Hej, słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio wydarzyło. Mam 37 lat, od dziesięciu lat jestem rozwiedziona dokładnie od 2014. Mój były mąż, Marek, zdradził mnie i już nigdy mu nie wybaczyłam. Teraz mieszka z Katarzyną, z którą miał syna z drugiego małżeństwa, Piotrka. Ten chłopak zachorował na raka i Marek przyszedł do mnie po pomoc finansową.
Wiem, że mam trochę kasy niedawno sprzedałam dom w Poznaniu, który odziedziczyłam po babci. Wszystko poszło w sam raz, więc mam na koncie kilka tysięcy złotych. Chciałam sobie kupić fajny samochód, ale najpierw muszę nauczyć się prowadzić, a czasu nie mam. Mimo to Piotrek potrzebuje drogiej terapii, a Marek i Katarzyna nie mają wystarczająco pieniędzy.
Kiedy Marek wpadł w moją drzwi po raz pierwszy po latach, powiedział, że u syna zdiagnozowano raka i leczenie będzie kosztować fortunę. Ja mu mówiłam, że nie zamierzam pożyczać pieniędzy, a on tylko się rozpaczał: Nie wiesz, jak bardzo jesteśmy zrozpaczeni!. W sumie nie myślał wcale o moich odczuciach, ani o tym, że kiedyś bez wahania poddał mnie pod mur prawnym w sprawie rozwodu i podzieliliśmy wszystko po połowie.
Zapytałam go: A czemu nie weźmiesz pożyczki w banku?. On się wkurzył, krzyczał i nawet proponował, żebym po kolana padła przed nim, ale nie mam ochoty się poniżać. Nie zamierzam się z nim spotykać, a już w ogóle nie chcę mieć nic wspólnego z jego rodziną. Gdyby potrzebował dokumentów, ma je pod ręką, ale ja nie zamierzam się w to włączać.
W sumie po tej rozmowie czuję się trochę przygnębiona, ale wiem, że nie dam mu pieniędzy. Nie chcę, żeby mój majątek leciał na kogoś, kto mnie zdradził. Traktuję to jako lekcję nie będę już wspierać ludzi, którzy mnie wykorzystali. Także tak to wygląda, przyjaciółko, i już nie zamierzam się w to wtrącać. Trzymaj się!



