– Synku, rozumiesz, że zawiedliście całą rodzinę? – oburzyła się Danuta Nowak. – Jak mamy przygotować stół w ciągu czterech godzin?
– Monika – odezwał się zawstydzony mąż – chyba znów przyjdzie nam spędzić Sylwestra u nas w domu.
Kobieta, która w tym czasie stroiła choinkę, zastygła z bombką w ręce.
– Przecież się umawialiśmy, że więcej żadnych wspólnych świąt w naszym domu – powiedziała przez zęby Monika. – Mam dość tych poprzednich ceremonii.
– Mama powiedziała, że mamy duży dom i tylko tutaj zmieści się cała rodzina – rozłożył ręce Piotr i usiadł na kanapie. – Co miałem jej odpowiedzieć?
– Przynajmniej to, że nie potrzebujemy tej rodziny – kobieta groźnie spojrzała na męża. – To znaczy, znowu muszę biegać po sklepach, gotować dla całej tej ferajny, słuchać ich krytyki przy stole, że sałatka za słona albo za kwaśna, a potem jeszcze, gdy już się wyszaleją, sprzątać kałakał w całym mieszkaniu?
Od trzech lat Piotr miał w zwyczaju spełniać życzenia matki i zapraszać wszystkich krewnych do domu, który z Moniką wybudowali.
– Wiesz, że jesteśmy zżyci i przyzwyczajeni do wspólnego spędzania świąt. Nie moja wina, że u was tak nie jest. Wszyscy siedzą w swoich norach jak myszy i pojawiają się tylko na kilka godzin – z wyrzutem powiedział mężczyzna.
– Mówiłam ci, że więcej nie będę w tym uczestniczyć? – z wyzwaniem zapytała kobieta.
– Mówiłaś…
– To rób wszystko sam! – oświadczyła Monika mężowi. – Koniec, Piotr! Mam nadzieję, że mnie usłyszałeś! Nie kiwnę palcem, żeby ci pomóc!
– Zrobię – prychnął mężczyzna. – Rozdmuchujesz problem z niczego. Dodajesz tylko niepotrzebnego dramatyzmu.
– Świetnie! Skoro wszystko jest dla ciebie takie proste, działaj! – wykrzyknęła kobieta. – Poczujesz na własnej skórze, co to znaczy. Myślę, że po dzisiejszym dniu stracisz ochotę na święta z rodziną.
– Na darmo – uśmiechnął się mężczyzna, chcąc podrażnić żonę – nie ma się z czego męczyć. Trzeba tylko ugotować. Nie robię z tego tragedii jak ty.
– Zobaczymy. Nie mów hop, póki nie przeskoczysz – sucho odpowiedziała Monika i kontynuowała strojenie choinki.
Resztę dnia Piotr przeleżał na kanapie. Kobieta ukradkiem zerkała na zrelaksowanego męża i zastanawiała się, z czego zamierza przygotować noworoczny stół.
Piotr zadał sobie to samo pytanie dopiero następnego ranka. Mężczyzna zajrzał do lodówki i zaskoczony zagwizdał:
– A co, konserwy się skończyły?
– Nie – obojętnie odpowiedziała Monika. – Kurczaka też nie ma. Właściwie, jak i wszystkiego innego.
– Żartujesz?
– Nie. To ty gotujesz, więc powinieneś był tym się zająć już wczoraj. Z tego, co pamiętam, nie ma w tym nic skomplikowanego. Tak mi przynajmniej powiedziałeś wczoraj – przypomniała Monika o słowach męża.
– Oczywiście, nic skomplikowanego. Pędzę szybko do sklepu – ironicznie odpowiedział Piotr i zaczął się zbierać.
Wrócił dopiero po dwóch godzinach. Zdenerwowany i spocony, rzucił torby na podłogę w kuchni.
– Tłum ludzi! Tyle czasu stałem w kolejce – zirytowany powiedział Piotr – ale chyba wszystko kupiłem!
Wkrótce jednak przekonał się, że się grubo mylił. Prawie połowa z planowanych zakupów została w sklepie.
Znowu musiał wszystko rzucić i jechać ponownie. Tym razem wrócił do domu wściekły, uświadamiając sobie, że nic nie zrobił, a spędził całe przedpołudnie w supermarkecie.
– Muszę chwilę odpocząć – warknął Piotr i osunął się na kanapę.
Około dwóch godzin przeleżał przed telewizorem, a potem niechętnie ruszył do kuchni.
Jego wcześniejszy zapał jak ręką odjął. Grzebiąc się w produktach, zerkał na żonę, licząc na to, że zaproponuje swoją pomoc.
Monika postanowiła być nieugięta. Chciała, by Piotr poczuł na własnej skórze, co to znaczy gotować dla wielkiej rodzinki.
Żeby nie rzucić się na pomoc mężowi, przypomniała sobie jego słowa, że gotowanie nie wymaga specjalnego wysiłku i trudu.
Uświadomiwszy sobie, że Monika nie kiwnie palcem, Piotr zaczął kroić sałatki i piec kurczaka.
Robił wszystko tak wolno, że do szóstej wieczorem udało mu się przygotować tylko część zaplanowanych potraw.
– Cholera, za cztery godziny wszyscy przyjdą, a u mnie nic nie gotowe – z rozpaczą westchnął mężczyzna i rzucił ręcznik na podłogę. – Nie chcę już niczego! Żadnego nastroju nie mam, i Nowy Rok też niepotrzebny! Położyłbym się teraz na kanapie i leżał bez stopy!
Monika pytająco spojrzała na Piotra, oczekując, że w końcu przyzna, że gotowanie to ciężka praca.
Jednak zauważając jej przenikliwy wzrok, mężczyzna podniósł ręcznik i kontynuował przygotowywanie potraw.
Monika wzięła z lodówki mandarynki i poszła do salonu oglądać programy noworoczne.
Tym razem Piotra wystarczyło na krótko. Po pół godzinie wpadł do salonu, chwycił telefon i zaczął dzwonić do matki.
– Sylwester odwołany! – oświadczył mężczyzna z przekonaniem. – Nasza kuchenka się spaliła, a Monika skręciła nogę i nie może gotować. Poszukajcie innego miejsca na świętowanie, dopóki nie jest za późno, zadzwonię teraz do innych krewnych.
Kobieta zakrztusiła się, słysząc słowa męża o tym, że świętowanie w ich domu odwołane.
– Synu, rozumiesz, że wszystkich nas wystawiliście? – oburzyła się Danuta Nowak. – Gdzie teraz w ciągu czterech godzin zdążymy przygotować stół?
– Mogę przekazać trochę przystawek. Coś już zostało zrobione…
– Poradzimy sobie! – zezłoszczona odpowiedziała kobieta i odłożyła słuchawkę.
Ani Danuta Nowak, ani inni krewni nie dzwonili już więcej. Wszyscy byli obrażeni na Monikę i Piotra za zepsutego Sylwestra.
Para spędziła święto we dwójkę, skromnie jedząc to, co udało się przygotować gospodarzowi domu. Dla Moniki było to najlepsze święto od kilku lat.
– Nigdy więcej nie zgodzę się na święta u nas – zrzędził mężczyzna. – Biegać, męczyć się, a potem oni przychodzą na wszystko gotowe i jeszcze się złoszczą.
Jednak rodzina sama przestała proponować obchodzenie uroczystości w domu Piotra i Moniki.
– Na nich nie można polegać – za każdym razem wspominała zepsutego Sylwestra Danuta Nowak.



