Szukam kobiety bez problemów finansowych: poszłam na randkę z mężczyzną, który w wieku 45 lat mieszka z mamą… I to wydarzenie na zawsze zmieniło moje życie.
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, ile może powiedzieć o człowieku jedno zdanie w profilu na portalu randkowym? Nie chodzi o zdjęcie na tle cudzej toyoty czy listę oczekiwań, która powinna być osobnym rozdziałem w kodeksie cywilnym, lecz o krótką frazę rzuconą niby przypadkiem, a jednak wyjątkowo celnie.
Szukam kobiety bez problemów finansowych.
Właśnie te słowa przykuły moją uwagę, gdy leniwie przeglądałam profile pewnego sobotniego wieczoru. Na zdjęciu widniał zupełnie zwyczajny mężczyzna: zadbany, z łagodnym spojrzeniem, w świeżo uprasowanej koszuli. Nazwijmy go Artur 45 lat.
Zwykle omijam takie ogłoszenia bez zastanowienia. W tłumaczeniu na kobiece często oznaczają: Nie mam zamiaru inwestować w związek, liczę, że to ty będziesz płacić za nas oboje. Tego wieczoru jednak obudziła się we mnie autorka i obserwatorka. Byłam naprawdę ciekawa, co kryje się za tym wymaganiem finansowej niezależności ze strony kogoś, kto sam wygląda… powiedzmy bardzo przeciętnie.
Ciekawość to zły doradca, lecz tym razem podarowała mi materiał na wyjątkową opowieść. Umówiliśmy się na spotkanie.
Pierwsze wrażenie: sterylność i ukryty niepokój
Artur zaproponował spotkanie w parku. Klasyczny wybór dla tych, którzy chcą uniknąć przepłacenia za kawę na pierwszej randce. Nie miałam nic przeciwko lubię spacery, poza tym pogoda była chłodna, ale słoneczna.
Przybył punktualnie. Co do minuty. Wtedy odebrałam to na plus, lecz później zrozumiałam: to nie była pewność siebie, a raczej szkolna dyscyplina. Stał przy wejściu do parku wyprostowany, w idealnie wyprasowanych spodniach na kant, jakby mogły kogoś zranić.
Dzień dobry powiedział, zerkając oceniająco na mój płaszcz i torebkę. Chyba sprawdzał, czy nie znajdzie tam jakiegoś drogiego logo bo może jednak mam te problemy finansowe?
Ruszyliśmy alejką i przez pierwsze dziesięć minut rozmawialiśmy klasycznie: pogoda, korki, zmęczenie życiem w mieście. Artur wypowiadał się poprawnie, wręcz podręcznikowo ale w każdym słowie słychać było niepokój, jakby wciąż czekał na przyzwolenie lub już zawczasu się usprawiedliwiał.
Rozmowa jak rozmowa kwalifikacyjna na wygodną żonę
Gdy formalności były za nami, Artur przeszedł do rzeczy. Bez owijania w bawełnę, prosto z mostu, niczym rekrutujący.
Gdzie pani pracuje?
Jestem główną księgową w firmie logistycznej.
O, to dobrze. Stabilna praca. A mieszkanie własne czy kredyt hipoteczny?
O mało nie potknęłam się o korzeń. Tego typu pytania padają zazwyczaj po dwóch kieliszkach wina, a nie po piętnastu minutach spaceru.
Własne skłamałam, ciekawa, dokąd to zmierza.
Świetnie wyraźnie się rozluźnił. Bo teraz wiele kobiet szuka męża, żeby rozwiązać swoje sprawy finansowe: kredyty, długi, mieszkania. A ja uważam, że do związku trzeba wchodzić na równych zasadach.
Brzmi logicznie. Kto nie lubi partnerstwa? Ale diabeł tkwi w szczegółach.
A pan? zapytałam. Mieszka pan sam?
I wtedy padło zdanie, które powinno zakończyć cały ten cyrk, ale chciałam zobaczyć, jak daleko to zajdzie.
Nie, mieszkam z mamą. To praktyczne i rozsądne. Po co płacić za wynajem, skoro mamy duże, trzypokojowe mieszkanie? Poza tym mamie trudno samej lata lecą, ciśnienie, zdrowie…
Czterdzieści pięć lat z mamą.
A jak dzielicie obowiązki domowe? spytałam, starając się być taktowna.
Mama jest z starej szkoły uśmiechnął się do niej cieplej niż przez całą randkę do mnie. Kuchnia to jej królestwo, gotuje wyśmienicie. Ja, rzecz jasna, pomagam: wyrzucam śmieci, robię zakupy z listy. Wszystko mamy poukładane.
Z listy, zanotowałam w głowie.
Ekonomiczny model maminsynka
Doszliśmy do budki z kawą. Zatrzymałam się. Artur zawahał się.
Napije się pani kawy? spytał takim tonem, jakby prosiła go o pożyczkę.
Zgodziłam się na cappuccino.
Tu pewnie nie najtaniej rzucił okiem na ceny. W domu mam świetny ekspres, zwykle noszę kawę w termosie, ale dziś zapomniałem. No dobrze, weźmy. Małą dla pani?
Kupił mi małą kawę. Sobie nic.
Piłem w domu mruknął.
Zaczął tłumaczyć swoją filozofię kobiety bez problemów. Dla niego to nie tylko kobieta z pracą, lecz całkowicie samodzielna a zarazem gotowa wpasować się w jego świat.
Nie rozumiem tej obsesji kobiet na punkcie pieniędzy dywagował. Moja poprzednia partnerka ciągle: Wyprowadźmy się, pojedźmy na wakacje, zmieńmy samochód. Po co? Samochód jeździ, mieszkanie jest. Z mamą żyjemy oszczędnie, zawsze mamy odłożone na czarną godzinę.
A mama nie ma nic przeciwko, żeby pan się ożenił? spytałam wprost.
Ależ skąd! Bardzo by się cieszyła. Mówi: Arturku, przyprowadź porządną kobietę, bo nie mam już siły myć podłóg.
I wtedy wszystko stało się jasne.
Jemu nie potrzeba partnerki. Jemu i jego mamie potrzeba następczyni.
Mama jest coraz starsza, a obowiązki przy czterdziestopięcioletnim chłopcu coraz trudniejsze. Zupa, pranie, trzypokojowe mieszkanie to już ponad siły. Potrzeba zmiany pokoleniowej. Najlepiej takiej bez finansowych obciążeń, żeby budżet nie ucierpiał.
Telefon z centrum dowodzenia
W kulminacyjnym momencie jego rozważań o oszczędzaniu prądu zadzwonił telefon. Artur aż się wzdrygnął.
Tak, mamo? głos natychmiast złagodniał, prawie jakby rozmawiał z wychowawczynią. Tak, jestem na spacerze. Tak, z tą panią. Nie, nie zmarzłem. Szalik mam. Kotlety? Będę. Za godzinę? Dobrze. Kupić masło? Łaciate? Zrozumiałem.
Rozłączył się i uśmiechnął przepraszająco.
Mama się martwi. Chce, bym wrócił na kolację.
Spojrzałam na zegarek. Była dopiero siedemnasta.
Arturze powiedziałam, zatrzymując się. A nie przyszło panu do głowy, że kobieta bez problemów finansowych może zechcieć żyć po swojemu? Osobno od pana mamy. Podróżować, chodzić do restauracji?
Wyglądał na naprawdę zdziwionego.
Ale po co żyć osobno, skoro mamy mieszkanie? To nielogiczne. A restauracje Domowe jedzenie jest zdrowsze. Kobieta powinna cenić domowe ognisko.
Kto tu naprawdę rządzi
Pożegnałam się grzecznie i wróciłam do mieszkania, rozmyślając o tym spotkaniu.
Tacy mężczyźni wydają się po prostu oszczędni albo bardzo oddani matce. Ale prawda jest głębsza. Artur nie jest panem własnego życia. Żyje według zasad matki i nazywa je swoimi.
Szukam kobiety bez problemów finansowych oznacza: Szukam kobiety, która nie narobi problemów mojej mamie.
Kobieta z kredytem będzie oczekiwać wsparcia. Kobieta z dziećmi uwagi. Kobieta z ambicjami wyciągnie go z tej stagnacji. A jemu to niepotrzebne.
Dlaczego to pułapka
Paradoks polega na tym, że na takich mężczyzn reagują często silne, samodzielne kobiety. Przywykłyśmy radzić sobie same i myślimy: Przynajmniej spokojny, rodzinny, nie pijak, nie utrzymanek.
Ale wszystko dla rodziny oznacza tu wszystko dla mamy. Nigdy nie będziesz numerem jeden. Dołączysz do świata Syna, o ile nie zaburzysz ustalonego porządku i nie sięgniesz do wspólnej kasy.
Będziesz zarabiać, wydawać własne pieniądze, a wieczorem usłyszysz, że źle prasujesz mu koszule.
Profil Artura usunęłam. A właściwie zablokowałam, by więcej go nie widzieć.
A wy, znacie takich Arturów? Uważacie, że taki mężczyzna ma szansę na normalną rodzinę, czy tam już wszystko jest przesądzone? Podzielcie się swoim zdaniem.


