Rozmawiałam z synową, która przyjechała do mnie z wnukiem. Po ślubie syna, postanowili wynająć mieszkanie – niewielkie, ale w granicach swoich możliwości finansowych. Zgodziliśmy się, że na razie będą skupiać się na opiece nad dzieckiem. Synowa jest na urlopie macierzyńskim, a syn będzie pracować ciężko, aby zdobyć środki na pierwszą ratę kredytu hipotecznego i kupić mieszkanie. Państwo dawało im pieniądze na dziecko, które oni zaczęli oszczędzać. Teraz, kiedy wnuk ma już rok, synowa oznajmiła mi:
– Chcemy teraz szybko mieć drugie dziecko, zanim zakończy się mmój urlop macierzyński.
– Pamiętam jednak, że planowaliście, że po drugim dziecku wrócisz do pracy, a dziecko poszło do przedszkola. Waszym celem jest też zakup mieszkania.
– Tak, cel pozostaje ten sam. Po prostu myślimy, że jeśli poczekamy z drugim dzieckiem, to potem będzie ciężej. Lepiej, żeby drugie dziecko przyszło teraz, abyśmy nie musieli się tym stresować w przyszłości.
– Czy to konieczne? W końcu i tak nie jesteście w stanie normalnie odkładać pieniędzy.
– Skąd wiesz, że nie oszczędzamy?
– Obserwuję Wasze wydatki. Trzeba było przeprowadzić leczenie dentystyczne, a potem zmieniać telefon.
– Nie licz cudzych pieniędzy. –
To nie są cudze pieniądze, to pieniądze mojego syna. Myślę przede wszystkim o Waszej przyszłości. Jeśli z jednym dzieckiem jest trudno, to z dwójką będzie jeszcze trudniej.
– Nic takiego się nie stanie. Po pierwszym dziecku pozostało nam wiele rzeczy, więc nie trzeba będzie kupować wózka czy łóżeczka. Będziemy musieli wydać na jedzenie, ale nie sądzę, że zbankrutujemy z tego powodu. Ogólnie rzecz biorąc, normalne babcie zawsze cieszą się z wnuków.
– Oczywiście, ja też się cieszę, ale martwię się także o Waszą przyszłość i finanse.
– Jeśli tak bardzo boisz się o pieniądze, możesz regularnie przekazywać pewną kwotę dla własnego spokoju. To był przebieg rozmowy z synową. Nie spodziewałam się takich wieści. W końcu tylko wstać na nogi, a potem znów będziecie się opiekować dziećmi, nie mając własnego mieszkania.



