Syn o imieniu Janek wyprowadził mnie z domu z rzeczami, a jego żona, Marta, stała za plecami i się śmiała. Oto, co się potem wydarzyło:

Jestem zwyczajną kobietą, jednak bardzo naiwną, co spowodowało wiele problemów, jakie mnie spotkały. Byłam bardzo młoda, kiedy poznałam mojego przyszłego męża. Wszystko było w porządku. Pracował, dobrze się mną opiekował, często chodziliśmy do kina, był bardzo troskliwy. W czasach, gdy właśnie pojawiły się telefony komórkowe, podarował mi dobry model. Niczego mi nie żałował.

Spotykaliśmy się przez dwa lata, a potem oświadczył mi się. Zgodziłam się. Mieliśmy skromny ślub i udaliśmy się do ośrodka wczasowego w podróż poślubną . Marzyłam o posiadaniu dzieci i szczęśliwym życiu razem. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Kiedy zaszłam w ciążę, mój mąż zaczął pić. Często nie wracał do domu w nocy, przestał przynosić pensję do domu; ja byłam na urlopie macierzyńskim, więc pieniądze były bardziej potrzebne niż kiedykolwiek. Twierdził, że nie otrzymuje pensji. Mówił, że dostanie pełną kwotę za dwa miesiące; kłamał mi, a ja ślepo mu wierzyłam.

Kiedy nadszedł czas narodzin dziecka, przeniosłam się z nim do matki. Moja matka była już bardzo stara, nie bardzo  pomóc. Rok później zmarła. Mój syn nie chciał się uczyć, zachowywał się bardzo źle, nie był posłuszny. Wiedziałam, że charakter przekazywany jest z rodziców na dzieci. Syn komunikował się ze mną tylko wtedy, gdy potrzebował pieniędzy. Kupiłam mu nawet komputer, na którym miał się uczyć.

Pewnego dnia przyprowadził dziewczynę do domu i powiedział, że ona będzie z nami mieszkać. Miesiąc później dziewczyna zaszła w ciążę i ogłosiła, że chce mieszkać oddzielnie z mężem. Sądziłam, że zdecydowali się przeprowadzić do wynajętego mieszkania. Jednak mój syn miał inne plany. Kazał mi spakować rzeczy i opuścić mieszkanie. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom: mój własny syn eksmituje mnie z domu. A jego dziewczyna stała za jego plecami i śmiała się z mnie.

Spędziłam trzy dni na dworcu, siedząc i płacząc. Następnie poszłam na policję i poprosiłam o pomoc. Kiedy w towarzystwie komisarza weszłam do domu, oszalałam. Meble były zniszczone, tapeta podarta. Od tego dnia mój syn przestał istnieć dla mnie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + 1 =

Syn o imieniu Janek wyprowadził mnie z domu z rzeczami, a jego żona, Marta, stała za plecami i się śmiała. Oto, co się potem wydarzyło: