Syn nie gotów został ojcem… „Latawica! Niewdzięczna świnia!” — krzyczała matka na Natalię, ile sił…

Syn nie gotów zostać ojcem…

Ladacznica! Niewdzięczna świnia! wrzeszczała matka na córkę, Mariolę, podnosząc głos aż ściany drżały. Okrągły brzuch Marioli wcale nie studził matczynej wściekłości. Wręcz przeciwnie wzmagał ją. Wynoś się stąd natychmiast! Nie chcę cię widzieć w tym domu, rozumiesz?!

Matka naprawdę wyrzuciła ją z mieszkania. To nie był pierwszy raz wcześniej potrafiła już wygonić ją za różne przewinienia. Ale za zajście powiedziała jej dobitnie, że wracać może, dopiero gdy wszystko będzie po sprawie.

Zalewając się łzami, z niewielką torbą ubrań, Mariola powlekła się do ukochanego zdezorientowanego chłopaka. Okazało się, że Dominik nawet nie powiedział rodzicom, że Mariola spodziewa się dziecka. Matka Dominika od razu zapytała, czy nie jest za późno, by coś z tym zrobić. Oczywiście było już za późno brzuch Marioli nie pozostawiał wątpliwości. Dziewczyna była w takim szoku, że gotowa była zrobić wszystko, byleby ktoś jej pomógł. Jeszcze miesiąc wcześniej kłóciła się z matką, gdy tamta wysunęła swoją propozycję, a teraz trawiła ją rozpacz i strach o przyszłość.

Mój syn nie jest gotowy, by być ojcem powiedziała stanowczo matka Dominika. Jest młody, całe życie przed nim, a ty mu je zniszczysz. Oczywiście, pomożemy, jak tylko potrafimy. Tymczasem poprosiłam znajomą, by załatwiła ci miejsce w ośrodku dla takich jak ty dla niechcianych, ciężarnych głupich dziewczyn.

W ośrodku Marioli przydzielono malutki pokój. Wreszcie mogła odetchnąć i choć trochę się uspokoić. Nikt jej tam nie osądzał, pomagały psycholożka, położna i inne dziewczyny, które trafiły tam z podobnych powodów. Gdy najważniejsze już się wydarzyło i w jej ramionach pojawił się drobny kłębuszek nowego życia, Mariola ogarnęła panika nie wiedziała, co robić. Ale gdy opadły pierwsze fale lęku, zaczęła przyglądać się temu cudowi własnej maleńkiej córeczce.

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, lecz zamiast radości Mariola usłyszała: Musisz szukać nowego miejsca, kolejka czeka oznajmiono jej chłodno.

Trzymając miesięczną Ewę, Mariola siedziała samotnie w swoim pokoiku i rozmyślała, jak one, biedaczki, mają dalej żyć. Skąd wziąć pieniądze, gdzie prosić o schronienie? Serce matki Marioli nie stopniało nie chciała nawet spojrzeć na wnuczkę, obie wymazała ze swojego życia.

Ciężko, Ewuniu, mieć taki smutny Wigilię szepnęła do córki. Mariola bardzo kochała ten czas. Sama, od dziecka, biegała z dziećmi od domu do domu, śpiewając kolędy, znała wszystkie pastorałki na pamięć, zawsze zarabiała przyzwoite pieniądze w ten sposób, z całą ferajną podwórkową. Nagle zapragnęła wrócić do tamtego uczucia snuć się po zimnych ulicach, śpiewać kolędy, poczuć oddech świąt. A właściwie, czemu nie? pomyślała młoda mama. Dziecko spokojne, cieplutko je owinę, przywiążę do siebie w chuście ja pośpiewam, serce ukoi się. Jak ktoś drzwi nie otworzy trudno, niech będzie jak chce.

Nazajutrz po Wigilii Mariola wybrała zaciszną dzielnicę domków jednorodzinnych na swoje kolędowanie. Jak przeczuwała, ludzie niechętnie wpuszczali taką nietypową kolędniczkę liczyli raczej na dorosłych mężczyzn, nie samotną dziewczynę z dzieckiem. Mimo to tu i ówdzie udało się wejść do środka, a Mariola tak czysto i serdecznie śpiewała kolędy, że gospodarze obdarowywali ją nie tylko pieniędzmi, ale też piernikami i innymi pysznościami. Wzruszali się, widząc niemowlę u piersi rozumieli, iż nie z dobrobytu kobieta z dzieckiem chodzi po domach.

Przechadzanie się od domu do domu było wyczerpujące. Jeszcze tylko do tamtej willi pójdę, i będzie koniec. Wygląda na zamożnych, może uda się dostać większy prezent pomyślała z nadzieją. W kieszeni miała już niemałą sumę w złotych, to dawało jej nieco spokoju.

Mogę zakolędować? zapytała, gdy pod drzwiami stanął gospodarz. Ale jego reakcja zaskoczyła Mariolę. Wpuścił ją do środka, przyjrzał się uważnie jej twarzy, potem spojrzał na dziecko, zbladł, zachwiał się i opadł ciężko na kanapę.

Grażyna? wyszeptał.

Słucham?Proszę pana, jestem MariolaPewnie mnie z kimś pomylił.

Mariola?… Jesteś wypisz-wymaluj jak moja żona I to dziecko, dziewczynka?

Tak.

Też miałem taką córkę Ale obie zginęły w wypadku samochodowym. Parę dni temu śniło mi się, że one wróciły A tu ty czy to możliwe, żeby?

Ja Nie umiem nic powiedzieć

Niech pani wejdzie dalej, niech się nie krępuje. Proszę opowiedzieć swoją historię

W pierwszej chwili Mariola przestraszyła się tego nieznajomego, wydawał się zbyt wzburzony, niespokojny. Ale zaraz pomyślała, że nie ma dokąd się udać. Weszła więc do obszernego salonu, gdzie mieszkał samotny mężczyzna. Od razu rzuciło jej się w oczy zdjęcie kobiety z dziewczynką rzeczywiście, zmarła żona przypominała ją jak siostra

I zaczęła Mariola mówić mówiła długo, jakby w transie, opowiadała wszystko, każdy szczegół, najmniejsze zwątpienia i radości. Nagle znalazł się ktoś, kto chciał tego słuchać. Mężczyzna milczał, kiwał czasem głową, co chwilę zerkał na Ewę, która spała błogo, uśmiechając się przez sen jakby czuła, że znów znalazła dom, a to miejsce powoli zaczyna być dla niej nowym, prawdziwym schronieniemKiedy Mariola skończyła, mężczyzna milczał długo, patrząc gdzieś poza okno, jakby szukał odpowiedzi w wirującym na śniegu świecie za szybą. A potem, cicho, z czułością niewyrażoną od lat, wypowiedział słowa, które na zawsze zmieniły życie Marioli.

Wiesz myślałem, że już nigdy nie poczuję domu w tym pustym miejscu. Ale dzisiaj ty i twoja mała Ewa daliście mu znów serce. Nie jestem twoją rodziną, ale może pozwolisz, żebym stał się kimś bliskim dla was obu? Mógłbym pomóc ci stanąć na nogi. Dom jest duży. Będzie w nim ciepło, dopóki będziecie chciały tu zostać.

Mariola poczuła, że serce łagodnieje, jakby z jej ramion spadł ciężar wszystkich samotnych nocy. Przygarnęła Ewę mocniej i rozmarzonym głosem szepnęła:

Chyba właśnie dziś przyszła do mnie Nadzieja.

Nie wiedziała jeszcze, czy zostanie w tym domu tydzień, miesiąc czy całe życie. Ale tej nocy, przy cichym blasku choinki, podarowała swoją kolędę jeszcze raz już nie dla pieniędzy, lecz z wdzięczności za to, co nieoczekiwane.

A gospodarz, po raz pierwszy od lat, zapalił w salonie wszystkie świece i zobaczył, że świąteczny światło potrafi odegnać mrok dawnych strat. Od tamtej pory, w co każde Boże Narodzenie, okoliczni mieszkańcy słyszeli ciepły śpiew młodej kobiety, dziecka i starego mężczyzny mówili, że to najpiękniejsza kolęda w całym miasteczku.

Bo czasem, w najchłodniejszy wieczór, w najmniej spodziewanym miejscu, rodzi się nowa rodzina.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 1 =

Syn nie gotów został ojcem… „Latawica! Niewdzięczna świnia!” — krzyczała matka na Natalię, ile sił…