Dziś znów wracam myślami do tego wszystkiego, co wydarzyło się w mojej rodzinie. Kiedy Kasia powiedziała, że jest w ciąży, nikt z nas nie wiedział, jak na to zareagować. Trudno było nam pogodzić się z tym, że zakochała się w kimś, kogo uznaliśmy za przelotnego gościa w jej życiu.
Kasia dorastała we Wrocławiu, w zwyczajnej rodzinie. Jej mama i ojczym ciepły, porządny facet zawsze byli przy niej, wspierali ją na każdym kroku. Wiedziała, że może na nich liczyć bez względu na wszystko. Po maturze nie było jej łatwo z angielskim sobie nie radziła, dlatego baliśmy się, że studia mogą się nie udać.
Chciała coś z tym zrobić, więc zaczęła szukać korepetytora. Tak trafiła na Oliviera chłopak był Polakiem, przyjechał z Białegostoku na studia do Wrocławia, a dorabiał ucząc angielskiego. Na początku nie szło najlepiej, ale z czasem złapali wspólny język i nie tylko ten obcy. Z tygodnia na tydzień widziałem, że są sobie coraz bliżsi, aż w końcu nie wyobrażali sobie życia bez siebie.
Jak się dowiedziałem, że Kasia jest w ciąży, oniemiałem. Bałem się o nią, bo mieliśmy w głowach niemiłe scenariusze: czy Olivier w ogóle zostanie w Polsce? Co, jeśli wyjedzie? Czy Kasia zostanie sama z dzieckiem? A co, jeśli wnuk będzie miał trudniej bo nie taki, jak inne dzieci? To wtedy w naszym domu zaczęły się nerwowe rozmowy, napięcie wisiło w powietrzu.
Olivier jednak dostał dyplom i poleciał do swojego rodzinnego miasta. Mimo to Kasia i on codziennie rozmawiali przez telefon, na Skype czekając wspólnie na dziecko. Malutka przyszła na świat w terminie, ale chłód pomiędzy nami a Kasią narastał. Czuła się niezrozumiana i chyba samotna. W końcu podjęła decyzję wyjechała do Białegostoku do Oliviera.
Na Podlasiu nie było im łatwo. Inny klimat, brak wsparcia, ciągła tęsknota za domem sprawiły, że po kilku miesiącach zdecydowali się wrócić do Wrocławia. Po czasie urodziła im się druga córka. My, rodzina, zamknęliśmy się w sobie, kontaktów było coraz mniej. Kasia jednak twardo stała przy swoim i nie zamierzała rozstawać się z mężem, tylko dlatego, żeby nam zrobić przyjemność.
Teraz słyszę, że rozważają wyjazd do Kanady. Liczą, że spotkają tam ludzi bardziej otwartych niż my tutaj. Sam mam mieszane uczucia. Patrzę na to wszystko z perspektywy czasu i wiem jedno jeśli kocha się swoje dziecko, trzeba je wspierać, nawet jeśli jego wybory są inne, niż byśmy sobie wyobrażali. W końcu szczęście bliskich jest ważniejsze od wiecznych uprzedzeń.



