Od urodzenia nasz synek jest praktycznie zawsze z nami. Wychowywaliśmy go z mężem najlepiej jak potrafiliśmy i kochaliśmy, a on był posłusznym i dobrym dzieckiem. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy nasz syn rozpoczął pierwszą klasę szkoły podstawowej.
Wtedy z mężem zaczęliśmy sporo pić. Syn zaczął coraz częściej uciekać z domu, całe dnie spędzając na podwórku albo u babci, u której często zostawał także na noc. Zrozumiałam, że tracę syna, ale nie mogłam (a może nie chciałam) przestać pić. Mój syn coraz częściej nocował u mojej mamy, aż w końcu w piątej klasie zamieszkał już całkowicie u babci.
Kiedy nie piłam, byłam normalną osobą – chodziłam do pracy, gotowałam obiady, kupowałam synowi drogie prezenty takie jak telefon, tablet, a kiedy dorósł, to nawet samochód. Wtedy zauważyłam, że zaczął ze mną kontaktować się tylko wtedy, gdy miałam pieniądze i pomagałam mu finansowo. Nadszedł czas pójścia na studia. Kiedy mój syn studiował, czasami sobie o mnie przypominał, pytał też o swojego ojca, który ciągle pił. Myślałam jednak, że to dobrze, bo jednak może przejmuje się rodzicami, czyli nami.
Nasza ostatnia poważna kłótnia z synem miała miejsce po weselu syna. Zdecydował się ożenić, ale oczywiście nie miał na to pieniędzy, więc mój mąż wziął pożyczkę na jego ślub. Przed ślubem nasz syn przyszedł do i poprosił, żebyśmy na weselu nie pili za dużo. Na początku wszystko było w porządku – pojechaliśmy do kościoła, po ślubie pojechaliśmy do restauracji i… Tutaj wszystko się zaczęło.
Wszyscy podchodzili do nas, by nam pogratulować cudownego syna i synowej, więc ze wszystkimi musieliśmy się napić, głupio tak odmówić. Urwał nam się film i następnego dnia obudziliśmy się już w naszym domu. Na poprawinach, które były zorganizowane w naszym domu, mieli pojawić się państwo młodzi i teściowie syna. Ot, poprawiny w kameralnym gronie. Niestety, wszystko zaczęło się od awantury, bo młodzi powiedzieli, że narobiliśmy im ogromnego wstydu. W zasadzie przyszli tylko po to, aby nam to wszystko wygarnąć. Teściowie naszego dziecka powiedzieli to samo i uznali, że nie chcą z nami świętować żadnych poprawin, bo nie potrafimy się zachować na poziomie. Wszyscy wyszli, a my z mężem zostaliśmy sami. Od tego momentu upłynęły 2 lata.
Syn nie chce nas znać mimo, że przeprosiliśmy go już za to milion razy, ale on jest nieugięty. Twierdzi, że chociaż raz mogliśmy go posłuchać i uszanować jego prośbę, ale i tak zrobiliśmy swoje. Wiem, że to nasza wina, ale mimo tego tęsknię za nim i pragnę mieć kontakt.



