Hej, muszę Ci opowiedzieć jedną historię, bo ostatnio się wkradła do mojego życia. Kiedyś, jeszcze jako mała, moja siostra Ania z rodzicami była na ślubie kuzynki w małej wiosce pod Krakowem. Na początku wszystko wydawało się ciekawą przygodą, ale potem zobaczyłaśmy, że młodzi zmęczeni krzykiem kwaśne i niekończącymi się okrzykami siedzą przy stole, nie uśmiechają się wcale. Wokół goście skaczą, tańczą, śpiewają i krzyczą.
Dziesięciolatka już nie wytrzymała tego hałasu i pomyślała: Nie chcę takiego wesela, nie będę się tak bawić. Poczucie litości dla nowożeńców ją przytłoczyło.
Może jednak nie wyjdę za mąż… mruknęła pod nosem.
Lata mijały, Ania dorastała, a kiedy spotkała Marka, zapomniała o tych wczesnych rozterkach. Przy nim wszystko inne po prostu przestało istnieć była tylko ich dwoje.
To cudowne, kiedy ktoś rozumie Cię już po pół słowa, a nawet po pół spojrzenia mówiła, kładąc się spać. Dobrze, że poznałam Marka.
Z czasem zrozumiała, że to właśnie miłość kochała go za jego oddanie, za to, że zawsze ją rozpieszcza i zdmuchuje z niej wszystkie drobne problemy.
Nasz związek to czysta zaufanie i pełne porozumienie opowiadała przyjaciółce Lidi, Najbardziej cenię w nim szacunek do mojego zdania, nawet kiedy się nie zgadza z jego.
Jesteś szczęśliwa, Danka, takie pełne zrozumienie rzadko się spotyka odparła Lidia. Z Moim Michałem jest zupełnie inaczej. My ciągle walczymy o swoje, nie umiem się poddać. Nie wiem, czy go poślubię.
Przekonasz się, czas pokaże, że nie musisz się spieszyć radziła Ania.
Tak, nasza mama mówi, że nie powinniśmy się pospieszać, a jej nie przekonuje Twój Michał dodała Lidia smutno.
Marek i Ania rozumieli się bez słów, więc podjęcie decyzji o ślubie przyszło lekko, jakby to było coś oczywistego.
Aniu, wiesz co? Myślę, że nadszedł czas, żebyśmy wzięli się za ręce powiedział pewnego wieczoru, odprowadzając ją do domu. Co myślisz?
Myślę, że to w porządku, nie mam wątpliwości odparła. Tylko nie wiem, jak zorganizować ceremonię. Nie chcę zapraszać tłumu gości, bo już jako mała widziałam, jak to wygląda.
Marek roześmiał się i odparł:
Nie martw się, będzie inaczej.
Szczerze mówiąc, chcę ślub tylko we dwoje. Nie chcę, żeby to był koszmar pełen krzyków.
Ja też nie lubię tłumów przyznał Marek. Idź spać, jutro pogadamy.
Ania nie mogła zasnąć. Miała już 26 lat, Marek 28, i oboje byli już trochę dojrzalsi niż dwudziestolatkowie. Wieczorem, po pracy, znowu siedzieli w małej kawiarence i rozmawiali o weselu.
Marek, myślę, że naprawdę chcę, żeby było nas dwoje powiedziała.
Dwoje? To brzmi romantycznie odparł z uśmiechem. Wyobraź sobie: wielka sala, białe suknie, frak, świece i cicha muzyka… Tylko my dwoje przy lampce szampana.
Nie żartuj, naprawdę chcę taką ceremonię odpowiedziała stanowczo. Co powiemy rodzicom?
Marek westchnął:
Wiesz, mój tata zawsze mówi, że jedyny syn musi się zadbać o rodzinę, a Ty jesteś jedyną córką. To nie będzie łatwe.
To nasza sprawa, nie ich Ania lekko się zdenerwowała.
Tradycje, Aniu, to tradycje powiedział Marek filozoficznie.
Nie potrzebuję tradycji. Marzy mi się mały kościół w górach, gdzie w ciszy złożymy przysięgę mruknęła.
Myślisz, że naprawdę się pobierzemy? zapytał z zaskoczeniem.
To moje marzenie, Marek.
No to może po prostu wstąpimy w małżeństwo i pojedziemy w podróż poślubną zaproponował.
Podróż poślubna to nie ślub, ja chcę ceremonię we dwoje.
Dobrze, dobrze, spróbujemy przekonać rodziców. Nawet w koszulce i jeansach będziesz piękna, ale frak naprawdę mi się przyda.
Tylko nie w dżinsach! Chcę białą suknię, a Ty w fraku. Wyobraź sobie, że podnosisz mnie na ręce i jedziemy na jacht!
Marek roześmiał się głośno.
Tydzień później, potajemnie przed rodzicami, złożyli wniosek w urzędzie stanu cywilnego. Dwa miesiące do ślubu, a wciąż nie wiedzieli, jak to wszystko ułożyć.
Wieczorem, kiedy padało, siedzieli w pokoju Marka. Nagle weszła jego mama, Anna, i zagadnęła:
Hej, młodzi, słyszałam, że planujecie coś z szampanem.
Tak, nasza trzecia rocznica poznania odparł Marek.
Myślałam, że już się żonacie uśmiechnęła się nieco tajemniczo. A słyszałam, że już złożyliście wniosek do urzędu.
Skąd to wiesz, mamo? zapytał zdziwiony.
Bo w mieście wszystko się wie, co nie? zaśmiała się.
Dzieci podzieliły się swoimi planami:
Nie chcemy wielkiej imprezy, tylko małe przyjęcie we dwoje szepnął Marek.
To nie zadziała, ślub to ślub nalegała Anna.
Wtedy wszedł ojciec, Roman, i dodał:
Co to za zamieszanie? My chcemy tradycyjnego wesela w restauracji z gośćmi.
Marek podniósł głos:
Dlaczego mamy robić tak, jak chcecie wy, a nie jak chcemy my?
Ojciec odpowiedział ostrym tonem, a po chwili opuścił pokój.
Kiedy Marek odprowadzał Anię do drzwi, rzucił:
Teraz Twoja kolej, żeby powiedzieć rodzicom, co zamierzamy.
Powiedzą to samo, co i Twoi odpowiedziała Ania.
W domu czekała na nią zaniepokojona mama:
Co się stało, Aniu? Znowu serce?
Nie, tym razem dusza. Dzwoniła Anna i mówiła, że nie chcecie ślubu, a już złożyliście wniosek
Rozumiem, myślałem, że mnie wesprzecie westchnęła.
Ojciec wtrącił:
Tradycje są niezmienne, nie możemy ich odrzucać. Jesteśmy jedynymi, którzy się żenią i rozwodzą.
Ania podniosła głos:
Nie chcę, żeby mój najważniejszy dzień został zepsuty.
Będzie tak, jak mam zamiar odparł ojciec. Po weselu dostaniecie jacht i podróż poślubną, ale najpierw tradycyjne przyjęcie.
Ania zdała sobie sprawę, że rodzice mają ostatnie zdanie. Gdy Marek opowiedział o planach swojemu koledze Siergusiowi, ten tylko wzruszył ramiona:
Myślałem, że pójdziemy po życiu w spokoju
To nie ostateczna decyzja, koledzy przeciwstawiają się rodzicom, a oni i tak zrobili, co chcą dodał Siergusz, klepiąc go po ramieniu.
Zbliżał się dzień ślubu, a rodzice tylko planowali: jakie kwiaty zamówić, białe czy różowe? Gości mieli już dwieście osób.
Marek spojrzał na Anię i powiedział:
My chcieliśmy małe przyjęcie…
Nie martw się, wszystko zorganizujemy. Rano odprowadzimy was na lotnisko, a wy będziecie razem na wybrzeżu zapewnił ojciec.
Ślub odbył się w eleganckiej restauracji w Warszawie, w sali udekorowanej białymi kwiatami. Ania w białej sukni, Marek w fraku, a w tle delikatnie grała muzyka. Goście krzyczeli kwaśne, ale serca im były radosne.
Pod koniec dnia, kiedy już siedzieli w samolocie w drodze na podróż poślubną, Marek mrugnął:
Jak szybko i pięknie to wszystko się potoczyło
Tak, Aniu, to nasza opowieść o miłości, tradycji i odrobinie buntowniczości. Mam nadzieję, że Ci się spodobało!



