Tajemnica
W małej podmiejskiej miejscowości, która bardziej przypominała wieś niż miasto, mieszkała dziewczyna o imieniu Bogumiła. Pewnego razu jej mama, wielka miłośniczka wszelkich przesądów i wróżb, zabrała córkę do lokalnej wróżki.
Wróżka rozłożyła karty i powiedziała:
Szczęśliwa będzie twoja Bogumiła. Wszystko jej się w życiu ułoży. Ale tylko jednego przy niej nie widzę żadnego męża.
Bogumiła miała wtedy dziesięć lat. Słowa tajemniczej staruszki zapadły jej głęboko w pamięć, chociaż do końca nie rozumiała, co znaczą.
Lata mijały. Bogumiła wyrosła na wysoką, piękną dziewczynę. Miejscowi chłopcy tracili dla niej głowę, lecz żadnemu nie pozwoliła się zbliżyć na dłużej raz spotykała się z jednym, raz z drugim.
Po podstawówce, chociaż świetnie się uczyła, nigdzie nie pojechała na studia. Została w rodzinnej miejscowości i podjęła pracę w mleczarni. Plotkowano, że ma romans z jakimś kierownikiem, ale nigdy publicznie ich razem nie widziano.
Kobiety w pracy powtarzały nowej dziewczynie:
Uważaj, Bogumiła, żebyś tu nie przepadła na zawsze, bo nawet się nie obejrzysz, a życie minie. Leć do miasta, z twoją urodą i rozumem wszędzie by cię przyjęli!
Bogumiła słuchała, uśmiechała się, ale nic nie odpowiadała.
I nagle po wiosce rozeszła się wieść: Bogumiła jest w ciąży! Rozpoczęły się spekulacje kto był tym szczęśliwcem, który zdobył jej serce? Wszyscy pytali, zastanawiali się, ale prawdy nie poznał nikt.
Matka Bogumiły nie była zaskoczona:
No proszę, jak się doczekałaś! Wstyd na całą wieś. Teraz sama sobie radź. Nie licz na mnie. Umiałaś go zrobić, umiej wychować. I jeszcze jedno znajdź sobie miejsce do życia. W tym domu nie ma już dla was miejsca. Masz miesiąc.
Dobrze, mamo odpowiedziała spokojnie Bogumiła odejdę. Pamiętaj tylko, żeby mnie potem nie wołać z powrotem.
Dwa tygodnie później Bogumiła kupiła malutki domek z całym wyposażeniem. Sąsiedzi uznali, że jej się poszczęściło dzieci właścicielki zabrały ją do miasta i sprzedały dom za śmieszne pieniądze. Skąd wzięła pieniądze, zwłaszcza będąc w ciąży pozostało zagadką.
A potem zaczęły dziać się cuda. Domek w mgnieniu oka odnowiła; wyglądał nowocześnie. Postawiła nowy płot, na podwórku wykopali studnię. Przyjechali jacyś ludzie, zrobili to błyskawicznie.
Potem sąsiedzi obserwowali, jak zamawiała przez kuriera pudełka sprzętu AGD i nowe meble. Sama Bogumiła promieniejąc, chodziła po wiosce dumna i szczęśliwa, zupełnie nie wyglądając na kobietę porzuconą.
Jesienią urodził się jej syn, Staś. Na podwórku pojawił się nowy niebieski wózek. Bogumiła szybko odzyskała formę, jeszcze wypiękniała. Zawsze zadbana, ubrana z klasą, z podniesioną głową przemierzała wieś i wyglądała na naprawdę zadowoloną z życia.
W domu pracowała jak mrówka: małe dziecko, ogródek, znów trzeba było napalić w piecu, biegać do sklepu, a prania z maluchem cała góra. Ale młoda mama nie narzekała. Od dziecka przyzwyczajona do pracy, wszystkim dawała radę. Nigdy nawet nie wspomniała o swoich problemach.
Sąsiadki, widząc jej zaradność i dobre serce, zaczęły się z nią zaprzyjaźniać. Nawet z małym Stasiem zostawały, gdy musiała gdzieś pilnie wyjść. Dlaczego by nie pomóc?
Pomagały też w ogrodzie: raz przysłały męża do przekopania grządek, innym razem same pomagały w pieleniach, ale Bogumiła ze wszystkim radziła sobie sama.
Staś miał już około dwóch lat, gdy jedna z sąsiadek, rozemocjonowana, wbiegła do drugiej:
Widzisz?
Co się stało?
Nasza Bogumiła znów w ciąży!
Ale co ty mówisz, chyba ci się przewidziało!
Sama zobacz!
Plotki rozgorzały na nowo. Zastanawiano się: kto tym razem był ojcem? Nikt nie wiedział, bo nikt nie widział Bogumiły z żadnym mężczyzną.
Bogumiła nie zwracała uwagi na to, co ludzie gadają. Żyła swoim życiem. Niebawem na jej działce wyrosła ładna, nowoczesna szklarnia z poliwęglanu. Do domku doprowadzono gaz, choć gazownicy musieli zmienić trasę rurociągu. Nie była to tania inwestycja.
Skąd samotna kobieta bierze takie pieniądze? zastanawiano się we wsi Pewnie ma jakiegoś wpływowego adoratora. Ale tajemnica Bogumiły pozostała nierozwiązana.
Wkrótce przed domem znów stanął ten sam niebieski wózek tym razem pojawił się Jaś, młodszy brat Stasia.
A dwa lata potem na świat przyszedł jeszcze Piotruś.
Troje synów nikt nie wiedział, kto ich ojcem. Jedni Bogumiłę wyśmiewali, uznawali ją za dziwaczkę. Inni, widząc, że dzieci są zdrowe, zadbane, a ona sama nie pije, pracuje i jest odważna, czuli wobec niej podziw. Byli i tacy, którzy krytykowali ją i wytykali córkom za wzór, jak nie należy żyć.
Matka Bogumiły nie rozumiała córki, wstydziła się jej. W ogóle nie próbowała poznać wnuków ani pomóc.
A Bogumiła nadal z wysoko podniesioną głową kroczyła przez życie, nie zwracając uwagi na szemrane spojrzenia.
Minęło kilka lat. Pewnego dnia podjechał pod jej dom luksusowy samochód. Wysiadł z niego dyrektor mleczarni, pan Stanisław Nowak, z wielkim bukietem kwiatów. Wszedł do środka, a tymczasem przed domem zebrał się tłumek sąsiadów. Wszyscy szeptali:
Co się dzieje? Po co pan Stanisław przyszedł do Bogumiły w biały dzień, i jeszcze z kwiatami?
Wiedzieli, że rok wcześniej panu Stanisławowi zmarła żona, którą latami sam się opiekował. Miał pomoc domową, ale nigdy nie zostawił chorej żony.
Gdy Bogumiła wyprowadziła gościa, ludzi było tak dużo, że sama się speszyła. A pan Stanisław objął ją, publicznie pocałował i głośno, żeby wszyscy słyszeli, powiedział:
Bogumiła zgodziła się zostać moją żoną. Serdecznie zapraszamy wszystkich na ślub ja, ona i nasi synowie!
Zapadła cisza jak makiem zasiał. Ludzie patrzyli na nich szeroko otwartymi oczami w tej chwili zrozumieli, do kogo podobni byli chłopcy Bogumiły…
I nagle wszyscy zaczęli składać gratulacje
Po hucznym weselu, na które przyszła cała wieś, Stanisław przeprowadził Bogumiłę z dziećmi do swojego dużego domu. Przy przeprowadzce pomagała cała miejscowość.
Rok później w rodzinie urodziła się upragniona córeczka.
I wtedy każdy zrozumiał, że nie warto ślepo wierzyć wróżbom. Bo życie zawsze pisze własne, nieprzewidywalne scenariusze i najważniejsze to iść swoją drogą, nie zważając na plotki i nie bojąc się być sobą.



