W przestronnej sali restauracji w samym sercu Krakowa wesele Zofii i Jakuba rozbrzmiewało śmiechem i muzyką. Goście bawili się, a młodzi błyszczeli szczęściem w centrum uwagi. Gdy nadszedł czas prezentów, rodzice Zofii jako pierwsi wręczyli kopertę wypchaną złotówkami. Potem przyszła kolej na matkę Jakuba, Halinę, która przyniosła bukiet goździków. Pochylając się do nowożeńców, szepnęła: Mój prawdziwy prezent przyjdzie po weselu. Co pani ma na myśli? zapytała Zofia, zdezorientowana, spoglądając na męża. Nie mam pojęcia odparł Jakub, śmiejąc się bez zrozumienia. Ale Zofia nawet nie przypuszczała, jaką grę szykuje teściowa.
Jeszcze przed ceremonią Halina zostawiała zagadkowe wskazówki. Nie chcę wam dać byle czego mawiała. W dzień wesela nie spodziewajcie się niczego, ale potem przygotujcie się na coś wielkiego! Nie ma pośpiechu odpowiedziała Zofia, nieswojo. Mamo, cieszymy się, że jesteś próbował uspokoić Jakub. Nie przyjdę na ślub syna z pustymi rękami oświadczyła Halina stanowczo. Ale nie mówcie o tym całej rodzinie. Zgoda przytaknął Jakub, choć Zofia wątpiła, czy teściowa dotrzyma słowa. Wiedziała, że Halina nie miała łatwego życia, ale wesele opłacili młodzi, nie prosząc o pomoc. Rodzice Zofii, choć sami mieli niewiele, uzbierali piętnaście tysięcy złotych dla nowożeńców. W dzień przyjęcia Halina przyniosła tylko goździki, przyćmione toastami i tańcami. Lecz zabłysnęła w przemówieniach, przeciągając życzenia szczęścia, jak gwiazda żądająca braw.
Nawet nie wiecie, co dla was przygotowałam szepnęła Halina pod koniec wieczoru, z oczyma pełnymi tajemnicy. To będzie niespodzianka, która was oniemi ale dopiero później. Wszystko w porządku, nie martw się rzekł Jakub, ściskając dłoń żony. Zaciekawiasz mnie przyznała Zofia, ukrywając zakłopotanie. Wiesz coś, czego ja nie wiem? Przysięgam, że nie wzruszył ramionami Jakub. Ale prezent to najmniej ważne. Liczy się, że jesteśmy razem. Zofia skinęła głową, lecz ciekawość gryzła ją od środka. Próbowała wydobyć wskazówki od teściowej, lecz ta odpowiadała tylko zagadkowymi uśmiechami: Jak powiem, zepsuję niespodziankę. Czekajcie!
Miesiące mijały, a prezent nie nadchodził. To, co było żartem, stało się dla Zofii drzazgą. Osiem miesięcy po ślubie postanowiła poruszyć temat. Ach, ty tylko o pieniądzach myślisz! wybuchnęła Halina, drżącym głosem udając obrażoną. Nigdy nie zapytasz, jak się czuję, czy czegoś potrzebuję! Jeśli coś pani trzeba, proszę powiedzieć odparła Zofia zaskoczona reakcją. Lecz Halina zamilkła, grając ofiarę i skarżąc się potem synowi na brak szacunku synowej. Daj mojej matce spokój prosił Jakub. Narobiła mi już scen, wystarczy. Zapytałam tylko z ciekawości, sama rozbudziła oczekiwania! broniła się Zofia.
Od tamtej pory Zofia unikała Haliny, rozmawiając tylko w konieczności. Co tylko pogorszyło sprawę. Dopóki myślała, że dam jej drogie rzeczy, była pełna uśmiechów narzekała Halina synowi. Teraz, gdy zrozumiała, że nic nie dostanie, nawet na mnie nie spojrzy! To nieprawda bronił Jakub. To wytłumacz jej zachowanie! nalegała Halina. Od tamtej rozmowy traktuje mnie jak zarazę. Nawet unika mojego domu! Gdy Zofia się dowiedziała, westchnęła: Twoja matka nigdy nie jest zadowolona. Najpierw drażniło ją moje zainteresowanie, teraz moje unikanie. Jutro będzie narzekać, że oddycham nie tak! Ona uważa, że tylko chcemy od niej rzeczy powiedział Jakub zawstydzony. No właśnie odparła Zofia. Podczas gdy moi rodzice zawsze przynoszą coś owoce z sadu, ciasta ona przychodzi z pustymi rękami, a jeszcze zabiera resztki z kolacji! Sugerujesz, że moja matka jest interesowna? oburzył się Jakub. Szanuj ją, proszę. To jedyna matka, jaką mam. Bez problemu uc



