Tajemniczy Wujek

Wujek Mietek był zabawny. Niezdarny jak miś. Niskiego wzrostu, pulchny, z kręconymi włosami. Miał małe, niebieskie oczy, przejrzyste jak cukierki. Nosił okulary. A na twarzy miał taki dziecięcy wyraz radosny, naiwny.

Krzyś bał się mężczyzn. Wzdrygał się na ich głosy, śmiech. Gdy ktoś wyciągał do niego rękę, jak do dorosłego (a miał wtedy sześć lat), od razu chował się za mamę.

Marysiu! Co to za obrońca taki strachliwy! śmiali się dorośli.

Ale Krzyś nie był tchórzem. Kiedy grupa nastolatków odebrała sąsiadce Zosi piłkę, stanął przed nią i powiedział twardo:

Zostawcie ją! To dziewczyna. Ze mną macie do czynienia!

I poszli sobie.

No proszę, maluch się odnalazł! tylko burknęli.

Zosia potem wzięła go za rękę i powiedziała: Chodź, będziemy przyjaciółmi!.

A kiedy kot wspiął się na drzewo, Krzyś sam po niego leciał na szczęście mama zobaczyła przez okno, wybiegła i wezwała sąsiadów. Zdjęli i chłopca, i kociaka. Zabrali kotkę do domu, nazwali Pusią.

W przedszkolu Krzyś był najodważniejszy, najzdolniejszy. Stawiano go za wzór. Ale mężczyzn wciąż się bał.

To zaczęło się, gdy miał dwa lata. Kiedy jego tata wielki, przystojny, z czarnymi włosami i oczami, silny krzyczał na mamę i wymachiwał rękami. Na ulicy ludzie oglądali się za nim. Szymon był ideałem urody, ale nie charakteru. Krzyś nie pamiętał, żeby tata choć raz wziął go na ręce, przytulił, pocieszył.

Przestań beczeć! Nie jesteś babą. Chłopaki nie płaczą! Nie rób z siebie mięczaka. Będziesz spał sam w ciemności, żadnych bajek na dobranoc. I wynieś misia z łóżka nie jesteś dziewczynką, żeby się wtulać w pluszaki! Zepsułeś statek? To więcej zabawek nie dostaniesz, niezdaro. Wynoś się. Idź się pobawić. Nie zawracaj głowy. Zamknij się. Te słowa Krzyś słyszał od osoby, która powinna być mu najbliższa.

Później dowiedział się, że był dzieckiem niechcianym. Tata nie zamierzał żenić się z mamą, ale rodzice go zmusili.

Kocha cię, Krysiu. Może z czasem zrozumie. Po prostu taki już jest głaskała go mama.

Ale czas mijał, a nic się nie zmieniało.

Trzeba było czekać, aż sam zechcę dziecka! Proponowałem ci, humanistko jedna. No i urodziło się coś takiego, tego zgnuśniałego mazgaja wrzeszczał tata.

Nie podobało mu się w Krzysiu wszystko. Chłopiec się przyzwyczaił. Taty często nie było, aż w końcu odszedł. Obiecał tylko przysyłać pieniądze. Ale dziecka widzieć nie chciał. Nie takiego chciałem. Może kiedyś.

Mama Krzysia była ładna miała długie, miodowe włosy i duże oczy. Dla niego wyglądała jak syrenka. Ciężko pracowała.

Aż pewnego dnia przyszła do domu z wujkiem Mietkiem. Był jej szefem w pracy. Zaoferował podwiezienie, bo mama niosła ciężkie torby.

Witaj, malutki. Jestem wujek Mietek. Wpadłem tak na chwilę. Jeśli nieodpowiednia pora, to pójdę. A, przyniosłem ci ciastka. I samolocik. Stary model, dostałem od dziadka. Mama mówiła, że lubisz technikę. No i jeszcze króliczka. Popatrz, jaki puszysty, śmieszny, jak prawdziwy mówił wujek Mietek.

Miał miękki, cichy głos. Przystawał w progu, niepewny. Krzyś stał i milczał. Znów się bał.

Nic nie szkodzi, Marysiu. Pójdę już. Chłopiec chce pewnie być z tobą wujek Mietek położył paczuszki i niezdarnie ruszył do drzwi.

Kiwał się przy tym jak niedźwiadek. Krzyś mimowolnie się uśmiechnął. I rzucił mu się na szyję.

Niech pan nie odchodzi, wujku!

Wujek Mietek wziął go na ręce. Pachniał wodą kolońską, drożdżówkami i domem.

Ależ tyś piękny chłopczyk! Ojej, jaki śliczny! Jak dorośniesz, wszystkie dziewczyny za tobą szaleć będą! Marysiu, no popatrz tylko na niego! Takich jak on to ja jeszcze nie widziałem! zachwycał się wujek Mietek.

Od tej pory często ich odwiedzał. Potrafił w garniturze usiąść na podłodze i bawić się z Krzysiem. Czytał mu książki, przynosił nowe. Gdy mama była zmęczona, sam gotował. Umiał wiele robił zupy, smażył kotlety, piekł wspaniałe ciasta. Tata Krzysia nigdy nie stał przy kuchni. Nawet herbaty sobie nie nalał. Mówił, że to nie męskie.

A dlaczego pan gotuje, wujku? nieśmiało spytał Krzyś.

Bo to lubię, Krysiu. Jestem z dużej rodziny, najstarszy. Mama i tata ciągle pracowali, więc ja karmiłem resztę. A poza tym to takie przyjemne! Zrobić coś z miłością, nakarmić bliskich. Twoja mama jest zmęczona, niech odpocznie odpowiadał wujek Mietek.

Ale pan też pracował. Też jest zmęczony wzruszył ramionami Krzyś.

Ale ja twardy jestem, nic mi nie będzie. Latem pojedziemy na moją działkę, tam ładnie. W studni mieszka żabka. Pokażę ci. Poławimy rybki. Nazbieramy mamie stokrotek! wujek Mietek przytulił chłopca.

Krzyś wczepił się w niego rączkami. Najbardziej na świecie chciał, żeby wujek Mietek nigdy go nie opuścił.

Miesiąc później spotkali na ulicy tatę. Przypadkiem. Był z jakąś kobietą, ledwo stał na nogach.

Kto to? Co, znalazłaś zastępstwo, Maryś? Szybko się zorientowałaś! Nie było lepszego, tylko to straszydło? zaśmiał się tata.

Za nim śmiała się jego towarzyszka.

Wujek Mietek milczał.

Tato, to wujek Mietek. Nie przezywaj go! powiedział Krzyś.

Co? Powtórz, smarkaczu! Głos ci się odmienił, czy co? Jaki wujek Mietek? ojciec złapał wujka Mietka za koszulę.

Nie rób tego! Tato, proszę! krzyknął Krzyś, obejmując nogę ojca.

Po tym zdarzeniu babcia i dziadek ze strony taty częDziadkowie kręcili głowami, ale Krzyś już wiedział, że prawdziwym tatą nie jest ten, kto dał mu tylko nazwisko, lecz ten, który dał mu całe swoje serce, i mocno przytulił wujka Mietka, który w tym momencie nawet nie próbował ukryć łez.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − dwa =

Tajemniczy Wujek