Kiedyś dostaliśmy zaproszenie na przyjęcie urodzinowe do mojej przyjaciółki. Mieszka ona w innym mieście i aby się tam dostać, skorzystaliśmy z transportu. W zeszłym tygodniu sprzedaliśmy nasz samochód i nie znaleźliśmy dla niego alternatywy, więc musimy korzystać z transportu publicznego.
Mój mąż i ja często się spóźniamy. No cóż, jakoś uda nam się przyjechać w końcu na uroczystość, niektórzy z gości najwyżej zaczekają. Mieliśmy prezent dla solenizantki, ale przesyłka ze sklepu przyszła dzień wcześniej, więc musieliśmy ją zapakować w dniu święta, a nie zdążyliśmy na autobus, musieliśmy czekać jeszcze godzinę.
W tym całym pośpiechu i zgiełku nie miałam czasu na zrobienie makijażu, więc planowałam zrobić go w drodze, często robię to we własnym samochodzie, ale nie wzięłam pod uwagę faktu, że będziemy poruszać się komunikacją miejską. Poczekaliśmy więc na autobus, zajęliśmy miejsca i gdy tylko ruszyliśmy w drogę, zabrałam się do pracy. Kobieta siedząca obok mnie, bacznie mi się przyglądała, ale starałam się nie zwracać na to uwagi.
Kiedy skończyłam z moimi kobiecymi sprawami, odwróciłam głowę w stronę męża i w jakiś sposób, dzięki temu, że światło padało, zwróciłam uwagę na pojedyncze włoski na szyi męża. A ponieważ mój trymer właśnie leżał w kosmetyczce, natychmiast zaswędziały mnie ręce i ostrzegając męża, żeby się nie ruszał, włączyłam go i zaczęłam usuwać ten pojedynczy zarost. Połowa autobusu odwróciła się na dźwięk brzęczącej maszyny, a niektórzy oburzyli się na bezceremonialne zachowanie ludzi w miejscu publicznym. Niektórzy oskarżali nas o naruszanie prywatności. Chodziło o nasze trzydziestosekundowe bzyczenie, no, może jeszcze o mój przypudrowany nos.
Nie rozumiem tego, kogo obchodzi, co robię i dlaczego byłam niegrzeczna w swoich działaniach? Nikogo nie znieważyliśmy, niczego nie ukradliśmy, nie zniszczyliśmy niczego, ani żadnej własności. Dlaczego ludzie są tacy niemili i wszędzie wtykają swój nos?



