Nasz syn wziął ślub 10 lat temu. Od samego początku miałem podejrzenia co do jego narzeczonej, że jest rozrzutna. Para, czyli syn i żona, zarabiają razem 4 tysiące złotych miesięcznie. Jednakże ich ślub pochłonął sto tysięcy złotych. To była wola panny młodej. Nie jestem pewna, skąd taka rozrzutność u szwagierki – to niejasne. Jej rodzice, tak samo jak mój mąż i ja, żyją z niezbyt wysokich pensji. Próbowaliśmy ich przekonać do skromniejszego ślubu, ale to się nie udało. W odpowiedzi na naszą sugestię, że lepiej byłoby zainwestować te pieniądze w mieszkanie, syn odrzekł, że życie dopiero przed nimi i że mają czas na oszczędzanie. Zadeklarowali, że będą zbierać na własne mieszkanie, dlatego prezenty na ślub oraz kolejne święta najlepiej, żeby były w formie gotówki. To było dla nas zachęcające.
Mój mąż i ja mieliśmy pewne oszczędności, które planowaliśmy przeznaczyć na mieszkanie dla syna. Jednak postanowiliśmy, że poczekamy i nie damy ich synowi od razu, niech sami na coś uzbierają. Po ślubie mieszkali u ciotki panny młodej, w pustym mieszkaniu. Na święta bożonarozeniowe zrozumieli, że przy takim podejściu nigdy nie uzbierają na własne mieszkanie. Wtedy synowa nosiła diamentowe kolczyki, które dostała od męża. Latem razem pojechali nad morze na wakacje. Usiedliśmy z synem i zapytałam, jak się czują. Okazało się, że wydali pieniądze, które dostali na prezenty.
Znowu próbowałam ich przekonać, że priorytetem powinno być oszczędzanie na własne mieszkanie, a nie na drogie gadżety i imprezy. Syn jednak stanowczo odpowiedział, że chcą cieszyć się życiem i nie liczyć każdej złotówki… Opuściłam już ten temat, niech żyją tak, jak uważają za słuszne. Kiedy dowiedzieliśmy się, że spodziewają się dziecka, zdecydowaliśmy się przekazać im pieniędze, które zebraliśmy na ich mieszkanie. Teraz się poddaję. Pieniądze z najmu mieszkania pomagają w spłacie kredytu hipotecznego. Jednak kiedy nasz wnuk podrośnie, przepiszemy mu to mieszkanie, aby przynajmniej on (lub ona) nie byli zmuszeni do wynajmowania.




