Szczęście pożyczone Anna pracowała w swoim ogródku – w tym roku wiosna przyszła wyjątkowo wcześnie…

25 marca

Dziś znowu poczułam wiosnę w powietrzu śniegi już stopniały, choć to dopiero końcówka marca. Wiem, że jeszcze pewnie przyjdą przymrozki, ale póki słońce przygrzewało, wyszłam przed dom na mojego skromnego ogródka w podkrakowskiej wsi. Zabrałam się za płot jeden przęsło zaraz się przewróci, drewutnia przecieka, zawsze jest roboty po zimie. Myślę sobie: może w tym roku kupię kurkę i prosiaczka, a może wreszcie przygarnę psa i kota. Śmieję się do siebie pod nosem na co mi to wszystko? Przecież swoje już w życiu zdążyłam.

Marzyły mi się grządki, sianie marchewki, świeża gleba pod nogami; aż zapragnęłam rzucić buty i polecieć boso po rozoranym ogródku, jak za dzieciaka na wsi u babci. Ta ziemia pachnie tak swojsko, że wszystko we mnie aż śpiewa.

Jeszcze tu pożyję rzuciłam głośno w przestrzeń. Nagle usłyszałam czyjś głos:

Dzień dobry.

Obróciłam się, a przy furtce stała dziewczynka ledwie nastolatka, maleńka, jeszcze dziecko. Płaszcz szary, buty tanie, cieniutkie rajstopy w kolorze cielistym niezbyt na tę pogodę, pomyślałam. Przemarznie zaraz, tak lekko ubrana.

Dzień dobry odpowiedziałam oschle.

Przepraszam, czy mogę skorzystać z toalety?

A proszę, idź tam na tyły, zaraz za rogiem.

Patrzyłam z ciekawością, jak biegnie po podwórku. Po chwili wróciła:

Dziękuję, uratowała mnie pani! Ja szukam mieszkania, pokoju na wynajem nie wie pani, czy ktoś nie wynajmuje tu czegoś?

Nie planowałam wynajmować, ale po co ci to?

Wolałabym mieszkać na kwaterze, nie w internacie, tam tylko piją i palą, a chłopcy chodzą bez przerwy.

I ile masz pieniędzy na ten swój pokój?

Sto złotych… tyle mam.

Wchodź do środka, młoda jesteś, zamarzłabyś. Chodźże.

Tylko jeszcze raz szybko skoczę do łazienki, mogę?

Biegnij.

Zaprosiłam ją do domu.

Jak cię zwą? zapytałam ją, gdy weszłyśmy.

Jagódka pisnęła cichutko.

Jagódka, powiadasz? No, to powiedz, po co tu przyszłaś.

Ja… ten pokój…

Nie wkręcaj mnie. Powiedz szczerze sama przyszłaś?

Sama. Pani to Anna Malinowska?

No ja.

Nie poznałaś mnie Mamo? To ja, Jagódka Twoja córka!

Usiadłam na krześle jak wryta. Twarz miałam sztywną, ale łzy pociekły nie wiadomo kiedy.

Jagódka dziecko moje szepnęłam.

A ona rzuciła się mi na szyję, płacząc jak mała.

Mamusiu! Tak Cię szukałam Pisałam listy do domu dziecka, tam się tylko śmiali i mówili, że mnie wyrzuciłaś. Ale ja, ja zawsze wierzyłam, mamusiu Nauczycielka mi pomogła taka dobra kobieta, pani Agnieszka, zrobiłyśmy razem zapytanie i znalazłam cię, mamusiu, i już jestem tutaj!

Objęłam drżącą Jagódkę, obie płakałyśmy, trzymałyśmy się mocno, jakby nas świat miał zaraz rozdzielić znowu. Nie trzeba słów, wszystko jasne.

Potem już wszystko wróciło gotowałam wodę, parzyłam koperkową herbatę, ogrzewałam dziecko przy piecu, karmiłam pierogami. Jagódka, moja córeczka, sens mojego życia.

Mam po co żyć, już zawsze. On zesłał mi ją, żeby nie było za późno.

***

Minęło trochę czasu

Mamusiu

No, córuś?

Jagódka wzięła sobie świeżutkiego drożdżowego bułeczka z kuchni. Ubrana, okrągłe policzki, jak moja lala.

Mamusiuuuu

Co znowu, sówko?

Zakochałam się.

Oho

Mamusiu, on jest naprawdę dobry. Nazywa się Rafał. Chciałby cię poznać.

No nie wiem

A w środku pomyślałam ze smutkiem: to już koniec naszych szczęśliwych dni samotnych. Pan Bóg dał, to i zabierze.

Rafał okazał się chłopakiem ze wsi, złota rączka, poważny, spokojny. Polubiłam go i już wiedziałam nie będzie mi wstyd wydać córki za takiego.

Czasy były wtedy ciężkie, nie każdemu nawet na chleb starczało, ludzie bywało, że psom lepiej karmili niż dzieci.

U nas biedy nie było ja szyłam, fabryka padła, poszłam do spółdzielni. Tam płacili nieźle, Jagódkę ładnie ubrałam, Rafałowi też się coś dostało.

Rafał nie siedział bezczynnie nowy płot, bale w domu z braćmi wymienili, stodołę naprawili, chlewik zbudowali. Dom tylko rozbrzmiewał śmiechem, zwłaszcza odkąd Jagódka się odnalazła.

Moje serce, oziębłe po próbach życia, rozmarzło. Chciałam żyć, dla nich, dla siebie, jakby nadgonić lata, których nie było.

Nocami czasem sen nie przychodził wstyd, żal za przeszłością, gryzł w duszy.

Mamo, boli cię coś?

Nie, śpij, kochanie Możesz się położyć ze mną.

Przytulałam ją mocno, całym sercem dziękując Bogu.

Wesele było cudowne, młodzi zamieszkali ze mną, dom zakwitł jak maki. Nawet na spółdzielni koleżanki zaczęły żartować z moich różowych policzków.

Anka, wnuka będziesz miała.

I rzeczywiście! Urodził się nam Staś w hołdzie mojej Mamie, Stefanii, jagódka tak zdecydowała.

Nigdy nie trzymałam niemowlaka na rękach, poza pierwszą Jagódką tyle lat temu. Teraz serce wali mi w głowie oto szczęście.

Cały świat kręci się wokół Stasia. Piękny, uroczy. A do babci przytula się najmocniej.

Rafał zaczął budowę postawił wielki dom, i dla Anny miejsce tam było, bo inaczej sobie nie wyobrażali.

Rafał z braćmi założyli firmę budowlaną, sklep ze sprzętem otworzyli. Cichutko żyją, szczęśliwie.

A tu nagle kolejna nowina: córka wnusia. Marysia! Szyłam jej sukienki, stroje jak dla księżniczki. Mała rozśmieszała nas wszystkich.

Śmiech dzieci nie milkł w naszym domu.

Wszystko mieliśmy, tylko jakoś w piersi coraz częściej paliło.

Mamo, czemu milczysz, gdzie cię boli?

Nic, kochanie moje, wszystko dobrze

Ale już za późno Lekarz tylko rozkłada ręce.

***

Jagódko czas mi iść, wybacz mi, i tak długo żyłam. Oni już dawno skreślili mnie z życia, ale ty mnie uratowałaś wtedy, córuniu.

Nie mów tak, mamo

Muszę ci powiedzieć, strasznie ciężko, nie przerywaj Ja Ja nie jestem twoją matką, Jagódko. Wybacz mi

Mamo! Nigdy tak nie mów! Nawet nie pozwalaj, żeby ktoś tak mówił! Jesteś moją mamą, słyszysz?! Moją! I niech tak zostanie.

Tak, córeczko, już nic nie powiem. W szufladzie masz mój zeszyt, dziennik Wybacz mi, Jagódko. Kocham cię, słoneczko.

Ja ciebie też, mamo. Mamusiu Mamo

***

Siedzę w jej pokoju i czytam tę starą szkolną zapisaną zeszyt. Cała mama cała jej historia. Bezwzględna, trudna, a jednocześnie radosna.

Matka surowa, Stefania, ojciec poległ na wojnie. Anka, Anusia, Anulka-kwiatuszek.

Zakochała się w chłopaku marzycielu; zabrał ją do miasta, a potem już były tylko tarapaty.

Wielka miłość, młodość, głupota, bieda. Została sama, ukochany zniknął, dom po matce ocalał, wróciła, a życie się zatrzymało.

Nie mogła mieć dzieci, zachorowała, lekarze bezradni. Chodziła do kościoła, modliła się o przebaczenie i łaskę.

Aż przyszła radość niespodziewana szansa by być mamą, choć trochę, choć udawanie. Jagódka, jej wszystko, jej światełko.

Początkowo się bała, że Jagódka odkryje prawdę nie matka, nie ta, co powinna. Ale potem przestała, po prostu żyła, uwierzyła, że zasługuje na to jak każdy.

Wybacz mi, córuś, że skradłam cię twojej matce. Takie moje szczęście wymodlone, wyproszone, skradzione

Mamusiu płaczę. Moja kochana mamusiu, mam nadzieję, że mnie słyszysz.

Ja wiedziałam prawie od razu. W domu dziecka mówili, że nie zgadzają się dane, Anna była inna. Znalazłam tę kobietę, odtrąciła mnie, wyszła za mąż, nie chciała mnie znać.

Bała się, żebym nie przeszkadzała jej rodzinie, tylko pieniądze próbowała wciskać. Uciekłam wtedy zachorowałam, miałaś mnie dzień i noc na piersi, mamusiu

Bogu dzięki, że mnie tobą obdarował. Długo Cię szukałam. Moja mama To nie pomyłka, tylko czasem na niebie lepiej wiedzą, kto komu pisany.

Jak ja mam teraz żyć bez Ciebie

Jagódko

Dajcie jej się wypłakać, matkę pochowała, nie przeszkadzajcie

***

Babciu, a babcia Ania była dobra?

Bardzo, córeczko.

A piękna?

Najpiękniejsza na świecie, Marysiu.

A kto ją tak nazwał Ania?

Nie wiem, może tata, może mama

Twój dziadek albo babcia tak zdecydowali?

Tak, moja mama lub mój tata.

A ja mam na imię po prababci? Po twojej mamie?

Tak, chciałam byś miała po niej, i tata też bardzo chciał.

A ona mnie widzi?

Na pewno, zawsze. Czuwa nad tobą.

Ja też Cię kocham, prababciu Aniu mówi dziewczynka i zostawia wianek z mleczyków na grobie prababci.

I ja Ciebie, dziecko szepcze brzoza i my Ciebie, nuci wiatr.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × dwa =

Szczęście pożyczone Anna pracowała w swoim ogródku – w tym roku wiosna przyszła wyjątkowo wcześnie…