Synowa znosiła teściową i do czego to doprowadziło
Bliźniaczki?! wymsknęło się z ust Jadwigi Nowak.
Kobieta starała się ukryć swoje niezadowolenie, choć szło jej to opornie. Małgorzata dobrze wiedziała, że od teściowej niewiele można się spodziewać szczerości. Jadwiga nigdy jej nie polubiła, zawsze twierdziła, że nie jest odpowiednią żoną dla jej syna. Choć wszyscy dookoła mówili coś wręcz przeciwnego że to jej Adam miał szczęście, że trafił na taką dziewczynę.
Małgorzata była bowiem sympatyczna i wykształcona; w wieku dwudziestu trzech lat ukończyła ekonomię i całkiem nieźle sobie radziła, pracując w prywatnej sieci klinik w Poznaniu. Owszem, pochodziła z mniejszego miasta jej ojciec kierował tam fabryką, a matka wykładała na lokalnej uczelni. Nie sposób więc było stwierdzić, że Małgorzata była osobą niewykształconą czy nieobyczajną. Ale Jadwiga i tak miała ją za zwyczajną prostaczkę.
No to gratuluję! Szczęście! Podwójne szczęście! mruknęła kobieta.
Wcale jednak nie zamierzała brać udziału w tym szczęściu. Ciąża Małgosi była bardzo trudna, lekarze stwierdzili zagrożenie poronieniem, potem groźbę przedwczesnego porodu. Małgorzata ciągle lądowała w szpitalu, leżała na podtrzymaniu. Adam odwiedzał ją niemal codziennie, ale Jadwiga, choć mieszkała dwie ulice dalej w Poznaniu, nie pojawiła się ani razu.
Na wyjście Małgosi z dziećmi ze szpitala też nie przyszła. Adam ją prosił, lecz przez pierwsze sześć tygodni również się nie pojawiła.
Nie można! A jak im coś przyniosę?! Najpierw muszą się wzmocnić, wtedy poznam je jako babcia.
Dziewczynki miały już trzy miesiące, gdy Małgorzata przypadkiem natknęła się na teściową pod sklepem spożywczym. Jadwiga wykrzywiła usta w uśmiechu i przez zaciśnięte zęby spytała:
No, jak tam dziewczynki?
Małgosia uśmiechnęła się szczerze.
Właśnie idziemy na spacer. Wózek ogromny, ale co zrobić? Dzieci muszą mieć powietrze!
Jadwiga kiwnęła głową, już chciała odejść, gdy zobaczyła dawno nie widzianą znajomą. Ta machała do niej ręką i szła w ich stronę.
Jadziunia, witaj! To twoje wnuczki?
Ano, Halinka Skarby moje.
Małgorzata znała Halinę Majewską. Nieśmiało się przywitała.
Od razu dwie! Małgosiu, jak ty dałaś radę?! Taka drobna jesteś!
Małgosia to bohaterka! potwierdziła ochoczo Jadwiga.
Młoda matka patrzyła na teściową zdumiona. Jeszcze minutę temu ta najchętniej uciekłaby od wnuczek, teraz grała rolę kochającej babci. Halina z Jadwigą trajkotały o tym, że bliźniaczki to szczęście, że Małgosia świetnie sobie radzi, ale Jadwiga dużo pomaga Małgorzata słyszała o sobie takie rzeczy, że aż odebrało jej mowę. Gdy wreszcie Halina przypomniała sobie, że idzie do banku, pożegnała się i poszła.
Jadwiga jeszcze przez kilkadziesiąt sekund stała, po czym jej błogi uśmiech zgasł. Pożegnała się chłodno i oddaliła.
Wieczorem Małgorzata opowiedziała Adamowi tę historię. Ten tylko wzruszył ramionami.
Gosiu, to moja matka, nie wiem, czego oczekujesz. Z nami było to samo! Niby mówiła, że siedzi ze mną nad lekcjami po nocach, a sama śmigała oglądać seriale i nie zaglądała do zeszytu. Niby z Elką biegała na spacery, bo to dla zdrowia, a naprawdę siedziała przed lustrem i malowała paznokcie, a siostrę wyprowadzałem ja Olej to, proszę cię.
Małgosia słyszała te historie już setki razy, a i tak nie przestawało ją zdumiewać, że i ją to dotyka.
***
Mijały lata, a Jadwiga nie zmieniała podejścia do syna, synowej i wnuków. Aż pewnego dnia nieszczęście wychodząc z taksówki, upadła i złamała nogę. Wtedy wpadła na pomysł:
Wprowadzę się do was! oznajmiła Małgosi i Adamowi.
Spojrzeli na siebie i już wiedzieli, czym to się skończy. Nie umieli jednak odmówić.
W ich domu zaczęło się piekło. Musieli przenieść się z sypialni do pokoju dzieci, by babcia mogła spać wygodnie. Potrzebowała gotowania, sprzątania, kąpania, przynoszenia zakupów.
Dziewczynki miały dwa i pół roku. Małgosia próbowała wrócić do pracy choćby na pół etatu, więc zapisała je do przedszkola. Każde poranne wyjście to była walka: płacz, protesty, szarpanina wszystkie dzieci na świecie nie chcą porzucać ciepłego łóżka dla dorosłego świata.
Pewnego ranka, już przy samym wyjściu, Adamowi zadzwonił telefon:
Mamo? Po co dzwonisz, jesteś w pokoju obok!
Nie mogę wstać, nogę mam złamaną
Ale masz kule
Adam, nie przerywaj! To, co powiem, mogę mówić leżąc!
No, szybko, mamo
Nie podoba mi się, że robicie rano tyle hałasu! Nie mogę spać, latacie, trzaskacie drzwiami, a wasze dzieci nie zamykają buzi!
Adam aż poczerwieniał ze złości. Podszedł do drzwi, otworzył je szeroko i krzyknął:
Chcesz spokoju? To może zostawimy ci dzieci na całe dnie?!
Jadwiga oniemiała z przerażenia. Niedługo potem sama wyniosła się z ich mieszkania, nie czekając nawet na zdjęcie gipsu. Adam nie był przejęty, ale Małgosia miała wyrzuty sumienia; nie chciała, by mąż kłócił się z matką, ale co tu jeszcze można było zrobić?
***
Małgosia w piątki pracowała na pół etatu. Odbierała dziewczynki, robiły razem zakupy, jadły smakołyki i oglądały bajki na projektorze. Ten piątek niczym się nie różnił poduszki na dywanie już leżały, film się rozkręcał, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
Otworzyła na progu stała Jadwiga, trzymając za rękę Piotrusia, syna swojej córki.
Jadwigo, co się stało?
Elka mi go zostawiła do wieczora, ale ja muszę pilnie coś załatwić! Posiedzisz z nim półtorej godzinki? Proszę!
Małgosia oniemiała. Piotruś był pół roku młodszy od dziewczynek, cichy i spokojny, więc uśmiechnęła się i kucnęła przed nim.
Piotrusiu, pobawisz się z nami?
Skinął głową nieśmiało. Gdy Małgosia spojrzała w górę, Jadwigi już nie było, zniknęła w windzie.
Na kiedy mam cię oczekiwać?
Dwudzieścia minut, góra dwie godziny!
Nie pożegnała się ani z synową, ani z wnukiem.
***
Adam pojawił się w domu około siódmej wieczorem. Widząc Piotra, chrupał kotleta przy kuchennym stole, był zaskoczony.
Cześć, młody! Co tam? W odwiedziny przyszedłeś? A gdzie Elka?
Małgosia westchnęła ciężko. Nie chciała być znowu źródłem konfliktów, ale jak tu tego nie wyjaśnić?
Twoja mama go przyprowadziła. Na dwie godzinki Zniknęła, nie wraca
A kiedy się te „dwie godzinki” zaczęły?
Około piątej
Adam spojrzał na żonę.
Gdzie jest Elka?
Nie pisałam do niej Nie chciałam matki podkopać. Elka jej zaufała.
Adam zbladł.
Gosiu, jesteś złota Ale to chore! Mama przynajmniej powiedziała, dokąd idzie?
Małgosia pokręciła głową. Adam zadzwonił do siostry i wyjaśnił, gdzie jest Piotrek. Elka obiecała zaraz przyjechać.
***
Było już po wpół do dziewiątej. Dzieci bawiły się w pokoju, Małgosia, Adam i Elka siedzieli w kuchni.
No ile będziemy mamę czekać? Dzieci trzeba już położyć
Gosiu, raz pójdą spać później. Ale z mamą trzeba to załatwić.
Ledwie Adam dokończył zdanie, ktoś zadzwonił do drzwi. Małgosia poszła otworzyć.
No, zabieram Piotrka! oznajmiła radośnie Jadwiga.
Małgosia przełknęła ślinę; zza jej pleców pojawili się Elka i Adam.
Mamo, w porządku u ciebie z sumieniem?
Jak wy się zwracacie do matki?!
Mamo! Nie zmieniaj tematu! To TOBIE powierzyłam Piotra! Nie Małgosi Co ty wyprawiasz?
Jadwiga roześmiała się krótko.
Co za różnica, Elu? Ma swoich dwoje, radzi sobie z dziećmi. A ja mam swoje sprawy!
Adam zrobił krok do przodu.
Mamo! Jakie sprawy? To bezczelność! Chociaż zapytałaś? Może żona też by chciała mieć chwilę dla siebie?!
Boże, o czym tu pytać!
Adam nie odpuszczał:
Gdzie byłaś?
Wtedy Elka zaśmiała się nerwowo.
Na pewno u fryzjera, rano miałaś inne włosy, a potem pewnie manicure rano lakier był czerwony, teraz różowy
Jadwiga się zmieszała, ale nic nie odpowiedziała.
W ogóle ci nie wstyd?! powtórzył Adam.
Milczała, patrzyła tylko na dzieci.
Raz na tysiąc lat ktoś cię prosi o pomoc, a ty zwalasz wnuka na moją żonę?! Może ona też chce iść do salonu czy do fryzjera?!
Wtedy Jadwiga aż poczerwieniała ze złości, chciała postawić wszystkich do pionu.
Jezus Maria, Adam! Jaka jej fryzura, jakie lakiery?! Przecież to wiejska dziewucha z Pcimia! Była i będzie!
Nastała cisza. Po chwili huknęło donośne:
Wynocha!
Adam złapał matkę pod ramię, wyprowadził ją za drzwi i zamknął je mocno za sobą. Gdy podniósł wzrok, po policzkach Małgosi płynęły łzy, a on i Elka rzucili się ją pocieszać.
Małgosi było przykro i bolało ją serce. Ale widząc, że nawet własne dzieci nic dla Jadwigi nie znaczą, czuła przynajmniej coś na kształt ulgi że to nie jej wina. Chciała być dobrą synową, ale są ludzie, którym nigdy nie dogodzisz.
Od tamtej pory kontakty z teściową niemal zamarły. Adam i Elka czasem w czymś matce pomogli, ale generalnie Jadwiga nie brała udziału w życiu rodziny. Długo była obrażona na syna, lecz chęć „bycia przy dzieciach” w końcu zwyciężyła próbowała się pogodzić. Lecz wnukom nigdy nie pomogła.
Tylko raz, przeglądając wiadomości, Małgosia zobaczyła w statusie teściowej zdjęcia wszystkich trojga wnuków i podpis: „Z okazji Dnia Babci dla wszystkich, którzy wychowali wnuki!” Małgosia uśmiechnęła się gorzko, a Adam z Elką wieczorem ostro wyśmiali matkę. Małgosia wiedziała, że nie powinna się śmiać, ale nie potrafiła się powstrzymać.



