Szczere Rozmowy

Znów zbliżał się Nowy Rok. W całym Krakowie panował gwar, w centrach handlowych było ciepło i jasno, ludzie krzątali się między półkami, próbując zdążyć z przedświątecznymi zakupami. Wszędzie rozbrzmiewała ta sama świąteczna piosenka, którą każdy słyszał już milion razy.

A dla Kingi nie było w tym radości. Ten rok był dla niej i jej matki, Wandy, wyjątkowo trudny. Uczyły się żyć bez ojca. Kinga nie mieszkała już z rodzicami była dorosła, zamężna, miała dziesięcioletniego syna, Dominika.

Rok temu, tuż przed świętami, odszedł jej tata. Kinga czuła się tak źle, że nawet nie od razu zrozumiała, jak ciężko musi być matce.

Andrzej Kowalski był troskliwym, dobrym mężem i ojcem. Wykładowca ekonomii na uniwersytecie odnosił się z życzliwością do każdego studenta. Mówił często:

To przecież moi uczniowie, nigdy na nich nie krzyczę. A oni odwzajemniają się tym samym. Przez tyle lat nauczania nie miałem ani jednego konfliktu. Były pytania, ale zawsze razem znajdujemy odpowiedź. Oni zadowoleni, ja też.

Tak, tato, wszyscy mówią o tobie z szacunkiem przytakiwała córka.

Andrzej uwielbiał stare filmy, śmiał się głośno, serdecznie. Kiedy Kinga była mała, często chodzili razem na spacery. Jeździli też do kina, do parku, na wakacje zawsze we troje.

Kinga widziała, jak ojciec delikatnie traktował matkę, dlatego też szukała męża na jego podobieństwo. I udało się była zadowolona ze swojego wyboru. Po ślubie zamieszkali w mieszkaniu, które podarowali im rodzice.

Wszystko było dobrze. Ale trzy lata temu u Andrzeja nagle zdiagnozowano raka. Wanda z córką były w szoku, lecz on je uspokajał.

Nie martwcie się, moje dziewczyny, tak łatwo się mnie nie pozbędziecie żartował, choć w jego oczach było już tylko zmęczenie.

A rok później go zabrakło.

*Nie przeżyję bez niego*

Zawsze będę pamiętać stuk zamarzniętej ziemi na trumnie, szloch matki, smutny dźwięk talerzy na stypie myślała czasem Kinga.

Teraz żyła w ciągłym strachu o matkę. Gdy wróciły do pustego mieszkania po pogrzebie, Wanda, nie rozbierając się, weszła do pokoju i powoli osunęła się w fotel, w którym zawsze siedział jej mąż. Milczała, wpatrzona w jeden punkt. Kinga też nie miała słów była złamana tym cierpieniem.

Nie dam rady usłyszała słowa matki.

Podeszła i przykucnęła przed nią, obejmując jej zimne dłonie.

Czego nie dasz rady, mamo?

Wanda spojrzała na córkę, jakby nie rozumiejąc pytania, i szepnęła:

Żyć bez niego. Nie potrafię.

Dopiero wtedy Kinga zrozumiała, że choć jej jest ciężko, matce jest jeszcze gorzej.

*Czekała, aż ból minie*

Minął dokładnie rok. Wanda i Kinga uczyły się żyć bez Andrzeja. Kinga powoli oswajała się z tym, że nie usłyszy już głosu ojca przez telefon. Kiedyś, przychodząc do rodziców, zawsze widziała znajomą, siwiejącą głowę w starym fotelu naprzeciwko telewizora jego ulubione miejsce. Teraz go tam nie było. Teraz została tylko pustka i ból. Czekała, aż ten przeszywający ból osłabnie, ale dołączył do niego strach o matkę.

Boże, tylko niech mama sobie poradzi myślała Kinga, budząc się w nocy. Ta myśl towarzyszyła jej wszędzie.

Wtedy brała telefon i dzwoniła do matki nie w nocy, ale rano, w dzień, wieczorem. Bała się o nią rozpaczliwie.

Kinga, nie dręcz się tak uspokajał ją mąż, Marek. Spójrz na siebie, masz przemęczone oczy, schudłaś, jesteś niespokojna. Z mamą wszystko będzie dobrze. Jeszcze za mało czasu minęło, ale uwierz mi, odnajdzie siebie.

Może masz rację, Marku. Ale za każdym razem, gdy patrzę na mamę, boję się. Zmieniła się nie do poznania, stała się taka cicha. O czym tak ciągle myśli? Trzeba ją zaprosić do nas.

Kinga zadzwoniła. Matka odebrała ledwie słyszalnym głosem.

Tak, córeczko

Mamo, przyjedź do nas. Dzisiaj sobota, pójdziemy z tobą i Dominikiem do parku. Nie siedź sama.

Nie, córko, dziękuję. Nie chce mi się wychodzić, a tym bardziej jechać. Zresztą nie jestem sama w myślach zawsze jestem z tatą.

Właśnie w myślach. Chcę cię od nich oderwać. Przyjedź namawiała Kinga, ale matka odmówiła.

Odłożyła telefon i spojrzała na Marka.

Jak ją stąd wyciągnąć? Kiedy do niej przychodzę, też nie chce wychodzić, woli rozmawiać w domu.

Cierpliwości, Kinga, cierpliwości. Trzeba dać czas.

*Rozterki*

Dziś mijał rok od śmierci Andrzeja, za dwa dni Nowy Rok. Życie toczyło się dalej. Kinga od rana dzwoniła do matki, ale ta nie odbierała. Spróbowała jeszcze raz i jeszcze raz. Telefon dzwonił, lecz Wanda nie odpowiadała. Kinga przestraszyła się. To było niezwykłe matka zawsze odbierała.

Porwała kluczyki i wybiegła z domu. Wpadła do klatki schodowej z sercem w gardle.

Boże, tylko niech nic się nie stało szeptała, otwierając drzwi swoim kluczem.

*Znów i znów czytała ten liścik*

Gdy weszła do mieszkania matki, od razu poczuła, że coś jest nie tak. Cisza, porządek. Na kuchennym stole leżał liścik: *Moja kochana córeczko, wiesz, jak bardzo cię kocham. Nie chcę, byś cierpiała. Cokolwiek się stanie, pamiętaj kocham cię ponad wszystko.*

Kinga złapała się za krawędź stołu i osunęła na krzesło. Nogi stały się jak z waty, myśli wirowały, nie mogła zebrać ich w całość. W oczach robiło się ciemno. Czytała i czytała, choć litery tańczyły przed nią.

Zawsze tak jest czego się boisz, to się dzieje pomyślała w końcu.

Spojrzała na filiżankę na stole herbata jeszcze nie wyschła.

Więc mama dopiero co wyszła, może jeszcze nic się nie stało zrozumiała i znów porwała klucze.

Wypadła na klatkę schodową, próbując zebrać myśli.

Gdzie mogła pójść? Może do sklepu, ale ten list

Nie wypuszczając telefonu, dzwoniła wciążKinga wreszcie znalazła Wandę w parku, siedzącą na ławce pod ich ulubionym kasztanem, trzymającą w dłoniach stary rodzinny album, a gdy matka podniosła wzrok pełen łez i uśmiechnęła się słabo, córka zrozumiała, że choć ból nie minął, to od dziś będą go dzielić na dwoje, tak jak dzieliły wszystko od zawsze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć − 3 =

Szczere Rozmowy