Tajemnicza korespondencja męża Poranek u Olgi i Sebastiana zaczął się od totalnego chaosu. Zaspali …

Tajemnicza korespondencja męża

Poranek u Agnieszki i Przemka zaczął się, jak to zwykle bywa w polskich mieszkaniach czyli katastrofą. Budzik zadzwonił, ale tylko raz… Potem już wszyscy spali dalej, aż słońce niemal zaczęło świecić w oczy. Kiedy zorientowali się, która godzina, zarówno Agnieszka, jak i Przemek zaczęli biegać po mieszkaniu, próbując się zebrać do pracy i jednocześnie ogarnąć synka, Wiktorka, do przedszkola.

Przemek! Odbierzesz Wiktorka dziś, okej? krzyknęła Agnieszka z sypialni, próbując jedną ręką naciągnąć spodnie, a drugą pakować rzeczy do plecaczka.

Jasne! odkrzyknął Przemek. Ej, a gdzie są moje klucze?

Skąd mam wiedzieć?! rzuciła nieco poddenerwowana Aga, biegając i szukając telefonu między kanapkami, LEGO i stertą brudnych skarpet. Kiedy wreszcie dorwała swój telefon, zabrała się za ubieranie Wiktorka, który kompletnie nie przejmował się tym chaosem i spokojnie jeździł resorakiem po podłodze.

Do przedszkola dowiozły się w pięć minut można by rzec, że prawie ścigając się z tramwajem numer 15. Agnieszka próbowała rozpiąć kurtkę synka, ale zamek się zaciął. Nagle spojrzała na Wiktorka i zobaczyła, jak ten zbiera się do płaczu.

Mamo, nie chcę do przedszkola… jęknął Wiktorek, marszcząc nosek i zaciskając pięści.

Synku, no nie teraz… no przecież się spieszymy! próbowała zachować spokój, ale głos zdradzał nerwy. Uklękła przy małym, pogładziła go po głowie i zaczęła pocieszać: Zobaczysz, będzie fajnie. Koledzy czekają, planszówki już gotowe!

Niestety, Wiktorek postanowił, że dzisiaj jest królem dramy, i wcale nie miał ochoty nigdzie iść. Na pomoc wyszła pani Ania, przedszkolanka, która zawsze wiedziała, jak załagodzić kryzys. Uśmiechnęła się do Agnieszki i wzięła Wiktorka za rękę.

Proszę się nie martwić, pani Agnieszko, damy sobie radę. Wiktorek, hej! Idziemy do sali, koledzy już na ciebie czekają.

Agnieszka odetchnęła z ulgą, ale zaraz poczuła, jak ciśnienie skacze jej znowu do poziomu parzenia espresso.

Matko, znów się spóźniam… mruknęła pod nosem, patrząc na zegarek. Wybiegła tak szybko, jak tylko matka w butach na obcasie może wybiec i postanowiła zadzwonić do klientki, że nieco się spóźni. Wyjęła telefon z torby… tle, że… zaraz… To nie jej telefon!

No tak. W całym zamieszaniu zamienili się z Przemkiem telefonami. Te same etui, ten sam kod do odblokowania genialny pomysł na rocznicę…

Super, po prostu super… burknęła, próbując wymyślić, jak teraz zadzwoni do klientki. Trzeba było zadzwonić do męża i poprosić o numer.

Nagle telefon w jej rękach zawibrował. Na ekranie pojawił się SMS:

„Dymek: I co z tą z siłowni? Dała ci w końcu numer?”

Agnieszka zamarła. Zaczęła czytać rozmowę i to, co zobaczyła, zmroziło jej krew w żyłach.

Dymek: „No to co, zdobyłeś zaufanie?”

Przemek: „Dała numer. Umawiamy się w ten weekend. U mnie.”

Czuła, jak żołądek zamienia się w kamień. Ten weekend? Przecież miała zabrać Wiktorka do mamy i zostać tam na noc…

Jezu… wyszeptała, walcząc, żeby nie rozlać kawy na siebie ze stresu. Lepiej bym tego nie wiedziała Te pieprzone identyczne etui…

Udawała, że nic się nie stało. Każdy dzień był testem z cierpliwości i samoopanowania. Do soboty zostało jeszcze trzy dni, ale jej nerwy już były rozwalone. Próbowała sobie wytłumaczyć, że to jakaś pomyłka, nieporozumienie, może żart? Tylko że w głowie brzmiały te same słowa: „W ten weekend. U mnie.”

A Przemek jak gdyby nigdy nic. Troskliwy, czuły, wszystko robił jak zwykle: pytał, jak minął dzień, pomagał przy kolacji, usypiał Wiktorka. Agnieszka szukała w jego oczach odpowiedzi, których nie miała odwagi wypowiedzieć. Żadnych oznak winy. Upiorne.

W środę wieczorem oglądali razem film. Przemek objął ją ramieniem, a Agnieszka musiała się pilnować, żeby nie rozbeczeć się na jego koszulę. Wtulona w niego czuła się jeszcze bardziej bezradna. Każdy gest wydawał się fałszywy, jakby coś próbował ukryć.

W piątek położenie Wiktorka spać, Agnieszka stała przy zlewie i patrzyła bezmyślnie na cieknącą wodę. Przemek podszedł, objął ją w talii i zamruczał:

Wyglądasz dzisiaj na smutną. Coś się stało?

Zesztywniała. Odpowiedziała wymuszonym uśmiechem:

Nic, wszystko w porządku. Po prostu trochę zmęczona.

Rozumiem powiedział cicho i pocałował ją w głowę.

W nocy z piątku na sobotę Agnieszka nie dawała rady. Kiedy Przemek zasnął, wyszła po cichu do łazienki, zamknęła drzwi, puściła wodę i usiadła na wannie. Wtedy zalały ją emocje.

Dlaczego? pytała półgłosem przez łzy. No czemu ja…

Nie znajdowała odpowiedzi. Wszystko się plątało myśli, ból, lęk.

„Co ja mam zrobić? Powiedzieć mu czy po prostu się spakować?”

Jedno było pewne: rano znowu musi założyć maskę i odegrać szczęśliwą żonę.

W sobotę zawiozła Wiktorka do swojej mamy. Humoru nie miała za grosz, a każde słowo sprawiało jej trudność. Mama oczywiście od razu wyczuła, że coś nie gra.

Aga, co się dzieje? zapytała łagodnie.

Agnieszka uśmiechnęła się wymuszenie.

Nic, mamuś, po prostu się spieszę Chcę zrobić Przemkowi niespodziankę. Cmoknęła synka w czoło w trybie ekspresowym i uciekła, żeby nie musiała przedłużać tej sceny.

Do domu jechała na autopilocie, kołacząc w myślach: „Może to spotkanie z kumplem? Co jeśli ona nie przyjdzie? A może źle to zrozumiałam?”

Jednocześnie marzyła, żeby nakryć męża na gorącym uczynku i modliła się, żeby wszystko okazało się jedynie jej paranoją. Gdyby tylko można było zamknąć oczy i wszystko zapomnieć!

Pod blokiem siedziała jeszcze długo w aucie. W głowie przewijały się wspólne szczęśliwe momenty: Przemek śmiejący się na kuchni, wspólne spacery z Wiktorkiem, domowe wieczory z serialem. Stało się jasne, że te kilka chwil na parkingu to jej ostatni azyl zaraz wszystko się rozstrzygnie.

Zebrała się jednak w sobie i weszła na klatkę. Przy drzwiach przez chwilę próbowała zebrać odwagę, obracając klucz w zamku jakby to była broń atomowa. W środku ciemno, tylko z kuchni przebijała się poświata. Usłyszała stłumione głosy i śmiechy.

„To on. Wszystko jasne.”

Zrobiło jej się słabo. Stawiała kroki jak w transie, coraz bardziej czując, że ucieczka nie wchodzi w grę. Jeszcze dwa kroki i wszystko stanie się jasne.

Przemek? wyszeptała, sama siebie nie rozpoznając.

Powtórzyła:

Przemuś?!

Żadnej odpowiedzi, więc zrobiła krok do kuchni. I wtedy zobaczyła… dwóch ludzi. Ale tylko jeden był kobietą. Facet NIE był jej mężem. To był Dymek, najlepszy kumpel Przemka. Agnieszka na moment zamarła. Dymek, zobaczywszy ją, zrobił minę spanikowanego kelnera.

Aga! To nie to, co myślisz! Ja tylko Aga, przecież wiesz, jak u nas w domu jest Przecież nie poszedłbym z nią do mamusi… próbował się tłumaczyć.

Agnieszka nawet go nie słyszała. Stała ni to płacząc, ni śmiejąc się przez łzy, bo wszystko naraz ją przytłoczyło. Poczuła się jak bohaterka kiepskiego sitcomu.

Rozumiem, Dymek Spadam powiedziała wreszcie, uśmiechając się smutno i wychodząc bez słowa.

Na zewnątrz chłodne powietrze aż szczypało w policzki i wyciągnęła telefon z trzęsącymi się dłońmi.

Halo odezwał się Przemek.

Nie umiała nic sensownego wydusić, więc walnęła prosto z mostu przez łzy i śmiech:

Kocham cię Tak bardzo cię kocham

Między szlochem a nerwowym śmieszkiem próbowała się wykrztusić, aż w końcu wydusiła:

Byłam w domu… Tam Dymek…

Kumasz Przepraszam, Aga, nie gniewaj się. Przysięgam, siedzę teraz w robocie. Przyjedź tu do mnie, proszę! Nie złość się! Przecież znasz Dymka Przyjedziesz?

Już jadę…

Agnieszka podbiegła do auta, tak jakby wygrzewanie się przy mężu miało zaraz uratować cały świat.

Pół godziny później Agnieszka i Przemek siedzieli na podłodze w sali konferencyjnej, popijając wino, którego datę przydatności do spożycia żartobliwie zakwestionowali. Agnieszka z głową na ramieniu Przemka kręciła kieliszkiem w dłoni.

Przepraszam, naprawdę nie chciałam podglądać twoich rozmów. Nigdy tego nie robiłam znów wylała z siebie, ten raz na trzeźwo.

To ja powinienem przepraszać, że pozwoliłem się w tę sytuację wkręcić. Trzeba było ci od razu wszystko powiedzieć.

Czemu on cię o to poprosił?

Bo jestem jego kumplem! Bo dzień wcześniej zaliczył taką wtopę, że poważnie rozważał wyjazd w Bieszczady.

Ale co zrobił?

Wbił się w nią na siłowni, rozlał energetyka dziewczyna miała białe spodnie i nagle była niebieska I, jak zwykle, nagle stwierdził, że to nie ten level odwagi. „Nie mogę! Boję się! Przemo, ratuj!”

Przemek zaczął go naśladować śmiesznym głosikiem, choc Agnieszka śmiała się przez łzy.

Dymek to mój najlepszy przyjaciel Trochę mi go szkoda. W końcu wziąłem od niej numer, przedstawiłem Dymka jako księcia żenady z humorem i voila…

A czemu do nas ją przyprowadził? Do hotelu pójść nie mógł?

A pamiętasz, czemu on ciągle mieszka z mamą?

Tak, byle nie płacić za wynajem. I żeby mama gotowała kotlety i prała, i prasowała skarpetki…

No właśnie Przemek popatrzył wymownie.

Sknera straszny! Agnieszka się rozhisteryzowała ze śmiechu.

Znamy się dwadzieścia lat, od podstawówki. Chyba tylko przede mną nie wstyd się przyznać do tej swojej cebuli.

Jesteś wspaniałym przyjacielem! stwierdziła ironicznie Aga.

Zamyśliła się na chwilę.

Ale moment, oni mogą tam dalej być. Przecież nie przenocujemy tu w firmie Do domu nie chcę wracać Niech sobie tam robią co chcą.

Przemek pocałował ją w czoło.

Ale ja nie jestem takim skąpiradłem jak on, zasłużyliśmy na romantyczny wieczór.

Naprawdę!? Jedziemy do hotelu?!

Przemek pokiwał głową, po czym nagle podniósł Agnieszkę, zarzucił na bark jak worek ziemniaków, ale z czułością. Agnieszka śmiała się na głos i nie mogła uwierzyć, że jeszcze parę godzin wcześniej pogrzebała swój związek w łazience nad wanną.

Szczęśliwych zakończeń chyba nigdy nie ma za wiele, prawda? Szczególnie, jeśli kończą się winem i brakiem kota w butach.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Tajemnicza korespondencja męża Poranek u Olgi i Sebastiana zaczął się od totalnego chaosu. Zaspali …