Tajemnica: Opowieść o Larisie z podlaskiego miasteczka, pięknej dziewczynie, trzech tajemniczych syn…

Tajemnica

W miasteczku niby-miejskim, które większą część swojej duszy zachowało wiejską, mieszkała sobie dziewczyna Jagoda. Pewnego razu, jej mama wielbicielka wszelkiej maści wróżbiarstwa i horoskopów postanowiła zabrać córkę do miejscowej szeptuchy.

Ta przewróciła karty na starej serwecie i mruknęła:
Szczęście twojej Jagodzie pisane, życie jej będzie dobre. Ale męża przy niej… no jakoś nie widzę.

Jagoda miała wtedy z dziesięć lat. Słowa starej wróżki zapadły jej w pamięć, chociaż niespecjalnie rozumiała, o co chodzi.

Czas płynął. Jagoda wyrosła na dziewczynę, której uroda powodowała kompletne zamieszanie wśród okolicznych chłopaków. Ale ona raz tego, raz innego spotkała, nigdy nie zostawała przy nikim na dłużej.

Do żadnej uczelni się nie wybierała, choć uczyć się lubiła. Została pracować w lokalnej mleczarni. Plotkowano, że podobno ma romans z kierownikiem, ale nikt ich nigdy razem nie przyłapał.

Kobiety w zakładzie przegadywały nową:
Uważaj, Jagoda, nie przyklej się tu na stałe. Nawet nie zauważysz, jak ci życie przeleci przez palce. Jedź do miasta, z twoją urodą to cię tam na rękach będą nosić!

Jagoda tylko się uśmiechała i nie wdawała się w dyskusje.

Nagle po całej okolicy gruchnęła nowina: Jagódka w ciąży!

Rozpętała się prawdziwa burza domysłów a któż to uszczęśliwił pierwszą piękność w okolicy? Analizowano, plotkowano, kombinowano i nic, nikt nie ustalił, kto był tym szczęściarzem.

Mama Jagody nie zawracała sobie długo głowy:
No, proszę. Zabawiłaś się? Wstyd mi! Teraz radź sobie sama. Na mnie nie licz. Urodziłaś, to wychowaj. I jeszcze jedno myśl, gdzie będziesz mieszkać, bo tu cię nie chcę. Daję ci miesiąc.

Dobrze, mamo odpowiedziała spokojnie Jagoda wyprowadzę się. Ale potem nie wołaj z powrotem.

Dwa tygodnie później Jagoda kupiła sobie domek z całym inwentarzem. Miała farta dzieci starej gospodyni zabrały ją do miasta i sprzedały dom za grosze. A skąd u ciężarnej Jagody nawet te drobne pieniądze? Tajemnica.

Zaczęły się cuda. Domek w oka mgnieniu nabrał blasku, wyglądał jak z katalogu nowy płot, nowa studnia na podwórku. Jacyś panowie przyjeżdżali i wszystko robili z prędkością światła.

Sąsiadki patrzały, jak dostawczy busik zwiózł Jagodzie sprzęt AGD i świeżą kanapę. Jagoda chodziła uśmiechnięta, jakby świat należał do niej. Z pewnością nie wyglądała na wystraszoną jednoką matkę.

Jesienią urodził się jej syn, Franek. Na podwórku nowiutki błękitny wózek aż bił po oczach. Jagoda szybko stanęła na nogi po porodzie, wypiękniała jeszcze bardziej. Zawsze zadbana, szła przez miasteczko z podniesioną głową i ani grama wstydu.

Domowe obowiązki ją nie przerażały: maluch, ogródek, piec trzeba rozpalić, do sklepu skoczyć, prania cała góra. Ale Jagoda nie narzekała. Od dzieciaka nauczona była pracy, więc z wszystkim radziła sobie brawurowo. I jeszcze nigdy, przenigdy nie usłyszał nikt od niej słowa skargi.

Sąsiadki, widząc ile w niej pracowitości i dobroci, zaczęły się z nią zaprzyjaźniać. Z Frankiem posiedziały, jak musiała gdzieś wyskoczyć a to przecież żaden problem. We wspólnym ogródku też pomagały a to mąż jednej coś przekopie, a to druga chwasty wyrwie. Ale poza takimi drobiazgami Jagoda radziła sobie na własnych zasadach.

Franek miał jakieś dwa lata, gdy jedna sąsiadka wpadła zadyszana do drugiej:
Widzisz?!
Co?
Jagódka znowu w ciąży!
Ależ daj spokój, coś ci się przywidziało!

Nic mi się nie przywidziało! Patrz sama!

Znów temat Jagody rozgrzał miasteczko do czerwoności. Pomysły, domysły ale kto tym razem uszczęśliwił królową okolicy? Nikt nic nie wiedział; z nikim jej nie widziano!

Jagoda przechodziła nad plotkami do porządku dziennego. Robiła swoje. A tymczasem obok domu pojawiła się sauna. Gazownicy nagle przypadkiem poprowadzili jej gaz, chociaż im to całkiem nie po drodze było. W ogrodzie pojawił się nowoczesny tunel foliowy niemały wydatek.

Skąd ta samotna baba takie pieniądze ma? pytano po kątach Chyba jakiegoś adoratora ma, wysoko postawionego pana. Ale tajemnica Jagody pozostała nierozwiązana, i już.

Wkrótce stał na podjeździe znowu ten sam niebieski wózek. Franek miał już brata, Olka.

A po kolejnych dwóch latach jeszcze jednego, Stasia!

Trzech synów urodziła Jagoda, i nikt nie miał pojęcia, kto był ojcem.

Jedni naigrywali się z niej, drudzy pukali się w czoło, ktoś inny podziwiał jej odwagę bo dzieci zdrowe, zadbane, a ona sama nie pije, pracuje, i nigdy się nie żali. Część matek straszyła nią córki, żeby nie poszły w jej ślady.

Mama Jagody wstydu dalej nie mogła przeboleć, nie pomagała i wnuków nawet nie chciała poznać.

A Jagoda chodziła z dumnie uniesioną głową i świata się nie bała.

Minęły lata. Pewnego dnia pod dom Jagody zajechał wypasiony samochód. Wysiadł z niego dyrektor mleczarni, pan Marian Żurawski, z bukietem kwiatów wielkości choinki. Wszedł do Jagody jak do siebie, a tymczasem pod domem zgromadziła się cała ciekawska okolica.

Wszyscy rosli w pytaniach:
Co się dzieje? Po co pan Marian, taki szanowany człowiek, zjawia się ze ścianą kwiatów u Jagody w biały dzień?

Wiedzieli, że żona pana Mariana zmarła rok wcześniej po długiej chorobie nawet opiekunkę zatrudnił, ale żony do końca nie zostawił, nie rzucił.

Kiedy Jagoda wyprowadzała gościa, zebrał się prawdziwy tłum. Pan Marian objął ją i… publicznie pocałował! A potem, na cały głos, powiedział:

Jagoda zgodziła się zostać moją żoną! Ja, ona i nasi synowie zapraszamy wszystkich na wesele!

Zapadła grobowa cisza. Wszyscy patrzyli na szczęśliwą parę jak urzeczeni. Dopiero teraz do niektórych dotarło, na kogo tak podobni są Jagodowe chłopaki…

Wtedy zaczęły się gratulacje i życzenia ze wszystkich stron…

Po wielkim, wesołym weselu Marian przeprowadził Jagodę z dziećmi do swojego domu. Pomagała cały rewir worki, torby, kartony co tylko się dało.

A rok później w rodzinie urodziła się wymarzona dziewczynka

No i wierzyć potem wróżkomJagoda, choć przez chwilę się wahała gdy patrzyła na biegających między kartonami chłopców i roziskrzone oczy Mariana zrozumiała, że zawsze wiedziała, dokąd zmierza. Na moment zatrzymała się w progu nowego domu. Wzięła głęboki wdech. Za nią Franek, Olek i Staś przepychali się, kto pierwszy wbiegnie do środka, a pan Marian, z pogodą w oczach, śmiał się do nich serdecznie.

Na stole już pachniał sernik sąsiadki i flakon pełen polnych kwiatów, które przyszły dzieciaki z podwórka. Przez otwarte okna wlatywał śmiech i gwar, a Jagoda poczuła, że ten dom nigdy nie był jej bliższy. Wzięła Mariana za rękę pierwszy raz tak otwarcie, bez lęku przed ludzkimi spojrzeniami. Pociągnęła go za sobą prosto do salonu, gdzie trzej chłopcy już rozpakowywali swoje skarby.

W tamtej chwili przeszłość plotki, domysły, złe słowa przestały mieć znaczenie. Liczyła się tylko teraźniejszość, tak ciepła i jasna jak promień słońca w letni dzień. Marian przytulił Jagodę i chłopców mocno, a ona wiedziała, że oto nareszcie rozgryzła tajemnicę własnego szczęścia: nigdy nie chodziło o to, kim jest ojciec, ale o to, kim stała się ona sama silną, odważną, kochaną kobietą.

A w miasteczku jeszcze przez długie lata opowiadano o tej dziewczynie, co przyszła do ludzi z sercem pełnym światła i zostawiła po sobie legendę, której nikt nie miał odwagi ocenić ani złamać. I tylko stara szeptucha, patrząc przez okno na bawiących się chłopców, uśmiechała się pod nosem: bo wiedziała, że nie każda wróżba mówi prawdę ale każda kobieta pisze własne przeznaczenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + szesnaście =

Tajemnica: Opowieść o Larisie z podlaskiego miasteczka, pięknej dziewczynie, trzech tajemniczych syn…