Tajemnicza korespondencja męża Poranek w mieszkaniu Olgi i Sebastiana zaczął się od totalnego pośpi…

Tajemnicza rozmowa męża

Poranek u Małgosi i Marcina zaczął się od spóźnienia. Zaspali, nie słysząc budzika, więc oboje w panice biegali po mieszkaniu, szykując się do pracy i starając się ogarnąć synka, Wiktora, do przedszkola.

Kochanie! Odbierzesz dziś Wiktorka, dobrze? zawołała Małgosia z sypialni, wciągając spodnie i próbując jednocześnie pakować rzeczy do plecaka syna.

Jasne! odpowiedział Marcin. Ale gdzie są moje klucze?

Nie widziałam! syknęła Małgosia przez zęby, gorączkowo szukając telefonu po pokoju. Nareszcie go złapała i pobiegła ubierać Wiktora, który jakby nigdy nic urządzał wyścigi resorów po dywanie.

Do przedszkola dotarli wręcz na złamanie karku, wszystko zajęło im pięć minut. Małgosia próbowała rozpiąć kurtkę synka, ale zamek się zaciął. Spojrzała na Wiktora i zauważyła, że łzy zaczynają napełniać mu oczy.

Mamusiu, nie chcę do przedszkola zawył cicho, marszcząc czoło i ściskając piąstki.

Synku, nie zaczynaj, proszę Śpieszymy się! Małgosia starała się mówić spokojnie, ale głos jej drżał. Przykucnęła, pogłaskała chłopca po głowie i próbowała go pocieszyć. Przecież będzie fajnie, spotkasz kolegów, pogracie w coś

Ale żadne argumenty nie pomagały. Chłopiec stał uparcie, a do szatni wyszła pani przedszkolanka, która uśmiechnęła się ciepło i wzięła Wiktora za rękę.

Proszę się nie martwić, Małgosiu powiedziała cicho. Damy sobie radę. Chodź, Wiktorku, koledzy już na ciebie czekają.

Małgosia odetchnęła, ale poczuła kolejną falę nerwów.

O Jezu, znowu się spóźnię dramat mruknęła, patrząc na zegarek. Szybko ruszyła do wyjścia i postanowiła zadzwonić do klientki, żeby uprzedzić o spóźnieniu. Złapała telefon z torebki, zaczęła szukać numeru w kontaktach ale nie znalazła nic znajomego. Przyjrzała się to nie był jej telefon. Ona i Marcin w zamieszaniu zamienili się identycznymi etui. Przeklęte modne pary etui, przeklęte te same PIN-y.

No świetnie podsumowała ze złością, denerwując się, jak teraz dotrze do klientki. Musiała zadzwonić do męża na własny numer i poprosić, by jej wysłał kontakt.

Kiedy się nad tym zastanawiała, telefon zawibrował w jej ręku i na ekranie pojawiła się wiadomość. Małgosia odruchowo zerknęła:

Dimaś: I jak tam z tą laską z siłowni? Dała ci numer?

Zastygła, czytając powiadomienie kilka razy. W końcu otworzyła konwersację i zaczęła czytać.

Dimaś: No i co, udało ci się ją zdobyć?

Marcin: Tak, dała. Umówiliśmy się na weekend. U mnie.

Małgosi zrobiło się słabo. Na weekend? Przecież miała w sobotę zawieźć Wiktora do mamy na noc

Boże szepnęła, czując okropny ucisk w klatce piersiowej. Lepiej by było, gdybym tego nie wiedziała. Te przeklęte etui

Strasznie trudno było jej udawać przed mężem, że nic nie wie. Każdy dzień, każda chwila w oczach Marcina była dla niej ciężka do zniesienia. Do soboty zostały jeszcze trzy dni, a już czuła, że powoli traci grunt pod nogami. Próbowała tłumaczyć sobie, że może coś źle zrozumiała, że może to nie o to chodzi. Ale słowa: Weekend. U mnie nie dawały spokoju.

Marcin wydawał się nic nie podejrzewać. Był jak zawsze opiekuńczy, czuły, pomocny. Wieczorami rozmawiał z nią, pytał, jak minął dzień, gotował razem obiad, kładł Wiktora spać. Spojrzenia Małgosi błądziły szukając jakiejkolwiek oznaki winy ale nie znajdowała jej i to ją przerażało jeszcze bardziej.

W środowy wieczór oglądali razem film. Marcin objął ją ramieniem, jak dawniej, a Małgosi z trudem udało się powstrzymać łzy. Czuła się nieswojo w jego objęciach bezbronna, jakby jej świat zaraz miał runąć. Każdy jego gest był teraz dla niej jak scena na pokaz.

W piątek, po tym jak położyli Wiktora spać, Małgosia stała zamyślona nad zlewem, bawiąc się dłonią w bieżącej wodzie. Marcin podszedł i objął ją w talii, cicho mówiąc:

Wydajesz się dziś smutna. Wszystko w porządku?

Zastygła, przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz.

Tak, wszystko dobrze odparła, próbując uśmiechnąć się do niego. Jestem po prostu zmęczona.

Rozumiem odpowiedział miękko i pocałował ją w czubek głowy.

W nocy, już po północy, kiedy Marcin spał, Małgosia cicho wstała i poszła do łazienki. Zamknęła się na klucz, puściła wodę i usiadła na brzeg wanny, by stłumić łkanie.

Dlaczego? powtarzała szeptem przez łzy. Czemu akurat ja?

Zadawała sobie setki pytań, ale nie znajdując żadnej odpowiedzi. Myśli przelatywały jak szalone.

Jak mógł mi to zrobić? Powiedzieć mu? Wyjechać? Udawać, że nic nie wiem? W piersi brutalnie ściskało, umysł rozdygotany był żalem, wstydem, poczuciem bezradności.

Wiedziała tylko jedno: rano musi znów założyć maskę. Jutro dzień, kiedy wszystko się wyjaśni.

W sobotni poranek Małgosia zawiozła Wiktora do swojej mamy. Na duszy miała ciężar, każde słowo i każdy gest kosztowały ją wysiłek. Mama szybko zauważyła, że coś jest nie tak.

Małgosiu, wszystko w porządku? zapytała z troską matka.

Małgosia przyłożyła usta do policzka syna, uśmiechnęła się nerwowo i powiedziała lekko:

Tak, mamo, wszystko dobrze, trochę się śpieszę Chcę zrobić Marcinowi niespodziankę. Ucałowała Wiktora w czoło i ruszyła do samochodu, nie odwracając się już na podwórku.

Całą drogę powrotną Małgosia była roztrzęsiona. Myśli jej nie dawały spokoju: A może Marcin nie spotka się z nikim? A może to tylko kolega? Może przesadzam?

Z jednej strony chciała przyłapać męża, zobaczyć jego reakcję, gdy wyjdzie prawda… z drugiej modliła się, żeby wszystko okazało się nieporozumieniem. Marzyła, by zamknąć oczy, zapomnieć o wszystkim i dalej żyć jak wcześniej.

Podjechała pod blok i jeszcze chwilę została w aucie. Przed oczami przesuwały się jej wspólne, szczęśliwe chwile: uśmiechnięty Marcin z Wiktorem na placu zabaw, ona śmiejąca się z nim w kuchni, wspólne wieczory przed telewizorem. Ich rodzina wydawała się jej taka mocna Teraz wiedziała, że każda sekunda zwłoki na parkingu to dla niej zachowana resztka tego szczęścia chwila spokoju, zanim jej świat może legnąć w gruzach.

Małgosia nieśmiało weszła do klatki, podeszła na górę, przez chwilę złapała się za klamkę i włożyła klucz do zamka, jakby jeszcze nie była gotowa przekroczyć progu rzeczywistości. W środku panował półmrok, na kuchennym stole żarzyła się tylko lampka. Słyszała śmiechy, czyjś szept. Przeszedł ją dreszcz.

To on wszystko się dzieje pomyślała.

Na chwilę zakręciło jej się w głowie. Krok za krokiem, jakby we śnie, szła korytarzem, słysząc coraz wyraźniej głosy. Każda komórka jej ciała chciała zawrócić, ale Małgosia szła przed siebie. Jeszcze tylko kilka kroków, a stanie w progu kuchni. Serce waliło jej jak oszalałe.

Marcin? szepnęła, ale własny głos zabrzmiał jej dziwnie obco.

Powtórzyła głośniej:

Marcin?!

Gdy nie usłyszała odpowiedzi, weszła do kuchni. Zobaczyła tam parę osób mężczyznę i kobietę. Mężczyzna to nie był jej mąż. To był Dima, najlepszy kumpel Marcina. Małgosia na moment znieruchomiała. Dima zerwał się i, wiedząc już, wpadł w panikę.

Małgoniu! To nie to, o czym myślisz Ja tylko Małgosiu! Przecież wiesz, co się dzieje! Gdzie miałem pójść z dziewczyną? Do mamy? zaczął się fatalnie tłumaczyć.

Małgosia nawet go nie słyszała. Stała jak wmurowana, patrząc na nich, nie rozumiejąc, co się właściwie wydarzyło. Głowa dudniła jej jeszcze bardziej. Łzy same spłynęły jej po policzkach, a ona złapała się na tym, że jednocześnie lekko się uśmiecha.

Rozumiem, Dima powiedziała cicho, nie mogąc powstrzymać się przed napływającymi emocjami. Idę już.

Obróciła się powoli i wyszła na klatkę. Chłodny, wiosenny wiatr owiał jej twarz, gdy stała oparta o mur budynku. Wyjęła telefon i trzęsącymi się dłońmi zaczęła wybierać numer męża.

Halo usłyszała w słuchawce jego głos, ale nie potrafiła złożyć słów w zdania. Jedynym, co wybrzmiało, było dziwne, płynące z głębi przyznanie się:

Kocham cię Naprawdę cię kocham

Między łzami i nerwowym śmiechem próbowała wydusić choć jedno sensowne zdanie, ale emocje ją zalewały. Wszystkie obawy, napięcia i żale nagle wyrwały się na światło dzienne.

Byłam w domu Był tam Dima wyszeptała do słuchawki.

Rozumiem Przepraszam, nie złość się, proszę. Siedzę teraz w biurze. Przyjedź! Słyszysz? Nie gniewaj się Przecież znasz Dimę. Przyjedziesz do mnie?

Już jadę

Małgosia pobiegła do samochodu chciała jak najszybciej zobaczyć męża, móc się do niego przytulić.

Małgosia i Marcin siedzieli na podłodze w salce konferencyjnej biura przed nimi butelka wina. Małgosia oparła głowę na jego ramieniu i wolno obracała w dłoni kieliszek.

Wybacz, ja naprawdę nie chciałam podglądać twoich rozmów. Nigdy tego nie robiłam powiedziała cicho.

To ja powinienem przeprosić, że dałem się wciągnąć w tę szopkę. Od razu powinienem był ci wszystko powiedzieć.

Dlaczego on cię poprosił?

Bo jestem jego przyjacielem. Dzień wcześniej zrobił z siebie idiotę przed tą dziewczyną.

Jak to?

Wpadł na nią z kawą energetyczną i wylał jej na biały garnitur Cała była fioletowa! A potem, jak dziecko, Nie dam rady! Boję się! Marcin, pomóż!.

Marcin zgrywał głos przyjaciela, Małgosia wybuchła śmiechem.

Jest moim najlepszym kumplem Żal mi go. Zabrałem jej numer, pomógłem mu się dobrze zaprezentować, trochę humoru, i po sprawie.

To dlaczego do naszego mieszkania ją przyprowadził? Mógł przecież iść z nią do hotelu

No, a nie pamiętasz, czemu on wciąż mieszka z mamą?

Bo niespecjalnie chce wydawać na wynajem I żeby miał mielone pod nos i skarpetki wyprane.

No właśnie Marcin rzucił jej wymowne spojrzenie.

Ale on jest chytrus! wybuchła Małgosia śmiechem.

Znamy się od podstawówki, 20 lat. Myślę, że tylko przy mnie nie wstydzi się tej swojej strony

Ty to masz cierpliwość do niego!

Małgosia pokręciła głową.

Ale zaraz Jeśli oni dalej tam siedzą? Nie będziemy spać w twoim biurze Do domu jeszcze nie chcę. Niech tam ogarną.

Marcin pocałował żonę.

Ja nie jestem takim chytrym sknerą, jak on. A my zasłużyliśmy na romantyczny wieczór.

Serio?! Jedziemy do hotelu?!

Marcin przytaknął i nagle przerzucił Małgosię przez ramię. Śmiała się i próbowała się wyrwać, ale trzymał ją mocno.

Dowiozę cię na miejsce w jednym kawałku!

Małgosia śmiała się w głos, nie mogąc uwierzyć, że jeszcze parę godzin wcześniej była przekonana, że powoli chowa swój związek do grobu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − dwa =

Tajemnicza korespondencja męża Poranek w mieszkaniu Olgi i Sebastiana zaczął się od totalnego pośpi…