SZCZĘŚLIWY PRZYPADEK…
Dorastałem w niepełnej rodzinie bez ojca. Wychowywały mnie mama i babcia.
Już w przedszkolu zacząłem odczuwać brak taty.
A w pierwszych klasach szkoły podstawowej było jeszcze trudniej
Strasznie zazdrościłem kolegom, którzy z dumą trzymali za rękę swoich wysokich, silnych ojców, bawili się z nimi, jeździli na rowerach i samochodami.
Najbardziej bolało mnie wtedy, gdy któryś z ojców całował córkę lub syna, brał go na ręce i śmiali się razem, szczerze i głośno
Boże, patrząc na to wszystko z boku, myślałem: Co za szczęście!..
Swojego ojca też widziałem
Ale tylko na jednym zdjęciu, gdzie tak samo jak inni ojcowie się uśmiechał
Ale nie do mnie!..
Mama mówiła, że tata jest badaczem Arktyki. Mieszka na dalekiej, zimnej północy, tak dalekiej, że nie może przyjechać. Wyjechał tam, pracuje, ale na urodziny regularnie przysyła prezenty.
W trzeciej klasie, ku mojemu rozczarowaniu, zrozumiałem, że żadnego taty-badacza nigdy nie miałem
I nie mam dzisiaj!
Przypadkiem usłyszałem, jak mama mówiła babci, że już nie ma siły okłamywać dziecka i kupować prezenty od taty, który tak naprawdę nas porzucił. Chociaż żyje wygodnie i dostatnio, ani razu nie zadzwonił do syna, nie pogratulował ani z okazji urodzin, ani na Boże Narodzenie.
Krzysztof tak kocha te święta!.. Wtedy czuje choć odrobinę wsparcia, nawet gdy wydaje się ono dalekie, magiczne, ale jednak bliskie
Przed kolejnymi urodzinami powiedziałem mamie i babci, że nie chcę żadnych prezentów od fikcyjnego ojca.
Upieczcie mi tylko ulubioną szarlotkę i to wszystko.
Żyliśmy bardzo skromnie na dwie niewielkie pensje mamy i babci.
Zostałem studentem dorabiałem jako pomocnik do noszenia paczek na dworcu i w sklepach.
Pewnego dnia sąsiad Wojtek zaproponował mi pracę w jego zastępstwie miałem udawać Mikołaja w przedszkolach i na rodzinnych spotkaniach przed świętami.
Od razu zrezygnowałem z pracy w przedszkolach, wydawała mi się zbyt trudna trzeba grać scenki i współpracować z śnieżynką. Ale na pojedyncze wyjścia do domów na zaproszenie zgodzilem się.
Wojtek przekazał mi zeszyt z wierszykami i zagadkami oraz adresy rodzin.
Repertuar był prosty, szybko zapamiętałem wszystko. Choć bardzo obawiałem się wpadki.
A tymczasem pierwszy występ okazał się zaskakująco udany.
Kiedy zmęczony, ale zadowolony wróciłem do domu po odwiedzinach u dzieci, przeliczyłem zarobione pieniądze prawie zatańczyłem z radości!
Za pół roku przenoszenia paczek nie uzbierałbym takiej kwoty.
Od tego czasu co zimę dorabiałem jako Mikołaj, a latem próbowałem łapać się do studenckich brygad budowlanych.
Póki się uczyłem, życie uczuciowe nie układało się najlepiej nie miałem na to czasu. Wiecie, studia, przypadkowe prace
Oczywiście spotykałem się z dziewczynami, ale żaden związek nie skończył się ślubem.
Skończę studia, znajdę dobrą pracę, ustabilizuję się Wtedy pomyślę o rodzinie, marzyłem.
Po dyplomie, już pracując jako inżynier na początkowym stanowisku, zdecydowałem kupić używany samochód.
W domu było już średnio, ale na auto wciąż brakowało, a bardzo chciałem mieć własny środek transportu.
Więc znów postanowiłem zostać Mikołajem.
Mama wyjęła z szafy mój kostium, zdjęła folię i postanowiła go odświeżyć. Doszyła mnóstwo błyszczących cekinów strój zalśnił. Biała, puszysta broda okazała się idealna zakrywała twarz.
Przyczepiłem gęste brwi i, przeglądając się w lustrze, byłem zadowolony z efektu.
A mama wzdychając powiedziała nagle:
Krzysztofie, czas pomyśleć o własnych dzieciach, a nie tylko cudze bawić.
Spokojnie, wszystko w swoim czasie odpowiedziałem. Życz mi powodzenia, mamusiu, i do zobaczenia! cmoknąłem ją w policzek i poszedłem zarabiać.
Na tydzień przed świętami dałem ogłoszenie do Gazety Krakowskiej. Dostałem piętnaście zgłoszeń.
Po odwiedzinach u sześciu rodzin przeczytałem następny adres: ul. Sadowa 6, m. 19.
Wysiadłem z tramwaju i ruszyłem w tamtą stronę.
Sadowa to prawie obrzeża Krakowa ulica była słabo oświetlona.
Dom znalazłem szybko. Wszedłem na drugie piętro, zadzwoniłem.
Otworzył mi malec miał około pięć, może sześć lat.
W puszczy żyję, w leśnym domku się ukrywam zacząłem tradycyjnie.
Chłopiec przerwał mi stanowczo:
My nie zapraszaliśmy Mikołaja!
A mnie nie zapraszają, Mikołaj do grzecznych dzieci przychodzi sam odparłem szybko, choć trochę się zawahałem. Mama albo tata są w domu?
Nie. Mama poszła do babci Toli do sąsiedniego bloku, bo robi zastrzyk. Zaraz wróci.
A Ty jak się nazywasz?
Krzysztof.
Cóż za zbieg okoliczności, pomyślałem, nie kryjąc zdumienia.
Ale w porę się opanowałem. Przecież nie powiem mu, że też jestem Krzysztof, bo dziś jestem Mikołaj!
Krzysiu, a gdzie stoi wasza choinka?
U mnie w pokoju.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Całe mieszkanie było naprawdę bardzo skromne.
Na ławie przy łóżku zamiast choinki stała tylko gałązka świerku w trzylitrowym słoju, ozdobiona maleńkimi figurkami i kolorowymi lampeczkami.
Obok stały dwie fotografie w identycznych ramkach mężczyzny i kobiety.
Przyjrzałem się i Zamarłem z wrażenia Na jednym zdjęciu byłem ja!
To niemożliwe
Spojrzałem jeszcze raz wszystko się zgadza W lewej ramce moja studencka fotografia w kurtce.
W prawej dziewczyna: Anna Kalinowska.
Poznaliśmy się któregoś lata na brygadzie budowlanej dla studentów.
Ale jej zdjęcie było już dorosłe. Patrzyła na mnie piękna kobieta z łagodnym, ale smutnym spojrzeniem. Bardzo przypominała radosną młodziutką Anię.
Kto to? zapytałem, nie poznając własnego głosu.
To mama.
Twoja?..
Moja.
Nazywa się Ania? wyrwało mi się.
O, zgadł Pan! To znaczy, że jest Pan prawdziwym Mikołajem! A ja myślałem, że oni nie istnieją!
A to kto? wskazałem na swoje zdjęcie, już domyślając się prawdy, że Krzysiek jest moim synem
To mój tata! On jest prawdziwym badaczem Arktyki! Wyobraża Pan sobie, mieszka na wielkiej krze lodowej! Mama mówiła, że wyjechał, gdy byłem malutki. Dlatego nigdy go nie widziałem i nawet nie pamiętam. Ale zawsze na urodziny i na Boże Narodzenie dostaję od niego prezent. Teraz też rano znajdę pod poduszką niespodziankę od taty. Mikołaj lubi tam się chować prezenty.
Zatkało mnie. Przypomniałem sobie dzieciństwo i mojego tatę-badacza.
Czy wszystkie matki wysyłają złych ojców na daleką północ?
Okazało się, że ja też jestem jednym z tych uciekających.
Zabolało mnie, jakby los uderzył w samo serce.
Przypomniałem sobie nasz burzliwy, choć krótki romans z Anią
Rozstając się, wymieniliśmy się numerami. Ale zaraz po powrocie do domu nie zadzwoniłem, a po kilku dniach skradziono mi telefon.
Często myślałem o niej potem. Ale nauka, spotkania, inna codzienność powoli i niespostrzeżenie zepchnęły ją w cień
A ona żyje w tym samym mieście. Nie tylko o mnie nie zapomniała, ale sama wychowuje naszego syna i trzyma moje zdjęcie obok swojego.
Już chciałem powiedzieć Krzysiowi, że jestem jego ojcem, gdy nagle weszła Ania:
Synku, wybacz, że tak długo. Musieliśmy wezwać karetkę, babcia Tola jest w szpitalu.
Zobaczyła mnie i zaskoczona wykrzyknęła:
Ojej, nie zamawialiśmy Mikołaja!
Z oczu popłynęły mi łzy szczęścia i wzruszenia. Zrzuciłem czapkę, brodę, odkleiłem brwi
Krzysztof?! Ania patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
Usiadła jakby ugięta ze zmęczenia na stołku w przedpokoju I rozpłakała się tak bardzo, że Krzysio aż się przestraszył.
Ale widząc syna, Ania od razu się opanowała.
Ja powiedziałem chłopcu, że przyleciałem z dalekiej północy i zostałem Mikołajem, by zrobić niespodziankę jemu i mamie.
Krzysio był zachwycony. Śmiał się, deklamował wiersze, śpiewał, trzymał mnie z mamą za ręce, jakby bał się, że znów długo ich zostawię.
O prezencie nawet nie wspomniał. Wiedział przecież, że Mikołaj zawsze schowa prezent od taty pod poduszką.
Gdy już usnął, rozmawialiśmy z Anią całą noc jakby nie było tych wszystkich lat rozłąki.
Rano pobiegłem jeszcze do sklepu po jeden prezent i dopiero wtedy uświadomiłem sobie pomyliłem adres! Weszłem do domu nr 6A, a powinienem do 6. Nocą nie zauważyłem tej literki A!
Ale przecież Wszedłem do tego właściwego domu najważniejszego w moim życiu!
Co za szczęśliwy, losowy przypadek, pomyślałem, uśmiechając się.
Teraz jesteśmy razem. Jesteśmy szczęśliwi!
A mama i babcia nie mogą się nacieszyć wnukiem i prawnukiem Krzysztofem Krzysztofowiczem!
Czasem los prowadzi nas dziwnymi, nieoczekiwanymi ścieżkami. Warto nauczyć się ufać przypadkom, bo nawet szczęśliwą pomyłkę można wykorzystać i odmienić całe życie. Nie bójmy się przyjmować niespodzianek od losu z otwartym sercem bo czasami właśnie dzięki nim odnajdujemy rodzinę, miłość i siebie.



