Syndrom wiecznie odkładanej życia…
Wyznanie 60-letniej kobiety
Barbara:
W tym roku stuknęła mi sześćdziesiątka. Wyobraź sobie, nawet telefonicznie nikt z rodziny nie złożył mi życzeń z okazji urodzin.
Mam córkę i syna, wnuka oraz wnuczkę, no i byłego męża ten też gdzieś tam jest. Córka, Agnieszka, ma czterdziestkę, syn, Tomasz, jest pięć lat młodszy. Oboje żyją i mieszkają w Warszawie, każde po studiach na renomowanych uczelniach. Mądrzy, zaradni, córka jest żoną wpływowego urzędnika, syn ożenił się z córką znanego warszawskiego przedsiębiorcy. Mają i własne mieszkania, i powodzenie w pracy, swoje interesy, oprócz etatów. Niczego im nie brakuje.
Były mąż odszedł, gdy Tomek skończył studia, narzekał, że ma dosyć życia w takim tempie. Chociaż sam pracował spokojnie na jednym stanowisku, wolne spędzał z kolegami albo przesiadywał na kanapie, na wakacje jeździł do rodziny na Pomorze. Ja od lat nie brałam urlopu, a jednocześnie łapałam trzy fuchy naraz na etacie jako inżynier w zakładzie, po godzinach sprzątająca w administracji, a w weekendy pakowałam towar w pobliskim Biedronce od ósmej do dwudziestej, plus porządkowanie zaplecza. Dla dzieci szło wszystko, Warszawa to drogie miasto, a studia w renomowanych uczelniach kosztują. No i ubrania, jedzenie, trochę atrakcji.
Nauczyłam się nosić stare ubrania, często coś przerabiałam, a buty wielokrotnie kleiłam. Zawsze schludna, czysta, to mi wystarczało. Moja rozrywka, to były sny czasem widziałam siebie młodą i roześmianą.
Gdy tylko mąż się wyprowadził, od razu zmienił auto na nowe, drogie, prestiżowe. Musiał sporo odłożyć. Nasz związek był w sumie dziwny wszystkie wydatki spadały na mnie, poza czynszem. Czynsz to był jedyny jego obowiązek.
Mieszkanie mam po babci, porządna stara kamienica z wysokimi sufitami. Dwa pokoje przerobione na trzy. Była tam komórka, 8,5 metra, z oknem wyremontowałam ją na cacy, weszło łóżko, szafa, półki. Mieszkała tam córka. Ja z synem w jednym pokoju w sumie byłam w domu tylko na noc. A mąż sypiał w salonie. Gdy Agnieszka wyjechała do Warszawy, zajęłam jej miejsce w komórce. Tomek został w pokoju.
Z byłym mężem rozstaliśmy się spokojnie bez awantur, bez podziału majątku, bez pretensji. On chciał żyć, a ja byłam już tak wykończona, że poczułam ulgę Mogłam nie gotować obiadu, nie prać jego rzeczy, nie prasować, nie układać. To czas dla mnie i na odpoczynek.
Wtedy wysiadło mi zdrowie kręgosłup, stawy, cukrzyca, tarczyca, nerwy. Pierwszy raz wzięłam urlop i zaczęłam się leczyć. Dopóki mogłam, dorabiałam dalej. Po leczeniu trochę się podciągnęłam.
W końcu wynajęłam fachowca, żeby zrobić remont łazienki dwóch chłopaków uwinęło się w dwa tygodnie. I to było dla mnie takie osobiste szczęście! Szczęście dla siebie!
Cały czas zamiast prezentów wysyłałam dzieciom, a potem także wnukom, pieniądze na urodziny, na Boże Narodzenie i inne okazje. Więc nadal łapałam dodatkową robotę, bo dla siebie zawsze było za mało. Rzadko ktoś mnie pytał o moje święta, o prezenty nie wspominając.
Najbardziej bolało, że nie dostałam zaproszenia ani na wesele córki, ani na wesele syna.
Córka powiedziała wprost: Mamo, nie pasowałabyś tam, tam będą ludzie z kancelarii prezydenta. A o weselu Tomka dowiedziałam się od niej już po fakcie Przynajmniej nie musiałam się zrzucać na wesele
Nikt z nich nie zajeżdża nigdy, choć zawsze zapraszam. Agnieszka mówi, że nie ma po co przyjeżdżać do Kielc, bo to niby prowincja (choć to przecież prawie 200 tys. mieszkańców). Tomasz też tylko powtarza Nie mam czasu, mamo! Samoloty do Warszawy latają kilka razy dziennie! Lot trwa dwie godziny
Jak mogłabym nazwać tamten okres? Chyba życie bez uczuć, wyciszanie własnych emocji…
Byłam wtedy jak Scarlett OHara: Pomyślę o tym jutro…
Tłumiłam łzy, żal, zamrażałam wszystko od zdziwienia do rozpaczy. Tak szłam przez życie jak robot zaprogramowany na pracę.
Potem nasz zakład kupili warszawiacy, zaczęła się reorganizacja. Przed emeryturą dostałam zwolnienie, straciłam dwie roboty, ale dzięki temu mogłam pójść szybciej na emeryturę. Dali mi 2 tysiące złotych. Spróbuj tu za to wyżyć.
Ale się poszczęściło w naszym bloku, w czteropiętrowcu, zwolniła się posada sprzątaczki. Poszłam myć klatki, plus kolejne 2 tysiące do domowego budżetu. Pakowanie i sprzątanie w Biedronce w weekendy dalej trzymałam, płacili dobrze trzy stówki za zmianę. Najtrudniej było, bo cały dzień na nogach.
Powoli zaczęłam remontować kuchnię. Całość ogarniałam sama, meble zamówiłam u sąsiada świetna robota, szybko, w porządku cenowo.
I znów zaczęłam odkładać pieniądze. Marzyłam, żeby odnowić pokoje, może wymienić meble. Plany były ale samej siebie w tych planach zabrakło!!! Na co wydawałam dla siebie? Praktycznie tylko na jedzenie i leki. Żywię się prosto, nigdy nie jadam dużo. Leki połykają większość dochodu. Czynsz z każdym rokiem rośnie. Były mąż powtarza: Sprzedaj tę kawalerkę, zaoszczędzisz, kupisz sobie coś mniejszego w dobrym miejscu. Ale mi żal. To pamięć po babci. Rodziców nie znałam, babcia mnie wychowała. To mieszkanie to całe moje życie.
Z mężem mamy serdeczne stosunki. Czasem rozmawiamy, jak starzy znajomi. On nie mówi o sobie, ale raz w miesiącu przywozi ziemniaki, warzywa, kaszę, wodę do picia takie rzeczy ciężkie. Pieniędzy nie chce brać. Mówi, żeby nie zamawiać przez paczkomaty, bo przywiozą same braki i zgniliznę. Okej, zgadzam się.
Czuję, jakbym miała coś ściśnięte w sercu wszystko gdzieś tkwi, żyję i żyję, pracuję dużo, nie marzę, nic dla siebie nie chcę. Córkę i wnuki widuję wyłącznie na Instagramie Agnieszki. O życiu syna dowiaduję się z Instastory synowej. Cieszę się, że mają wszystko poukładane. Zdrowi, uśmiechnięci, jeżdżą w ciekawe miejsca, stołują się w najlepszych restauracjach.
Chyba dałam im mało miłości, dlatego nie czują tego do mnie. Czasem córka dopytuje, co u mnie. Zawsze mówię, że okej. Nigdy nie narzekam. Tomek czasem przysyła mi głosówkę na WhatsApp: Hej, mamo, mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku.
Kiedyś mi powiedział, że nie chce słuchać o problemach między mną a ojcem, źle na niego działa negatyw. Więc przestałam mu cokolwiek opowiadać, zawsze mówię tylko: Spokojnie, synku, wszystko dobrze.
Chciałabym przytulić wnuki, ale podejrzewam, że nawet nie wiedzą, że mają babcię emerytkę-sprzątaczkę. Możliwe, że według rodzinnej legendy babcia już dawno nie żyje
Już nawet nie pamiętam, żebym kiedyś kupiła coś dla siebie, może czasem bieliznę, skarpetki, najtańsze. Do kosmetyczki na paznokcie czy stopy nigdy nie poszłam. Raz w miesiącu ścinam się w zakładzie fryzjerskim obok bloku. Włosy farbuję sama. Jedyna rzecz, która mnie cieszy: od młodości do starości ten sam rozmiar 46/48. Szafy nie trzeba wymieniać.
Strasznie się boję, że kiedyś nie wstanę z łóżka kręgosłup codziennie boli, aż strach, że zostanę bezwładna.
Może nie powinnam była żyć właśnie tak bez odpoczynku, bez drobnych radości, wciąż pracując i przekładając wszystko na potem? Tylko gdzie to potem? Już go nie ma W środku pustka, dookoła pustka serce zgasiło wszystko
Nikogo nie obwiniam, ale i siebie nie mogę. Całe życie harowałam, nadal to robię. Tworzę sobie zapas na czarną godzinę, mały, ale zawsze. Choć szczerze wiem, że jak się położę, to nie będę chciała żyć Nie chcę być dla nikogo problemem.
Wiesz, co jest najbardziej smutne? Nikt mi nigdy, NIGDY nie podarował kwiatów Nigdy Śmieszne by było, gdyby komuś przyszło do głowy przynieść mi żywe kwiaty na grób. Można się pośmiaćAle ostatniej niedzieli, wracając z zakupów, zobaczyłam przy klatce bukiet dzikich fiołków, postawiony na mojej wycieraczce. Obok karteczka: Dziękujemy za czystą klatkę Sąsiedzi z czwartego piętra. Stałam przez chwilę, nie wierząc. Moje ręce drżały, łzy same płynęły. Miały zapach wiosny, świeżości, życia. Usiadłam w kuchni z tym bukietem w dłoniach i pierwszy raz od dawna poczułam, że jestem widziana.
Może nie powinnam już odkładać tych drobnych radości na potem. Może powinnam pozwolić sobie na uśmiech nawet mały, nawet samotny. Znak z życia, że jeszcze naprawdę istnieję. W końcu to moje własne życie i choćby miało pozostać ciche, niech będzie trochę piękne. Dziś postawię fiołki na stole i jutro zaparzę sobie kawę w najładniejszej filiżance, jaką mam. I nareszcie, pierwszy raz, pozwolę sobie na chwilę szczęścia.



