Zimowy park nocą, późny wieczór, ani żywej duszy w pobliżu. Dlaczego, zdecydował się na spacer? Chciał sie przejść na świeżym powietrzu, po dusznym akademiku swojego kolegi. Ogólnie rzecz biorąc, czuł się trochę nieswojo w tego typu pomieszczeniach, gdzie mieszkało tak wielu ludzi, dzieląc pokój z karaluchami. Szymon szedł powoli ścieżką, rozkoszując się chrzęstem śniegu pod stopami, ale nagle zdał sobie sprawę, że ktoś go śledzi.
Odwrócił się i oniemiał, ogromny owczarek ałabaj, stał pół metra od niego, obserwując go bez mrugnięcia okiem.
Szymon był silnym młodzieńcem, ale bał się psów, odkąd był chłopcem. Pewnego dnia, on i jego brat spacerowali po opuszczonym placu budowy i zaatakowała ich sfora ulicznych psów. Zostali dość mocno pogryzieni. Blizny na jego nogach, wciąż prześladowałygo, gdy wspominał tamten dzień.
– Wynoś się stąd. Po prostu idź tam, gdzie miałeś iść. Ja Cię nie dotknąłem, Ty mnie nie dotykaj, odejdź.
Szymon próbował przezwyciężyć strach i zamierzał kontynuować swoją drogę, mając nadzieję, że pies zostawi go w spokoju, jeśli go zignoruje. W tym momencie, poślizgnął się na ośnieżonej ścieżce i upadł. Zrobiło mu się czarno przed oczami od uderzenia o ziemię. Ocknął się, gdy coś mokrego i ciepłego dotknęło jego policzka. Otworzył oczy i zobaczył straszny pysk psa, który lizał go po twarzy. Szymon uniósł się na łokciach, a pies złapał go za rękaw kurtki i lekko pociągnął.
– Czego się czepiasz? Szukaj swojego pana! Co on sobie myśli, puszczając Cię bez smyczy i kagańca? Boże broń, żebyś nikogo nie ugryzł! Zębami… przegryzł byś gardło jak kurczakowi. – Powiedział z oburzeniem chłopiec, próbując opanować strach.
Szymon podniósł się na nogi i już miał ruszyć w dalszą drogę, kiedy pies stanął przed nim na tylnych łapach, kładąc przednie łapy na ramionach chłopaka. Jego pysk znajdował się na wysokości twarzy. Szymon czuł się tak, jakby jego nogi zrobiły się z waty. Pies lekko warknął, stanął na cztery łapy i pociągnął chłopaka za rękaw w głąb parku.
– Dokąd mnie ciągniesz?
Wtedy Szymon zauważył starego dozorcę, który wyrzucił śmieci z kosza obok ławki. Chłopak krzyknął, a staruszek podszedł do niego.
– Czego chcesz? Po co krzyczysz? Co się stało z Twoim psem?
– To nie jest mój pies! Przyczepił się! Może go znasz? W okolicy zawsze są właściciele psów, którzy wyprowadzają je na spacer. Czyj on jest? Nie chce mnie przepuścić, ciągnie mnie gdzieś.
Starszy mężczyzna podszedł do ogromnego psa, przyjrzał mu się uważnie. Pies nawet się nie poruszył.
– Dobry pies. Dobrze wychowany i wyszkolony. To na pewno nie jest kundel, ale chyba nigdy nie widziałem, żeby ktoś go tu wyprowadzał. A tak w ogóle to suczka.
Pies tymczasem złapał staruszka za rękaw i pociągnął go w ciemność parku, gdzie nie było ścieżek, ani latarni.
– Wzywa nas ze sobą! To na pewno! Nie wiem, o co jej chodzi, może ma tam szczeniaki. Powinniśmy z nią pójść i zobaczyć.
Po chwili, staruszek poszedł za owczarkiem.
– Dokąd idziesz? O, cholera! A jeśli jest to niebezpieczne? Albo jest tam stado psów? Albo… Poczekaj, pójdę z Tobą!
Obaj mężczyźni przedzierali się przez zaspy, ich stopy zapadały się, a buty były zasypane śniegiem. W tylnej części parku było ciemno, nawet światło księżyca nie mogło oświetlić ścieżki, bo niebo było zasnute chmurami. Pies pobiegł trochę do przodu, ale ciągle wracał do towarzyszy. Widać było, że się spieszy, ale jednocześnie boi się, że straci podróżnych. Wtedy, po przebiegnięciu kilku metrów, pies ponownie zaczął wściekle szczekać. Dwaj mężczyźni podbiegli i wkrótce zobaczyli dziewczynę leżącą bez ruchu na śniegu. Szymon zmierzył jej puls i okazało się, że żyła!
– Cześć, tato, chodź szybko do parku! Tak, jest tam dziewczyna, która leży nieprzytomna, ale wciąż żywa. Nie wiem, co z nią jest nie tak! Ale jest puls! – Szymon krzyknął do telefonu.
Starzec spojrzał na chłopca ze zdziwieniem i niezrozumieniem.
– Wszystko jest w normie. Chodzę do szkoły medycznej, a mój tata pracuje w pogotowiu ratunkowym, czasami zabiera mnie ze sobą, żeby poćwiczyć. Jego zespół pełni dziś służbę. Będą tu za chwilę.
Minęło niecałe dziesięć minut, gdy Szymon spotkał się z tatą przy wejściu do parku, aby zaprowadzić go do miejsca, gdzie leżała dziewczyna. Delikatnie umieszczono ją na noszach i przeniesiono do karetki. Nagle otworzyła oczy i wyszeptała.
– Proszę, zaopiekuj się Gretą, to jest mój pies, zabierz ją. Jest duża, ale niegroźna i bezbronna, jak dziecko, sama się zgubi. Dam Ci pieniądze, a klucze do domu trzymam w kieszeni. Są tam również dokumenty z adresem.
– Nie martw się, zajmiemy się nią! – Obiecał staruszek.
Karetka odjechała, a Greta siedziała obok mężczyzn i z tęsknotą w oczach patrzyła, jak zabierają jej panią.
– Cóż, chłopcze, będziesz musiał zająć się tym psem, dopóki jego pani nie wyzdrowieje. Oczywiście kocham zwierzęta i sam mam dom pełen kotów i psów. Zebrałem je wszystkie w parku, ale obawiam się, że nie będą się dogadywać.
O dziwo, pies spokojnie podążał za Szymonem. Musiał zrozumieć, że jego pani nie wróci po niego szybko. Razem przekroczyli próg nieznanego mu domu. Pies odważnie wszedł prosto do kuchni i stanął przy swojej pustej misce, najwyraźniej był głodny. Szymon znalazł w kuchni torbę z jedzeniem i wsypał więcej.
Podczas gdy Greta jadła, chłopak postanowił się rozejrzeć, po dużym, dwupiętrowym domu z przestronnymi pokojami.
– Zastanawiam się, po co samotnej dziewczynie taki duży dom? – Pomyślał Szymon.
Rozglądając się po salonie, zauważył portret na ścianie. Mężczyzna i kobieta po czterdziestce, uśmiechali się radośnie na dużej fotografii.
– Prawdopodobnie jej rodzice, ale gdzie oni byli? Może oni mogliby zaopiekować się tym psem?
Nie znalazłszy żadnych danych kontaktowych do rodziców dziewczyny, Szymon postanowił zostać w domu. Nie chciał ciągnąć tego wielkiego psa do swojego małego mieszkania!
Rano chłopiec obudził się ponownie, gdy mokry język lizał jego twarz.
– Czego chcesz? Czy chcesz iść na spacer? W takim razie, pozwolę Ci pobiegać po podwórku. Nie wiem nawet, jak Cię właściwie traktować.
Szymon uprzedził tatę, że przez kilka dni, będzie przebywał w domu dziewczyny. Oczywiście rodzic był bardzo zaskoczony, że chłopiec, który boi się psów, postanowił zostać „opiekunem” dużego owczarka. Nic na to nie można było poradzić, chłopak jest dorosły. Kilka dni później, Szymon zadzwonił do szpitala, aby dowiedzieć się, jak się czuje uratowana przez niego dziewczyna. Wiedział już, że ma na imię Laura. Wydawało mu się, że powoli się w niej zakochuje, patrząc wieczorem na jej zdjęcie.
Laura czuła się już znacznie lepiej i następnego dnia, miała zostać wypisana. Szymon postanowił się z nią spotkać, pożyczył od ojca samochód, kupił ogromny bukiet i przygotował kolację.
W domu, Laura powiedziała mu, że naprawdę mieszka sama. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, sześć miesięcy temu. Greta była ulubienicą ojca. Po jego śmierci, bardzo tęskniła za domem, odmawiała jedzenia i bała się zostać sama.
– Jest duża, ale bardzo miła i bezradna. Wcześniej mieszkała w zagrodzie na podwórku, ale zabrałam ją do środka. Łatwiej było jej radzić sobie ze stresem, a ja nie bałam się już tak bardzo zostać sama w tym wielkim domu.
Kilka dni później, Szymon wrócił do domu rodziców, aby spakować swoje rzeczy, a osiem miesięcy później, para wzięła ślub.
Jak często pomagasz nieznajomym na ulicy? Może Twoja dobroć przyniesie Ci szczęście?



