Teściowa szeptała za plecami
Co ty takiego mówisz, Marianno Franciszko?! głos Ludwiki Bronisławy brzmiał oburzeniem. Jak można takie rzeczy o synowej rozpowiadać?
A co ja mówię? udawała zdziwienie sąsiadka, poprawiając okulary. Ja przecież nic złego nie powiedziałam, tylko zauważyłam, że twoja Krysia jakoś dziwnie się zachowuje. Albo bardzo zmęczona, albo…
Albo co? Ludwika Bronisława podeszła bliżej do płotu. Mów już wreszcie!
No nie wiem… Marianna Franciszka zniżyła głos do szeptu, ale tak, żeby słychać było w całym podwórku. A może ona tego… w ciąży? I ukrywa to na razie? Przecież to dziwne, że już trzeci rok po ślubie, a dzieci nie ma…
Krysia zastygła za furtką, ściskając w dłoni siatkę z chlebem. Wracała ze sklepu i przypadkiem usłyszała tę rozmowę, teraz jednak nie mogła się ruszyć. Serce waliło jej tak głośno, że wydawało się, iż cały świat je słyszy.
Marianno, co ty pleciesz! machnęła ręką teściowa. Młodzi jeszcze, karierę budują. Krysia w banku pracuje, odpowiedzialne stanowisko. Nie czas teraz na dzieci.
Tak, kariera… przeciągnęła sąsiadka. A ja patrzę, jak rano wychodzi z domu. Jakaś blada, podkrążone oczy. I do sklepu teraz częściej biega, wcześniej tak nie było. A wczoraj widziałam, jak stała pod apteką, długo coś oglądała w witrynie…
Krysia poczuła, jak po plecach przebiegł jej dreszcz. Rzeczywiście wczoraj stała pod apteką, przyglądała się testom ciążowym, ale nie odważyła się kupić. Strach paraliżował ją od dwóch tygodni strach przed niewiadomą, przed rozmową z mężem, przed tym, że życie może się diametralnie zmienić.
Daj już spokój z tymi wymysłami! zirytowała się Ludwika Bronisława. Krysia to dobra dziewczyna, pracowita. Gdyby coś takiego było, na pewno by mi powiedziała. Dobrze się dogadujemy.
Dobrze się dogadujecie… powtórzyła Marianna Franciszka z dziwną intonacją. A wiesz, że ona codziennie wieczorem dzwoni do swojej mamy? Długo rozmawia, a jak Marek wraca do domu, od razu się rozłącza?
Krysia zamknęła oczy. Tak, rzeczywiście dzwoniła do matki codziennie, szczególnie ostatnio. Ale nie dlatego, że chciała coś ukryć przed teściową, tylko… mama po prostu ją rozumiała. Z nią mogła porozmawiać o pracy, o lękach, o tym, że czasem chce się być samą.
I co w tym złego? broniła się Ludwika Bronisława. Dziewczyna lubi porozmawiać z mamą, to normalne.
Normalne, oczywiście zgodziła się sąsiadka, ale w głosie czuło się fałszywą życzliwość. Tylko że Zofia Janina mi opowiadała, jak widziała Krystynę na przystanku, gdy wracała z pracy. Płakała, mówi. Siedziała w autobusie i chusteczką oczy wycierała.
Krysia przypomniała sobie tamten dzień. Tak, płakała w autobusie, ale nie z powodu ciąży czy problemów w małżeństwie. Po prostu w pracy był bardzo ciężki dzień zwolniono jej koleżankę, z którą przyjaźniły się od lat. A szef zasugerował, że redukcje będą kontynuowane. Strach przed utratą pracy, szczególnie teraz, gdy z Markiem oszczędzali na mieszkanie, stawał się coraz bardziej przytłaczający.
Słuchaj, Marianno głos teściowej stał się twardszy. Co ty chcesz przez to powiedzieć? Mów wprost, nie owijaj w bawełnę.
A nic szczególnego pośpiesznie odpowiedziała sąsiadka. Po prostu wydaje mi się, że ma jakieś problemy. Może w pracy coś nie tak? Albo… znów zniżyła głos, z Markiem nie wszystko gra?
Z synem u nich wszystko w porządku! zapłonęła Ludwika Bronisława. Kochają się, to widać!
Widać, widać… mruknęła Marianna Franciszka. A zauważyłaś, że ostatnio Marek później wraca do domu? I ubiera się jakoś… odświętniej. Nową koszulę kupił, perfumami się zaczął psikać…
Krysia zacisnęła pięści. Tak, Marek rzeczywiście ostatnio zostawał dłużej w pracy, ale mieli ważny projekt i szczerze jej o wszystkim opowiadał. A koszulę dostał od niej na urodziny. Perfumy też ona kupiła po prostu chciała sprawić mu przyjemność.
Marianno Franciszko cicho, ale wyraźnie powiedziała Ludwika Bronisława. Proszę cię, żebyś nie rozpuszczała plotek o mojej rodzinie. Jeśli masz konkretne fakty mów wprost. A jeśli tylko domysły zachowaj je dla siebie.
Oj, zaraz tak ostro! obraziła się sąsiadka. Ja się tylko martwię o dziewczynę! Widać, że coś jest nie tak. Może potrzebuje pomocy? Wsparcia?
Jeśli będzie potrzebować, to poprosi odcięła teściowa. A twoje szepty za plecami nikomu nie pomogą.
Krysia usłyszała skrzypnięcie furtki Ludwika Bronisława weszła do domu. Marianna Franciszka jeszcze chwilę stała przy płocie, coś mamrocząc pod nosem, w końcu też zniknęła.
Dziewczyna weszła na podwórko dopiero po kilku minutach, gdy była pewna, że nikogo nie ma. Ręce jej drżały, gdy otwierała drzwi. W przedpokoju powitała ją teściowa wysoka, surowa kobieta z siwymi włosami spiętymi w kok.
Krystyno, gdzie byłaś? zapytała Ludwika Bronisława, wpatrując się w synową. Jakaś blada jesteś.
W sklepie pokazała siatkę z chlebem. Ludwiko Bronisławo, mogę z wami porozmawiać?
Oczywiście, chodź do kuchni. Herbaty się napijesz?
Usiadły naprzeciwko siebie przy stole. Krysia kręciła w dłoniach filiżankę, nie wiedząc, od czego zacząć. Teściowa cierpliwie czekała.
Ludwiko Bronisławo, przypadkiem usłyszałam rozmowę… z Marianną Franciszką… zaczęła Krysia i zawahała się.
A, rozumiem skinęła głową teściowa. I co usłyszałaś?
Mówiła… o mnie. Że dziwnie się zachowuję, że może jestem w ciąży, albo że mamy z Markiem problemy…
Ludwika Bronisława postawiła filiżankę na stole i uważnie spojrzała na synową.
A jest w tym choć ziarno prawdy?
Krysia pod


