Szczęście, kiedy za plecami rodzina
Z wojska wrócił Jakub jeszcze zdrowszy, niż gdy wychodził. Najmłodszy w dużej rodzinie, miał czterech braci, a wydawało się, że zebrał w sobie wszystko, co najlepsze od każdego z nich. Wysoki, prawie dwa metry, barczysty, z jasnymi włosami i niebieskimi oczami, które patrzyły na świat życzliwie. Zawsze gotowy pomóc, a siły też mu nie brakowało.
Minęły trzy dni, odkąd wrócił do rodzinnej wsi Podgórze, odwiedził krewnych i przyjaciół, gdy idąc ze sklepu, zobaczył Kasię. Zamarł na widok pięknej dziewczyny, choć nie była zbyt wysoka.
No proszę, jakie u nas są piękności zawołał od razu. Coś przegapiłem, czy nowe dziewczyny wyrosły?
Dzień dobry, piękna powiedział. Nie pamiętam cię, czyja jesteś córka?
Dzień dobry, jestem córką mamy i taty zaśmiała się. Oczywiście, że nie pamiętasz, nie jestem stąd.
Jakub, a ty?
Kasia, Kasia Nowak odpowiedziała. Jestem nauczycielką w podstawówce, od roku tu mieszkam.
A ja właśnie wróciłem z wojska.
Długo stali i rozmawiali, jakby znali się od zawsze. Sąsiedzi już na nich zerka, pewnie już ich swatali. Na wsi to szybko A Jakub z Kasią naprawdę się polubili, tak że nie chciało im się rozstawać.
Wieczorem Jakub nie mógł przestać myśleć o pięknej Kasi.
Mamo, a gdzie mieszka ta nowa, Kasia, co dzieci uczy?
Matka spojrzała na niego zdziwiona.
Dano jej domek po babci Mariannie, dawno już nie żyje, ale dom jeszcze solidny. Tam się Kasia urządziła. A co, podobała ci się? Gdzieś już ją zauważyłeś?
Zauważyłem i zdziwiłem się odparł Jakub i już miał iść.
Od tamtej pory zaczęli się spotykać, rozmawiać, aż w końcu Jakub oświadczył się Kasi, a ta się zgodziła. Wesele huczało na całą wieś. Wiele dziewczyn miało do niego żal.
Czemu ożenił się z przyjezdną? U nas też przecież pełno ładnych dziewczyn!
Ale z czasem się przyzwyczaili, zwłaszcza że Kasia uczyła dzieci i szanowali ją za to. Dzieci ją kochały, rodzice też.
Jakub zamieszkał z Kasią w domu jego rodziców żył już jeden z braci z rodziną, więc miejsca brakowało. On sam był złotą rączką, wszystko mu wychodziło, a siłę miał niemałą.
Kasieńko, dobuduję coś do domu, za ciasno nam, a jeszcze dzieci będą dzielił się planami. Zamówię materiały, zabiorę się do roboty.
Żona go wspierała. W kilka lat Jakub postawił dom, jakiego cała wieś mogła pozazdrościć. Sam był krzepki, taki i dom zbudował. Kasia tylko się cieszyła. Żyli zgodnie. Czas mijał, ale jedno ciągle ich martwiło nie mieli własnych dzieci. Kasia uwielbiała dzieci, całe serce oddawała uczniom, ale swoich nie było.
Dlaczego nie mogę zajść w ciążę? myślała często. A nuż Jakub mnie zostawi, tak bardzo chce dzieci, a dom już gotowy.
Dlaczego nie mamy dzieci? zastanawiał się Jakub. Może to przeze mnie? A nuż Kasia odejdzie?
Oboje się martwili, ale do lekarza nie poszli może bali się diagnozy, a może wciąż mieli nadzieję. A czas płynął. Kasia miała już trzydzieści lat, mąż był dwa lata starszy. Pewnego dnia w telewizji zobaczyła reportaż o adopcji. Wtedy wpadła na pomysł.
Może weźmiemy dziecko z domu dziecka? Będzie nasz syn. Dlaczego akurat syna? Nie wiem. Tylko jak na to zareaguje Jakub? Może nie zechce? W końcu to nie jego krew
Długo się wahała, ale przy kolacji w końcu powiedziała:
Jakub, a może adoptujemy dziecko?
Mąż aż się zakrztusił, odchrząknął, a potem odpowiedział:
Kasieńko, czytasz mi w myślach. Sam o tym myślałem, ale nie wiedziałem, jak to powiedzieć. Ale wierzyłem, że zrozumiesz.
Boże, Jakub, tak się cieszę! rzuciła mu się na szyję.
Gdy dowiedzieli się wszystkiego o domu dziecka, pojechali do miasta. Placówka stała za wysokim płotem, niedaleko szpitalu. W końcu weszli do gabinetu dyrektorki, wcześniej dowiedziawszy się, jak ma na imię.
Dzień dobry, Pani Danuto przywitali się grzecznie.
Dzień dobry, siadajcie. Rozumiem, że rozmowa potrwa.
Pani Danuta wszystko dokładnie wyjaśniła, wypytała też o nich samych, o dokumenty, które muszą przygotować. Rozmowa była długa dyrektorka chciała poznać, z kim ma do czynienia.
W końcu zaproponowała:
Chodźcie, pokażę wam dzieci.
Dzieci nie było wiele. Kasi spodobał się siedmioletni chłopiec, trochę nawet podobny do Jakuba tak samo krzepki, niebieskooki. Jakub też od razu go zauważył. Pani Danuta, śledząc ich spojrzenia, zrozumiała. Szepnęła im cicho:
Piotrek ma jeszcze młodszego brata, Wojtusia. Nie możemy ich rozdzielać.
Kasia od razu poczuła, że te dzieci są już prawie ich. Spojrzała na męża pełna nadziei, a ten uśmiechnął się ledwo zauważalnie, ale ona wiedziała, co to znaczy. W gabinecie pani Danuta powiedziała:
Po waszych minach widzę, że nie macie nic przeciwko wzięciu obu chłopców?
Tak odpowiedzieli równocześnie.
Cieszę się, ale rozumiecie, że dzieci to nie drzewa potrzebują troski, miłości, cierpliwości. To ciężka praca. Ale wam chyba nie muszę tłumaczyć uśmiechnęła się. Przecież sama jesteś nauczycielką.
Tak, rozumiem odparła Kasia. Teraz, patrząc na te dzieci, widzę, jak bardzo potrzebują miłości. Jak roślina bez wody.
Piotrek i Wojtuś w końcu trafili do domu, po papierach, rozmowach, formalnościach. Chłopcy byli szczęśliwi. Piotrek chodził do pierwszej klasy i po weekendzie dumnie maszerował do szkoły z mamą. Nie było nawet dyskusji, jak mają ich nazywać. Starszy brat od razu powiedział:
Wojtek, to nasza mama i tata. A tamten podskakiwał z radości, klaszcząc w dłonie: Mama i tata!
Jakub i Kasia patrzyli na nich ze wzruszeniem, a mężowi nawet oczy zwilgotniały. Żona to zauważyła i pomyślała:
Jakub będzie najlepszym tatą. Widać, jak kocha dzieci. A o sobie nie miała wątpliwości.
Czas leciał szybko, chłop



