Siostra mojego męża uważna, że to właśnie my powinniśmy rozpieszczać jej dzieci.
Zawsze wybiera takie zagadkowe sformułowania, że aż śmiech bierze. Jak powie: „Fajnie by było zabrać dzieci na ten nowy film”, to od razu wiadomo, że mój Wojtek musi rzucić wszystko i wieźć siostrzeńców do kina. A jak rzuci: „Taka piękna pogoda, a wy w domu siedzicie”, to oczywiście oczekuje, że zabierzemy jej dzieci do parku rozrywki – oczywiście na nasz koszt.
Ja akurat nie łapię takich podtekstów. Albo udaję, że nie rozumiem, jak już są zbyt oczywiste. Jak chcesz o coś prosić – mów wprost, bez tych gier. Ale Wojtek zawsze łapie, o co chodzi jego siostrze.
Kocha siostrzeńców. I moim zdaniem, aż za bardzo im pobłaża. No dobrze, rozumiem, że Marzenie zależy na tym, żeby dzieciaki miały fajne wspomnienia. Ale przecież to rodzice powinni organizować im czas, a nie ciocie, wujkowie czy dziadkowie!
Oczywiście, czasem można sprawić przyjemność dzieciom z rodziny. Ale to nie obowiązek! Ostatnio był imieniny naszego siostrzeńca, Kacpra. Urodziny już miał za sobą, a my i tak kupiliśmy mu porządny prezent – rower za kilkaset złotych. Ale jak widać, Marzenie uznała, że to za mało. Więc zaczęła podpuszczać, że Kacperek tak marzy o wyjeździe do Włoch. I że ona oczywiście musi jechać z nim, bo sam by sobie nie poradził.
Swoim stylem rzuciła: „Kacper zawsze tak chciał zobaczyć Wieżę w Pizie”. A tłumaczenie dostała dopiero na imieninach, gdy Wojtek wręczył jej tort zamiast biletu. Mnie tam nie było, bo pracowałam, ale mąż mi opowiadał. Podarował chłopcu poduszki z literami układającymi się w jego imię. Szukaliśmy długo czegoś wyjątkowego, bo w domu Marzeny takie święta nie były zwyczajem.
Z każdym rokiem wymagania Marzeny rosną. Już mnie to irytuje. Ale Wojtek tak kocha te dzieciaki, że nic nie mogę zrobić. Zawsze chciał mieć swoje, ale jakoś nie wychodziło. Więc przelał całą miłość na siostrzeńców. Wystarczyło, że mama szepnęła im, żeby zrobili słodkie minki i zaczęli błagać – a Wojtek już biegł spełniać ich zachcianki. Ja to widziałam, ale mój mąż nie wierzył, że jego siostra mogłaby tak cynicznie wykorzystywać dzieci. Aż tu nagle… zaszłam w ciążę.
Od razu mu powiedziałam. Wpadł w taką euforię, że chyba cały wieczór tańczył wokół mojego brzucha. A gdy Marzena znowu zaczęła o wyjeździe, Wojtek odmówił i oznajmił, że wkrótce będzie miał własne dziecko. Wtedy jego siostra wpadła w szał. Kazała mu wyjść, a potem zadzwoniła do mnie z krzykiem: „Jak śmiałaś zajść w ciążę?!”. Oskarżała mnie, że specjalnie to zrobiłam, żeby jej dzieci cierpiały. Nie słuchałam tych bzdur, po prostu się rozłączyłam.
Potem przyszli siostrzeńcy z własnoręcznie zrobionymi kartkami: „Wujku, nie zostawiaj nas” i „Po co ci własne dzieci, skoro nas masz?”. Czekali pod jego pracą. Ciekawe, kto im podsunął ten pomysł. Bo raczej sami by nie wymyślili takich tekstów. Ale Marzena przeliczyła się – efekt był zupełnie odwrotny.
Wojtek wrócił do domu z tymi kartkami i wyznał, że przez lata był ślepy.
— No ja jestem kompletnie głupi! — powiedział. — „Wujku, mikrofala się zepsuła, nie mamy jak podgrzać obiadu po szkole, boimy się gazu. A mamusie nie stać na nową, kup nam, prosimy” — przedrzeźniał ich. — Ona cały czas tak robiła! Podpuszczała dzieci, żeby żebrały, a ja się na to nabierałem. Co za idiotyzm!
W jednej chwili zmienił podejście. Wcześniej dawał Marzenie wszystko, co miał, nawet ostatnie pieniądze, byle tylko siostrzeńcom było lepiej. Teraz usiadł i spisał każdą złotówkę, którą na nich wydał.
Marzena jednak nie dała za wygraną. Przyszła do naszego domu i oznajmiła:
— Skoro będziecie mieć swoje dziecko, to może, bracie, podarujesz nam coś ostatni raz? Już więcej nie przyjdę. Samochód by się przydał, żeby wozić dzieci.
W odpowiedzi Wojtek wcisnął jej w ręce swoje wyliczenia i kazał oddać każdą złotówkę. Dał pół roku czasu. A potem pokazał drzwi.
— Idź już. Masz teraz znajdować pracę — rzucił za nią.
Teraz jej koleżanki zasypują mnie wiadomościami w mediach społecznościowych. Że przez moją winę dzieci są głodne i bez męskiej opieki. Olewam to. Marzena i tak ma dobrze – mój mąż zrzekł się spadku po rodzicach, więc ona dostała cały dom. A były mąż zostawił jej mieszkanie. Więc żyje w jednym, drugie wynajmuje, a do tego dostaje alimenty.
Nie wierzę, że będzie cierpieć. A u nas też wszystko idzie w dobrą stronę.



