Sabina zamknęła laptopa i zaczęła szykować się do wyjścia z biura.
Pani Sabino, do pani przyszła jakaś dziewczyna. Twierdzi, że sprawa prywatna.
Wpuść ją, niech wejdzie.
Do gabinetu weszła niezbyt wysoka, kręcona dziewczyna w bardzo krótkiej spódniczce.
Dzień dobry. Mam na imię Dżesika. Chciałabym pani coś zaproponować.
Dzień dobry, Dżesiko. Słucham propozycji, choć coś mi się wydaje, że się nie znamy
Z panią faktycznie nie. Ale z pani mężem, Konradem, owszem. Proszę bardzo.
Dziewczyna podeszła do biurka i rzuciła kartkę przed Sabinę. Ta zerknęła jakieś zaświadczenie.
Dżesika Nowicka, ciąża 5-6 tydzień
No i? Co to jest? Dlaczego pani mi to przynosi?!
A co tu rozumieć. Jestem w ciąży z pani mężem.
Sabina spojrzała na nią, jakby właśnie się dowiedziała, że Ziemia naprawdę jest płaska.
A moje gratulacje to pani oczekuje, czy jak?
A gdzie tam! Chcę pieniędzy. Dla pani mąż jest przecież bardzo cenny, co nie?
Pieniądze? Za co niby?
Robię aborcję i znikam z waszego życia na dobre. Pani mąż nawet nie wie, że w ogóle jestem w ciąży. Najpierw przyszłam do pani. Jeśli się pani nie zgodzi, Konrad i tak pójdzie do mnie, bo pani przecież nie może mieć dzieci. O wszystkim wiem. To jak, zgoda?
Sabinę zatkało. Myśli biegały w głowie jak dzieci na trzepaku.
A ile sobie pani za tą tajemnicę życzy?
Tylko czterysta tysięcy złotych. Śmiech na sali dla pani, a mąż zostaje do grobowej deski przy pani boku
No rzeczywiście, co za szlachetność z pani strony! Zostaw mi pani numer telefonu, zadzwonię.
Ale niech pani długo nie myśli czas nagli, trzeba się w terminie wyrobić z zabiegiem
Dżesika zapisała numer na kartce i wyszła leniwie z gabinetu.
Pani Sabino, kończy pani dziś? Sprzątaczka już czeka
Sabina schowała papier do torebki.
Już wychodzę, do jutra, Angeliko.
Sabina wyszła z biura i wsiadła do swojego Opla. No pięknie Kim jest ta Dżesika? Czy Konrad naprawdę był taki przebiegły?
W domu, gdy skończyła czytać kartkę jeszcze raz, usiadła na kanapie i czekała na męża.
Kochanie, już jestem! Cudnie tu pachnie, co zrobiłaś?
Wpadaj do kuchni, zobaczysz
Konrad wparował do kuchni, zacierając ręce. Sabina siedziała w fotelu, założyła nogę na nogę i patrzyła mu w oczy.
No i co? Dlaczego tak się patrzysz, aż się trochę cykam
Konrad, znasz może taką Dżesikę Nowicką?
Tę z firmy, co nas obsługuje? Kojarzę. Ale co?
Ona twierdzi, że jest z tobą w ciąży Proszę, zobacz.
Konrad przeleciał wzrokiem po zaświadczeniu.
Że co? Przecież to jakieś bzdury Nic między nami nie było! Skąd takie rewelacje?!
Sama chętnie się dowiem. Chce ode mnie czterysta tysięcy, albo doniesie ci, że jesteś ojcem. Podobno jak się nie zgodzę, to cię mi odbierze, bo ja przecież dzieci mieć nie mogę.
Ja nic z tego nie rozumiem Przysięgam na ulubioną czapkę od Lecha Poznań, że nie mam pojęcia, o czym ona mówi! Nawet jej nie lubię!
Ja ci wierzę. I widzę, że coś tu nie gra. Dziewczyna chciała tylko wyłudzić kasę
Jestem gotowy na każdą kontrolę, żadne testy mi nie straszne, wierz mi. Ja ciebie kocham i tylko ciebie potrzebuję.
No to jedzmy kolację.
Następnego dnia Sabina zadzwoniła pod zostawiony numer i zaprosiła Dżesikę do gabinetu. Dżesika przyleciała w pół godziny.
Dobrze, Dżesiko. Konrad nie może być ojcem tego dziecka. Wierzę mu. Łatwego zarobku nie będzie. Rób ten zabieg i do widzenia.
Dziwna pani jest. Naprawdę tak ufa pani facetowi? Może pani spojrzy w lustro. Czterdziestka na karku, nie pomoże najlepszy krem zawsze będzie młodsza i ładniejsza.
Chcesz coś jeszcze powiedzieć?
Owszem. Możesz sobie pani to dziecko kupić. Testy DNA można, proszę bardzo, ojcem jest Konrad. JESTEM PEWNA.
Tylko jak to możliwe, jeśli nie byliście razem?
Dobra, powiem prawdę. Półtora miesiąca temu był firmowy bal. Po nim jeden kolega powiedział mi, że Konrad ma bogatą żonę, która nie może mieć dzieci, nawet przez surogatkę. Więc interes życia. Próbowałam go poderwać, ale patrzył na mnie jak na regał z mięsem w Lidlu. Zwykle mężczyźni na mnie lecą jak mucha na miód.
Gdy nie wyszło po dobroci, siostra farmaceutka dała mi taki proszek zaburza pamięć na kilka godzin. Wsypałam go do drinka, zaniosłam Konrada do domu. Nawet nie pamiętał, gdzie jest. Akurat miałam wtedy owulację, no i stało się. On nic nie pamięta. Może pani spojrzeć na nagranie.
Dżesika położyła smartfona na biurku i puściła filmik. Konrad leżał rozebrany, gapił się w sufit, jakby słuchał wywiadu z Kaczyńskim zero reakcji.
Aborcja to dla mnie żaden problem, zdrowie końskie. Ale łatwa kasa to życie. Wątpię, by chciała pani iść z tym na policję, bo pewnie sama ma pani stanowisko z zadatkiem na posłankę. Myślałam, że się pani zgodzi, ale skoro nie, to ja chętnie urodzę to dziecko pani i sprzedam. Zapłaci pani czterysta tysięcy i sprawa załatwiona. Chce pani testy? Robimy! Potem dziecko pani, kasa moja.
Sabina była oszołomiona.
Dżesiko, dla ciebie miejsce w więzieniu, oszustko!
Coś trzeba robić, kiedy człowiek w długach po uszy. Sponsora znalazłam, a ten do piachu. Trzeba sobie radzić, inaczej po polsku się nie da, wie pani…
Sabino, niech pani pomyśli. Oddzwonię za trzy dni.
Dżesika wyszła. Sabina wypiła całą szklankę wody na raz. Głowa jej pękała. Realia polskiego kapitalizmu bywają drapieżne.
Wieczorem Sabina powiedziała Konradowi wszystko. On też się załamał.
Wykorzystała mnie Pozwiemy ją!
Konrad, spójrz na to z innej strony. Widziałam w internecie, że po siódmym tygodniu ciąży można zrobić test na ojcostwo z krwi matki. Najpierw sprawdzimy, czy to twoje, potem się zobaczy. Wiesz, oboje marzyliśmy o dziecku A tu zestaw dziecięcy gotowy!
Konrad strzelił focha, ale zgodził się na test.
Sabina zamyśliła się… Dziesięć lat temu…
Poznali się z Konradem na politologii. Od razu magia i zaiskrzyło. Po ślubie wynajęte mieszkanie, potem firma Sabiny pomógł jej wujek, a gdy wszystko się rozkręciło, spłaciła rodzinny dług z nawiązką. Konrad otworzył swój sklep, radzili sobie świetnie. Tylko dzieci jakoś brak…
Pewnego wieczoru wracali piechotą z restauracji. Było pięknie, aż tu nagle kilku pijanych typów. Jeden z nożem rzuca się na Konrada Sabina go zasłania, a nóż ląduje w jej brzuchu.
Cudem ją odratowali, ale zamiast happy endu niemożność bycia matką. Wszystko przez tamten cios straciła macicę i jajniki. Konrad wspierał ją jak mógł, tłumaczył, że kocha ją nie za macicę, tylko za serce i głowę.
Często bywała w kościele. Dawała jałmużnę. Raz starsza kobieta szepnęła jej:
Panienko, nie smuć się. Jeszcze będziesz matką, choć bardzo nietypowo do tego dojdziesz
Sabina machnęła ręką na przepowiednię. A tu proszę…
Test DNA pozytywny. Ojciec: Konrad. Dżesika triumfuje:
Widzicie, nie kłamałam! Bierzecie dziecko, czy nie? Ale pamiętajcie: czterysta tysięcy, a nie grosz mniej.
A niech cię Umowa będzie na papierze, dostaniesz dwieście tysięcy i ani złotówki więcej. Albo nawet nic!
To nędzny wykup! Odpowiadam, że mogę sprzedać taniej, ale nie będziecie mieć takiego okazu! Ale okej, lepszy rydz niż nic.
***
Konrad, podpisałam z nią umowę. Będziemy mieć synka.
Sabina za co ta cała szopka
Może taki prezent dostałaś od losu i nie wypada odsyłać?
Ciąża przebiegała prawidłowo, Dżesika przychodziła do lekarza, nie szalała z kebabami, nawet przestała wrzucać relacje z siłowni na Insta. Urodziła zdrowego chłopca.
Podpisała zrzeczenie się praw rodzicielskich, Konrad jako ojciec odebrał synka. Całą papierologię załatwili oficjalnie mieli dziecko z surogatki.
Dzięki, że urodziłaś mi syna powiedziała Sabina, a Dżesika zniknęła z ich życia.
Mały Leszek zamieszkał z Sabiną i Konradem.
Chyba ma twoje brwi, Konrad!
Ja tam nie odróżniam dzieciaków, ale wydaje się, że ładny chłopak Po tacie!
Pamiętasz tę babcię spod kościoła, którą ci wspominałam? Wszystko przewidziała, choć raczej nie opisała tej drogi Ale dziecko mamy.
Sabina i Konrad patrzyli z czułością na Leszka, nie wiedząc, co przyniesie przyszłość, ale czując, że oto dostali coś naprawdę wyjątkowego.
Świat lubi spełniać życzenia po swojemu.
***
Kilka miesięcy później Sabina włącza Wiadomości. W Sopocie w dziwnych okolicznościach znaleziono martwą Dżesikę. Los jednak lubi dopisywać swoje zakończeniaNa ekranie przemknęło zdjęcie Dżesiki, podpisane kilkoma sensacyjnymi hasłami. Sabina poczuła ciarki na plecach. Przez chwilę ogarnęła ją fala żalu więcej z powodu tego, jak zagubiona była tamta dziewczyna, niż samej śmierci. Wzięła na ręce Leszka, który właśnie machał grzechotką.
Wszystko już za nami szepnęła, całując małego w czoło.
Konrad wszedł do pokoju z kubkiem kawy, spojrzał na ekran, potem na żonę. Uśmiechnął się lekko, ostrożnie, jakby wypuszczał powietrze po bardzo długim zanurzeniu.
Czasem los prowadzi dziwnymi ścieżkami, Sabinko, ale popatrz, kto teraz na nas patrzy!
Mały Leszek gaworzył, wpatrzony w rodziców szeroko otwartymi, ciekawskimi oczami. Był już z nimi na zawsze niewinny, jasny akord na burzliwej partyturze ich życia.
Sabina spojrzała na Konrada, oparła głowę o jego ramię. Nad ich domem przetoczył się wiosenny wiatr z zapachem budzącej się ziemi. Po raz pierwszy, od bardzo dawna, Sabina poczuła spokój. Czuła w sercu wdzięczność choć droga była pełna kolców, choć każda decyzja bolała, tylko tak mogły zakwitnąć najprawdziwsze marzenia.
I po raz pierwszy w życiu, nawet patrząc na swój dawny żal i lęk, szczerze szepnęła do siebie:
Moje życie ma sens. Jestem matką.
A gdzieś daleko, w głowie małego Leszka, kiełkowało niewinne, nieokiełznane szczęście nieświadome, że cała opowieść zaczęła się od jednej przepowiedni podszeptanej przez obcą kobietę. Tylko świat już nigdy nie miał być taki sam.
Sabina wyłączyła telewizor, utuliła syna i pozwoliła sobie wierzyć, że los jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.



