnę – pożyczyłaś od jakiejś menelki? Albo od menela?
Śmiech. Asia milczała. Wtedy Agnieszka zajrzała jej w twarz.
– Oho, co za prezent. Od kogo? Od chłopaka? Przyjdziesz z nim na studniówkę? Trzeba przecież w parach… On pewnie butelki zbiera i sobie garnitur kupi…
Asia odepchnęła Agnieszkę i uciekła. Biegła przez park, płacząc, nawet nieAsia wpadła prosto w ramiona Aleksandra Pawłowicza, który właśnie szedł z tą obiecaną książką.



