Kiedy mój mąż był jeszcze młody, rozkręcił lukratywny biznes, który funkcjonuje do dzisiaj i ma się naprawdę dobrze.
Nasz syn Paweł nie chciał iść w ślady ojca i przejąć jego biznesu, tylko chciał podążyć swoją drogą. Poszedł na studia dziennikarskie i zaczął budować swoje życie oraz karierę zawodową. Od początku wspierałam mojego syna we wszystkim i byłam pewna, że sobie dobrze poradzi.
Kilka lat temu Paweł się ożenił. Mimo tego, że miał wielkie ambicje, nie był w stanie zapewnić ani sobie, ani swojej ukochanej wysokiego standardu życia, którego oboje chcieli.
Synowa wiedząc o rodzinnym biznesie, wielokrotnie nakłaniała syna, aby ten poprosił mnie o pomoc w zakupieniu mieszkaniu. Jednak syn jest nie tylko ambitny, ale i uparty, więc za każdym razem odpowiadał jej, że wszystko osiągnie sam, podobnie jak jego ojciec i nie będzie się nikogo o nic prosił. Synowa jednak też była z tych upartych i się nie poddawała.
Wzięła pożyczkę na zakup samochodu mimo, że ich sytuacja finansowa nie była stabilna. Kiedy okazało się, że odsetki od pożyczonej kwoty rosną, a ona nie jest w stanie tego spłacić, bo opłaca z synem na pół wynajmowane mieszkanie, syn w końcu poprosił mnie o pomoc. Zapytał, czy na jakiś czas mogą się do mnie wprowadzić. Mówił, że to potrwa maksymalnie kilka miesięcy, a potem znowu coś wynajmą. Oczywiście nie odmówiłam synowi i teraz mam za swoje 0 mieszkają u mnie ponad rok i nie widzę dużej szansy na to, aby to miało się zmienić.
Widzę, że tylko Paweł jakoś próbuje wykaraskać się z tych problemów finansowych, a synowa w ogóle się nie stara.
Zamiast sprzedać samochód, zamknąć kredyt i wyprowadzić się do wynajmowanego mieszkania, ona prosto w twarz powiedziała mi, że muszę kupić im mieszkanie, bo inaczej się nas nie pozbędzie. W końcu według niej te pieniądze z rodzinnego biznesu po prostu im się należą i koniec!
W ogóle nie słucha mojego syna i robi to co chce. Boję się tylko, że zostaną już tutaj na zawsze. Jak można być tak bezczelnym?!



