Moja teściowa planowała przyjechać do nas pod koniec lata. Przyjechała, ale nie sama, a z dziećmi szwagierki. Nikt nas nawet nie uprzedził, że odwiedzą nas także nastoletnie siostrzenice mojego męża.
– Mariola nie dostała urlopu w pracy i nie mogła zabrać dziewczyn na wakacje, dlatego zdecydowała, że przyjadą do Was ze mną. Uważam, że przyda się im trochę świeżego powietrza – ćwierkała zadowolona teściowa, usprawiedliwiając córkę.
Zaraz po narodzinach dziecka zbudowaliśmy z mężem dom za miastem. Oczywiście bez zaciągnięcia kredytu nie dalibyśmy rady, ale bardzo chcieliśmy wyrwać się z dusznego mieszkania w mieście, dlatego nie mieliśmy innego wyjścia. W końcu nasze marzenie się spełniło – mamy dom, a jedyne, co nam zostało to zrobienia to spłacenie kredytu, ale to nie nastąpi za szybko. Moja teściowa często nas odwiedza i nie przeszkadza nam to, jednak mam już problem z tym, że zabrała ze sobą bez uprzedzenia córki szwagierki.
Siostrzenice męża są szalenie niegrzeczne. Zachowywały się tak, jakby były u siebie w domu. Ich krzyki po prostu przyprawiały mnie o ból głowy. Poza tym nic nie potrafią zrobić – ani po sobie posprzątać, ani nawet zmyć naczyń po tym, jak coś zjedzą. Poza tym są bardzo wybredne, jeśli chodzi o jedzenie, więc kiedy u nas były zwykle spędzałam długie godziny na gotowaniu, aby im dogodzić. Często i tak nie chciały jeś ćtego, co dla nich miałam i domagały się zamówienia sushi czy pizzy, bo tak robiła ich mama.
Najciekawsze jest to, że w dzień wybrzydzały, a nocą zjadały wszystko, co tylko znalazły w lodówce. Teściowa czuła się przez to wszystko jakoś niezręcznie i nawet nie chciała jeść, aby na nas nie żerować. Ale co ona ma z tym wspólnego? To nie jej wina, że szwagierka nie dała dziewczynom ani grosza na jedzenie czy rozrywkę. Za wszystko więc oczywiście musieliśmy płacić z mężem, bo teściowa żyje z marnej emerytury, więc nie chcieliśmy jej przeciążać. Poza tym teściowa powiedziała nam, że wnuczki wyciągnęły z niej ostatnie pieniądze:
– Nie mam już nic. Na stacji zaciągnęły mnie na kebaba, bo były głodne – poskarżyła się matka męża.
– Mogliśmy zrobić w domu i też byłoby dobre jedzenie. Czy Mariola zostawiła na córki chociaż trochę pieniędzy? – zapytałam.
– Skąd ona ma wziąć pieniądze? Jest po uszy zadłużona.
– A my co, niby nie mamy kredytu? Dlaczego niby mamy płacić za pobyt jej dzieci u nas? Podrzuciła nam córki na prawie całe lato i żyje jak królowa niczym się nie martwiąc, a dziewczyny mają ogromny apetyt i w tydzień zjadają miesięczny zapas jedzenia. Tomek już nawet mniej je!
– Dlaczego się wściekasz? Mariola przysłała dzieci do wujka, a nie do obcego człowieka, więc nie rozumiem, o co masz pretensje!
Potem postanowiłam, że już nie będę nadskakiwać siostrzenicom męża i robiłam swoje. Będą chciały zjeść coś innego, niż będzie na obiad? To albo sobie same to zrobią, albo będą siedziały głodne. Najpierw się buntowały, a potem zaczęły zjadać wszystko, co im dawałam.
Wkrótce dziewczyny same zaczęły prosić o to, by mogły wrócić do domu, bo nie spełnialiśmy jej zachacianek. Szwagierka zgodziła się odebrać je wcześniej, a teściowa została z nami do końca wakacji.
Jak można być tak nieodpowiedzialnym, jeśli chodzi o własne dzieci? Czy nie mogła im dać chociaż trochę pieniędzy?
Czy macie w rodzinie takie aroganckie „okazy”? A może powiodło się Wam z członkami rodziny?



