Tajemniczy dar: opowieść o jednym przeznaczeniu

Tajemniczy dar Adama: historia jednego losu

Adam obudził się odgłosem patelni na kuchni, wrzejącego czajnika i zapachu smażonych ziemniaków. To ojciec, Wojciech, jak zwykle o świcie, szykował się na ryby. Stary motor, skrzypiąc i stękając, już czekał na podwórku, a Wojciech w pośpiechu pakował kanapki, termos i sprawdzał wędki. Starał się nie hałasować, ale i tak obudził żonę. Krystyna od wieczora czuła się źle, liczyła jednak, że prześpi dolegliwości. Wojciech, uradowany nadchodzącym porankiem nad jeziorem, nie wiedział, że ten dzień przyniesie rodzinie nie wypoczynek, lecz prawdziwe wstrząsy.

Gdy motor odjechał, Krystyna próbowała zasnąć, ale nagle zrobiło się jej znacznie gorzej. Ostry ból w brzuchu, zawroty głowy. Krzyknęła:
— Adasiu! Dzwoń po pogotowie!

Adam, jeszcze senny, wybiegł z pokoju, zobaczył bladą matkę i natychmiast rzucił się do telefonu. Ale karetka nie nadjeżdżała. Poił ją wodą, otulał kocem, a w środku narastała bezsilność. Wtedy, nie wiedząc, co robić, przytulił ją mocno i… nagle poczuł, jak słabość matki przepływa w niego. Po chwili Krystyna wyprostowała się, usta odzyskały kolor:
— Synku, jakby ręką odjął… zupełnie mi przeszło.

Adam cofnął się, ciężko oddychając. W głowie kołatała mu myśl — znowu to. Znowu „ściągnął” czyjąś chorobę. Ten dziwny dar towarzyszył mu od dzieciństwa. Czuł, jakby w środku mieszkał ktoś stary i mądry, kto pozwalał leczyć, ale kosztem własnych sił.

Tymczasem Wojciech wpadł w tarapaty. Na leśnym zakręcie motor zgasł, a jadący z dużą prędkością terenowy samochód o mało go nie staranował. Kierowca, mężczyzna w drogiej kurtce, wyskoczył, przerażony, wymachując rękami:
— Żyjesz?! Stary, przepraszam! Tylko nikogo nie wzywaj, masz, weź te pieniądze — kup sobie nowy motor!

Wyciągnął dwie grube paczki banknotów, wepchnął je w ręce Wojciecha, wsiadł do auta i zniknął. Stary motor trzeba było odholować. O zmroku samochód podjechał pod dom. Krystyna wybiegła na ganek, oczy pełne łez:
— Wojtek, gdzie ty byłeś?! Ja tu prawie umarłam, a ty!.. A twoje ryby gdzie?!

Wojciech, blady, wstrząśnięty wydarzeniami, ściskał pieniądze:
— To za moje życie, Krysiu. Dziś mogło się wszystko skończyć…

Wkrótce na podwórku stanął używany, ale solidny samochód. Wojciech promieniał jak dziecko:
— No i proszę, teraz do starości będziemy mocy!

Adam tymczasem leżał wyczerpany. Matka pomstowała:
— Żadnego z was pożytku, jeden tylko ryby łowi, drugi leży i w sufit się gapi! Ożeniłbyś się, a ty wciąż sam jak palec!

Ale wkrótce Adam się otrząsnął. Dostał zlecenie — montaż mebli w nowym domu. Tam spotkał Kingę. Stała i patrzyła, jak pracuje. Nie odezwała się, ale w jej oczach było ciepłe zainteresowanie.

Następnego dnia wrócił — niby zabrakło śrub. Dokręcił uchwyty, a Kinga zaproponowała herbatę. Bułeczki, cisza, uśmiechy. Nagle Adam powiedział:
— Może byśmy się przespacerowali? Do kina poszli. Poznałbym cię z rodzicami, a ty mnie ze swoimi. A potem, kto wie, może i wesele?

Kinga, bez wahania, odparła:
— Poszłabym.

Tak zaczęła się ich historia. Rodzice byli szczęśliwi, Kinga wszystkim się spodobała. Adama awansowano na brygadzistę, praca szła gładko, a wkrótce dowiedzieli się, że oczekują dziecka.

Czasem wspominał słowa babci:
— Są ludzie, co nie mają siły żyć. Tacy siedzą, niczego nie pragną. Tobie, Adasiu, trzeba być przy nich, ale i siebie nie zaniedbywać.

Starał się. Nie pokazywał, jak bardzo cierpi po tych „przekazaniach”. Milczał, gdy nazywali go dziwakiem. I tylko w duchu przyznawał — jeśli to dar, niech będzie. Ważne, że teraz nie jest sam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × cztery =

Tajemniczy dar: opowieść o jednym przeznaczeniu