Potrzebuję kobiety, nie starszej niż czterdzieści dwa lata. To absolutne maksimum. I to tylko wtedy, gdy wygląda najwyżej na trzydzieści pięć. Po pięćdziesiątce to już zupełnie nie to, Zbyszek. Szukam energicznej, pełnej życia, a nie rówieśniczki.
Sam może nie jestem jak Daniel Olbrychski, ale wewnątrz czuję się na dwadzieścia osiem. Poza tym, mężczyzna z wiekiem tylko zyskuje na wartości, a kobieta… No wiesz.
Z moją przyjaciółką Bogną siedziałyśmy przy sąsiednim stoliku, przypadkiem stając się świadkiniami tego popisu solowego. Wpadłyśmy coś przekąsić po siłowni, rozmawiałyśmy o nowym jadłospisie, aż nagle naszą rozmowę bezceremonialnie przerwał męski monolog.
Słyszysz? Bogna zakaszlała cicho. Podrożał sobie. Prędzej go w Lidlu na promocji znajdziesz.
Ciszej. Uśmiechnęłam się. Słuchajmy dalej. To czysty teatr.
Tymczasem orator nie zwalniał tempa.
Na przykład, wczorajszego nie jem. Z zasady. Kobieta powinna gotować codziennie coś świeżego. Sam, póki co, mogę sobie zrobić pierogi z mrożonki, nie jestem panicz. Ale w związku? To poważniej barszcz, kotlety, ciasto. I żeby była szczupła. Potrzebuję kontrastu: ja poważny, ona filigranowa.
A dzieci? zapytał niepewnie przyjaciel, zerkając krytycznie na tego poważnego. Masz już dorosłych, wnuki niedługo na świecie.
Spadkobierców mi nie trzeba, swoich mam wystarczająco. Potrzebuję partnerki do duszy, i do ciała. Aktywnej, żeby i do lasu, i w góry No, choćby na działkę wyjść.
Mało się nie zakrztusiłam sokiem. W góry? Chyba dalej niż do najbliższej Żabki to on nigdy nie dotarł.
Bogna, założymy się, że zaraz mnie zagada? szepnęłam, puszczając oko.
Naprawdę? zdziwiła się. Zośka, przecież tobie do czterdziestki blisko tylko metrem.
Tss! przyłożyłam palec do ust. To eksperyment społeczny. Chcę przetestować skalę męskiej autoiluzji.
Poznanie przyszło bez żadnego trudu. Wymieniliśmy się kontaktami i już wieczorem rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od lat.
W sieci ukrywał się pod pseudonimem Macho48.
Na zdjęciu sprzed dekady: brzuch wciągnięty, z tyłu elegancki samochód i wzrok pełen pewności siebie.
Kilka dni później Wojciech zaproponował spotkanie.
Przyszedł w wizytowym garniturze. Guziki ledwo wytrzymywały nacisk brzucha, który dumnie wypinał do przodu.
Zofio… rozpromienił się nieszczerą miną, odsłaniając zęby dalekie od ideału. Dziś wyglądasz obłędnie!
Dziękuję, Wojciechu spuściłam wzrok udając skromność. Ty też bardzo reprezentacyjny.
Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy.
Dla mnie to było czyste aktorstwo. Słuchałam opowiadań o jego biznesowym imperium (stoisko na targowisku), o tym, jak prawie kupił nową furę (ale lepiej zainwestował w interes), i jakie to domowe ciepło jest ważne dla mężczyzny.
Spacerowaliśmy po parku po stu metrach już dyszał jak lokomotywa, twierdząc, że to trening oddechowy.
Aż doszedł moment kulminacyjny.
Wojtek, rozbawiony po kolacji i obficie doprawiony moimi komplementami, uznał, że czas przejść dalej.
Zofio odezwał się, biorąc mnie za dłoń jesteś idealna: szczupła, gospodarna, młoda. Muszę się jednak przyznać Nie mam czterdzieści ośmiu lat.
Naprawdę? uniosłam brew z udawanym zaskoczeniem. To ile?
Pięćdziesiąt pięć wyznał, czujnie obserwując moją reakcję. Ale chyba nieźle się trzymam?
Oczywiście, Wojtku! wybuchłam entuzjazmem. Maksymalnie na pięćdziesiąt cztery! Uwielbiam dojrzałych mężczyzn mają życiową mądrość.
Roztopił się.
No i super! Bo się trochę denerwowałem. Mam zasadę: kobiety powyżej czterdziestu dwóch lat mnie nie interesują. To już nie ta energia. A ty jesteś jak ogień.
Dziękuję, kochany. Gładziłam jego łysinę z czułością. Ja też mam… swoją małą tajemnicę.
Jaką? spiął się. Dzieci? Długi?
Ależ nie Wiek.
Przechylił się do przodu.
Jak to? Nie masz czterdziestu lat?
Prawie.
Trzydzieści osiem? zapytał z nadzieją.
Wyjęłam z torebki dowód i podałam mu.
Otwórz, Wojtku. Zobacz sam.
Wziął dokument drżącymi rękoma, patrzył długo na datę urodzenia, coś przeliczając w myślach.
1975.
Pięćdziesiąt wyszeptał, bladnąc momentalnie. Ty masz pięćdziesiąt lat?
Tak, Wojtku. Równo. Świętowałam dwa miesiące temu.
Dokument wypadł mu z rąk. Patrzył na mnie, jakbym nagle zamieniła się w Baba Jagę tuż przed jego nosem.
Ale jak to? Przecież wyglądasz…
Na kobietę, która o siebie dba. Nie żywi się zapiekankami.
Ale to oszustwo! jęknął. Przecież mówiłem: tylko do czterdziestu dwóch! Taka mam zasadę. Nie mogę się spotykać z rówieśniczką.
W zasadzie nie jestem twoją rówieśniczką. Przecież wszystko ci pasowało? Piasek mi się przypadkiem nie sypie?
Spłonął rumieńcem.
Nie, ale sama cyfra… Pięćdziesiąt. To już za chwilę emerytura.
Starzenie się zaczyna się w głowie, Wojtku. Odpowiedziałam spokojnie, podnosząc się. Ja jestem kobietą w rozkwicie. I też już coś rozumiem.
Co zrozumiałaś? spojrzał we mnie swoimi wyblakłymi oczami.
Że mnie, pięćdziesięcioletniej, potrzebny jest mężczyzna. A nie pakiet kompleksów, brzuch i stragan z warzywami. Mój ogień cię spali przy pierwszym podejściu.
Zabrałam dowód i ruszyłam do wyjścia.
Zośka! zawołał. Zaczekaj! A co z nami?
A co z nami, Wojtek? Według ciebie jesteśmy rówieśnikami. Ty potrzebujesz młodej. To szukaj dalej, może trafisz na taką, co krótkowzroczna.
Opuszczałam jego babciną przytulankę i chłonęłam z satysfakcją rześkie powietrze.
Na dole czekała już Bogna w samochodzie.
I co? spytała, gdy wsiadłam. Pokazał prawdziwą twarz?
O tak roześmiałam się. Zwłaszcza, gdy pokazałam mu dowód. Powinnaś była widzieć jego minę! Jakby się właśnie dowiedział, że Polska leży w Europie.
I jak się zakończyło?
Tym, że będzie dalej szukał młodej i się spalał. A my dziś świętujemy. Mam dziś randkę z normalnym facetem. Ma czterdzieści pięć lat i kompletnie nie interesuje go, co mam napisane w dokumentach.
A Wojtek wciąż siedzi na portalu randkowym. Zmienił ogłoszenie. Teraz: Szukam kobiety do 40 lat. Uczciwej!. Zdjęcie oczywiście to samo sprzed dziesięciu lat.
A jak myślisz, dlaczego niektórzy mężczyźni tak panicznie unikają swoich rówieśniczek? I czy warto kłamać o wieku dla szansy na związek, czy jednak lepiej od razu mówić prawdę?


