Szukam energicznej i pełnej życia kobiety, a nie równolatki. W wieku pięćdziesięciu lat to już zupełnie inna sprawa, Zbyszku. Interesuje mnie ktoś, kto ma maksymalnie czterdzieści dwa lata. I to tylko wtedy, gdy wygląda najwyżej na trzydzieści pięć. Po pięćdziesiątce to już nie to.
Sam nie jestem może jakimś amantem, ale czuję się, jakbym miał dwadzieścia osiem lat. W ogóle, mężczyzna z wiekiem nabiera wartości, a kobieta…? No wiesz, jak jest.
Siedziałyśmy z koleżanką Małgosią przy sąsiednim stoliku i niechcący stałyśmy się widzkami tego solowego spektaklu. Wpadłyśmy coś przekąsić po treningu, prowadziłyśmy żywą dyskusję o nowej diecie, gdy nagle nasza rozmowa została brutalnie przerwana przez męski monolog.
Słyszałaś? Małgosia chrząknęła pod nosem. Uważa się za taki skarb. A pewnie niedługo na wyprzedaży…
Cicho bądź uśmiechnęłam się. Posłuchajmy do końca, to przecież jak teatr.
W tym czasie nasz orator się rozkręcał:
Na przykład, nie jem wczorajszego, mam taką zasadę. Kobieta powinna gotować codziennie świeże. Sam też sobie potrafię ugotować pierogi, nie jestem księciem. Ale w związku musi być poważnie. Żurek, schabowe, domowe ciasta. I żeby była szczupła. Potrzebuję kontrastu: ja poważny, ona drobna.
A dzieci? ostrożnie dopytał jego kumpel, z ukosa mierząc „poważnego”. Ty już masz dorosłe, wnuki zaraz mogą się pojawić.
Następcy mi nie potrzeba, swoich mam dość. Potrzebuję towarzyszki dla duszy i ciała. Aktywnej, do lasu, w góry… Albo chociaż na działkę.
Mało się nie zakrztusiłam sokiem. W góry? Ten pan dalej niż do najbliższego spożywczaka to chyba nie chodził.
Gosia, założysz się, że ze mną się zapozna? szepnęłam z błyskiem w oku.
Zosiu, ty poważnie? otworzyła szeroko oczy. Przecież ty nie masz czterdziestki.
Ciii przyłożyłam palec do ust. To będzie eksperyment społeczny. Chcę zbadać głębię męskiej autoiluzji.
Znajomość udało się nawiązać bez problemu. Wymieniliśmy się numerami, a już wieczorem pisaliśmy do siebie jak starzy znajomi.
W internecie ukrywał się pod nickiem Macho48.
Na profilu zdjęcie sprzed dziesięciu lat: wciągnięty brzuch, luksusowy samochód w tle, spojrzenie pełne pewności siebie.
Po kilku dniach Andrzej zaproponował spotkanie.
Przyszedł w odświętnym garniturze. Guziki w marynarce z trudem znosiły napór brzucha dumne sterczącego do przodu.
Zosiu rozpromienił się uśmiechem, odsłaniając nie do końca proste zęby dziś wyglądasz prześlicznie.
Dziękuję, Andrzeju skromnie spuściłam wzrok. Ty też… całkiem elegancki.
Spotykaliśmy się jeszcze kilkakrotnie.
Dla mnie był to test moich zdolności aktorskich. Słuchałam opowieści o jego imperium biznesowym (czyli o kiosku na targu), o tym, jak prawie już kupił nowy samochód (ale wolał zainwestować w interes), i jakie znaczenie dla mężczyzny ma domowe ciepło.
Spacerowaliśmy po parku po stu metrach Andrzej już głośno oddychał, tłumaczył jednak, że to taka specjalna praktyka oddechowa.
Wreszcie przyszedł moment kulminacyjny.
Andrzej, rozluźniony po kolacji i urzeczony moimi komplementami, uznał, że czas na szczere wyznanie.
Zosiu zaczął, ujmując moją dłoń jesteś idealna: szczupła, gospodarna, młoda. Muszę się jednak przyznać… Nie mam czterdziestu ośmiu lat.
Naprawdę? uniosłam brwi udając zdziwienie. To ile?
Pięćdziesiąt pięć westchnął, obserwując moją reakcję. Ale dobrze się trzymam, prawda?
Jasne, Andrzeju! ożywiłam się. Wyglądasz najwyżej na pięćdziesiąt cztery! Cenię sobie dojrzałość, przecież to życiowa mądrość.
Zajaśniał jak słońce.
To świetnie, bo ja poważnie kobiety powyżej czterdziestki dwóch lat nie wchodzą w grę. Energia już nie taka. A ty to istny ogień!
Dziękuję, kochany pogładziłam jego łysinę. A tak w ogóle, to ja też mam małą tajemnicę.
Jaką? zaniepokoił się. Dzieci? Długi?
Nie, spokojnie. Chodzi o… wiek.
Andrzej zesztywniał.
W sensie… nie masz czterdziestu lat?
Prawie.
Trzydzieści osiem? spytał z nadzieją.
Wyciągnęłam dowód osobisty z torebki i podałam mu.
Otwórz, Andrzeju. Sprawdź sam.
Drżącymi palcami złapał dokument, rozłożył i długo wpatrywał się w datę urodzenia, po cichu coś licząc.
Rok 1975.
Pięćdziesiąt… wyszeptał, blednąc nagle. Masz pięćdziesiąt lat?
Dokładnie. Świętowałam niedawno jubileusz.
Z ręki wypadł mu dowód. Patrzył na mnie, jakbym nagle zamieniła się w Baba Jagę w środku kawiarni.
Ale jak to? Przecież wyglądasz…
Jak kobieta, która o siebie dba, Andrzeju. Po prostu nie rzucam się na zapiekanki.
Ale to kłamstwo! jęknął. Mówiłem: do czterdziestki dwóch. To moje zasady. Nie mogę się umawiać z równolatką!
Wiesz, nie jesteśmy równolatkami. I co ci przeszkadzało? Sypał mi się gdzieś piasek z butów?
Andrzej się zarumienił.
Nie, ale sama liczba… Pięćdziesiąt. To już prawie emerytura…
Starzenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek nie jest gotów spojrzeć prawdzie w oczy odpowiedziałam spokojnie, wstając. A ja jestem kobietą w pełni sił. I wiesz co, dziś też coś zrozumiałam.
Co takiego? spojrzał na mnie oczami pełnymi tęsknoty.
Że mi, pięćdziesięciolatce, potrzebny jest mężczyzna, a nie zestaw kompleksów, brzucha i kiosku na rynku. Z moim temperamentem nie dasz rady. Spłoniesz przy pierwszej próbie podołania.
Wzięłam dowód i ruszyłam w stronę wyjścia.
Zosiu! zawołał za mną. Zaczekaj! A my?
My? odwróciłam się. Według twojej logiki jesteśmy rówieśnikami. A ty przecież szukasz młodej. To szukaj dalej. Może znajdziesz taką, której wzrok już odmawia posłuszeństwa.
Wyszłam z jego przytulnego „gniazdka” i z ulgą zaczerpnęłam świeżego powietrza.
Małgosia już czekała w aucie.
I jak? zapytała, gdy tylko wsiadłam. Wyszedł z roli?
A jakże uśmiechnęłam się szeroko. Zwłaszcza po pokazaniu dowodu. Mina jakby się właśnie dowiedział, że woda jest mokra!
I co dalej?
On dalej będzie szukał „młodej”, pewnie męcząc się przy tym straszliwie. A my idziemy świętować! Mam dziś randkę z normalnym facetem. Ma czterdzieści pięć lat, a co mam w dowodzie jest mu kompletnie obojętne.
A Andrzej nadal siedzi na portalu randkowym. Zaktualizował profil teraz jest „szukam kobiety do 40 lat. Uczciwej!”. Oczywiście zdjęcie sprzed dekady.
Zastanawiam się, dlaczego niektórzy mężczyźni tak bardzo boją się równolatek? I czy warto ukrywać wiek dla szansy na związek, czy jednak zawsze lepiej być szczerym?
Bo do trwałego szczęścia nie prowadzi iluzja tylko autentyczność i odwaga przyjęcia siebie i drugiego człowieka takim, jakim naprawdę jest.


