Mój pięcioletni syn Filip jest jednym z tych dzieci, które medycyna nazywa nadpobudliwymi, a wszyscy wokół są źle wychowanymi, hałaśliwymi chłopcami. Czy oglądałeś kiedyś bajkę „Masza i Niedźwiedź”? Oto Masza – cicha, spokojna dziewczynka w porównaniu z moim Filipem. Już od pierwszego roku życia babcie odmawiały zabierania go do siebie, ponieważ nie sposób było za nim nadążyć. Wszystko na jego drodze było przewracane. Zanim posprzątano w jednym miejscu, on już przewracał wszystko w innym. Dręczył nie tylko babcie, ale również dziadka. Kiedyś podłożył guzik w butach swojemu dziadkowi.
Dziadek krzyczał jak szalony. Wyjaśniliśmy mu, że bardzo skrzywdził dziadka. To się już więcej nie powtórzyło. Ale porysował twarz śpiącego dziadka długopisem. Nie dało się tego zmyć. Dziadek musiał wziąć wolne i zostać w domu przez kilka dni. Mój mąż i ja oczywiście próbowaliśmy na niego jakoś wpłynąć. Tłumaczyliśmy mu, co jest dozwolone, a co nie. Kiwnął głową i zgodził się, ale znowu robił to, co uważał za właściwe. Kiedy skończył trzy lata i przyszedł czas, aby posłać go do przedszkola, mieliśmy nadzieję, że tam, patrząc na zachowanie innych dzieci, uspokoi się. Nasze nadzieje się nie spełniły.
W ciągu dnia nie spał, najpierw pomalował poduszkę długopisami, potem zaczął skakać na łóżeczku, aż je złamał. Skargi na mojego syna od innych rodziców napływały nieustannie. Prawie codziennie musiałam przepraszać za jego psoty. Filip to nasz inteligentny chłopiec. Kiedy siadamy z nim, aby rozwiązać zagadki, nauczyć się czytać i pisać czy liczyć – wszystkie zadania wykonuje dobrze i poprawnie. Rysuje świetnie jak na swój wiek. Lubi tańczyć, ale nie chce powtarzać tych samych ruchów z innymi dziećmi. Tworzy własne kroki. Za rok idzie do szkoły. Z obawą czekam na ten dzień. Doradzają nam, abyśmy go zapisali do klasy sportowej, aby mógł tam wyładować swoją energię. Zastanawiamy się tylko, jak to zrobić…


