Świąteczny prezent dla Koli: rodzinne ciepło, dziecięca empatia i prawdziwa magia polskiego Dziadka …

PREZENT

No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co tam u ciebie?

Z pracy wrócił tata, Michał, podniósł i posadził obok siebie na kanapie pięcioletniego Janka, potargał mu puszyste, jasnobrązowe włosy. Mama, Grażyna, krzątała się w kuchni, szykując kolację, więc tata korzystał z okazji, by pogadać z ukochanym, na razie jedynym synkiem. W mieszkaniu było ciepło, przytulnie, w salonie, między mruczącym telewizorem a regałem, mieniła się kolorowymi lampkami niewielka, ale bardzo wystrojona choinka. Do sylwestra została dokładnie doba.

U mnie wszystko spoko! ogłosił dumnie synek. Ale u mojego kolegi, Piotrka, kiepsko.

A co się z nim stało? dopytywał Michał. Ten Piotrek z drugiej klatki, co czasem przychodzi z tobą na podwórko?

Ten właśnie, potwierdził Janek.

Dzisiaj na balu noworocznym w przedszkolu nie dostał prezentu, poinformowała z kuchni Grażyna, otulona zapachem pieczonego kurczaka. Biedny dzieciak… No, panowie, ręce myć i do stołu, kolacja gotowa!

Ale jak to, nie dostał? zdziwił się Michał, podnosząc się z kanapy. Wszyscy dostali, tylko Piotrek nie? Coś tu nie gra.

Tak, wszyscy dostali, a on nie, potwierdził Janek, zsuwając się z kanapy za ojcem. Mikołaj z Aniołkiem rozdali paczki, a Piotrek nie dostał. Cały czas czekał.

No powiedz mi, co to za Mikołaj i Aniołek, że takie rzeczy dzieją się? aż się zdenerwował Michał, przysuwając krzesło do stołu i siadając.

Przecież to nie ich wina, wzruszyła ramionami Grażyna. Pewnie mama Piotrka zapomniała zapłacić za prezent albo nie miała pieniędzy. Tak bywa. Janek, umyłeś ręce?

Jasne, byliśmy razem w łazience, odpowiedział Michał, krojąc kurczaka na części i układając porcje na talerzach. Ale zaraz nie opłacili za niego, ok. Ale jak pani Irena, ta dyrektorka przedszkola No jak ona mogła pozwolić na takie upokorzenie, żeby dziecko przy wszystkich zostawało bez prezentu?

To właśnie ona była Aniołkiem, rzucił Janek. A Mikołajem był nasz woźny!

Tym bardziej! nie mógł się uspokoić Michał. Czy oni nie mogli dokombinować jednego prezentu dla tego chłopca, a potem pogadać z mamą? Co za twarde serca…

No chyba nie mogli, westchnęła Grażyna. Ja na ich miejscu na pewno bym coś wymyśliła, żeby Piotrek choć drobiazg dostał.

A matka Piotrka? Jak mogła dopuścić, żeby jej dziecko zostało tak potraktowane? pytał dalej Michał. Chyba nie rozumiem… A ty, Janek?

Michał zwrócił się do synka, który zajadał kurczaka w najlepsze.

Mam nadzieję, synu, że podzieliłeś się swoim prezentem z Piotrkiem?

Janek popatrzył na tatę z wyrzutem.

Chciałem, tata, i nie tylko ja. Zosia, Szymek, Bartek ale Piotrek od nikogo nie chciał wziąć.

Twardy zawodnik! zdziwił się Michał. Powiedz jeszcze, że nie płakał?

Nie wiem. Nie widziałem, odpowiedział szczerze Janek.

Odważny chłopaczek pochwalił Michał. Zupełnie nie zasłużył na takie traktowanie.

Szkoda go, zauważyła współczująco Grażyna. Pewnie przykro mu było strasznie.

Ja bym sprawiedliwość naprawił! odezwał się nagle Michał, z wyrazem decyzji na twarzy, policzki mu się zarumieniły, a oczy zaświeciły jakby od środka.

A jak? spytała Grażyna, wycierając usta serwetką. Janek też spojrzał pytająco na ojca.

Ano tak! odpowiedział tajemniczo Michał. Kto z was wie, gdzie mieszka ten Piotrek? Janek, wiesz?

Nie wiem. Nigdy u niego nie byłem, kumplujemy się tylko na podwórku i w przedszkolu.

Dobra, może ja się dowiem, zamyśliła się Grażyna. Moja koleżanka zna wszystkich z bloku. Zadzwonię do niej. Tylko po co?

Zadzwoń, właśnie teraz, poprosił Michał.

Dobrze, ale sami posprzątacie po kolacji! zgodziła się Grażyna.

W mieszkaniu trzydzieści pięć, nazwisko Majewscy, mama Halina, taty nie ma, oznajmiła kilka minut później Grażyna. Był, ale odszedł, nie wiadomo, czy sam, czy go wypędziła, ale coś musiało być na rzeczy. Została mama z synem.

Skąd tyle szczegółów? uśmiał się Michał.

Moja znajoma to taka nasza blokowa kronikarka, wszystko wie! uśmiechnęła się Grażyna. Poza tym działa w radzie osiedla, więc potem ludzie jej się zwierzają

OK, wszystko jasne, podsumował Michał. Janek, zjadłeś już cały swój prezent?

Jeszcze nie, żałośnie westchnął synek. Mama mówi, że za dużo słodyczy szkodzi.

I dobrze, pochwalił tata. Masz jeszcze cały woreczek po prezencie?

Tak, odpowiedział Janek. Rozpakowałem go delikatnie.

Super, znowu roztrzepał mu włosy Michał. Przełóż, co ci zostało, do innego woreczka, a ten mi daj.

Po co? zaciekawił się Janek, ale poszedł do swojego pokoju, wrócił z kolorową torebką, już lżejszą, i wysypał na stół resztę słodyczy cukierki, ciasteczka, lizaki…

Grażyna przez chwilę tylko patrzyła na tę krzątaninę, ale w końcu powiedziała:

No dobra, chłopaki, chcecie sprawić Piotrkowi prawdziwy prezent. Ale kiedy i kto mu go zaniesie?

Najlepiej dzisiaj! zdecydował Michał. A co ty na to, Janek?

Jasne! Dzisiaj! rozpromienił się synek. Dam mu część swoich cukierków!

Jeśli ci nie żal, to wspaniale, zaakceptował Michał.

Ale razem idziemy? podpytywał Janek, odkładając wybrane słodycze do torebki.

Już dzisiaj mu proponowałeś słodkości i sam widzisz, był uparty. Zróbmy to inaczej…

Michał zniknął na chwilę w swoim pokoju i… wrócił jako Święty Mikołaj! Naprawdę białe kozaki, czerwony płaszcz z białym futrem i fantazyjnymi naszywkami, czapka, wielka, biała broda, pastorał w dłoni i czerwony worek w złote gwiazdki pusty, co prawda.

Janek patrzył z niemałą konsternacją, ale potem spytał:

Tata, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej?

Tak, przyznał Michał. Sorry, że dopiero teraz ci mówię. Kiedyś poproszono mnie w pracy, żebym przebrał się za Mikołaja na firmową imprezę. Spodobało się wszystkim, i tak już trzeci rok mikołajuję. W domu też mamę, ciebie obdarowuję. Podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj?

Najlepszy był! pochwalił tata. Fajnie, że mam własnego Mikołaja!

Janek przytulił się do taty.

Grażyna dorzuciła swoje słodycze do torebki, zawiązała ją wstążką, Michał wsunął całość do worka prezentowego, poprawił brodę i powiedział:

Co powiecie, jak zajrzę do Piotrka z prezentem?

Jasne! odpowiedzieli zgodnie mama i Janek.

Janek chciał z tatą pójść.

Mogę iść z tobą do Piotrka, zamiast Aniołka?

Lepiej króliczek! rozradował się Janek i popędził do pokoju. Rodzice spojrzeli na siebie z uśmiechem. Janek wrócił w śnieżnobiałym kombinezonie stroju zajączka, w którym dziś szalał na balu z uszami sterczącymi jak anteny, pomponem z tyłu, a na twarzy kartonowa maska z wąsikami pod noskiem.

OK, idziemy, mam nadzieję, że Piotrek cię nie rozpozna w tym przebraniu, zgodził się tata. Ale kurtkę załóż, chociaż jesteś biały królik, to na dworze zimno!

I tak tata z synkiem wyszli, Grażyna ledwie powstrzymywała śmiech, patrząc, jak obok wysokiego Mikołaja, stukającego pastorałem, maszeruje mały zając w kurtce i z długimi uszami machającymi po drodze. Niósł worek z prezentem, który tata mu powierzył.

Po dziesięciu minutach Michał wrócił sam, trochę zmieszany.

A gdzie Janek? zaniepokoiła się Grażyna.

Spokojnie, wszystko dobrze, został u Piotrka, bawią się razem. Za pół godziny pójdę po niego, powiedział Michał, wycierając spoconą twarz watową brodą.

Usiadł na kanapie jeszcze przebrany, mruknął:

Ty wiesz, co się tam działo?

I opowiedział żonie, co się wydarzyło okazało się, że byli… szóstymi już osobami tego wieczoru, które przyniosły prezent Piotrkowi! I raczej nie ostatnimi. Przed nimi wyszła nawet pani Irena dyrektorka przedszkola, już nie przebrana za Aniołka.

Ale się tłumaczyła przed Piotrkiem i jego mamą, przepraszała za ten cały incydent… relacjonował Michał, rozpinając płaszcz i zdejmując brodę. Wyobrażasz sobie, ktoś nagrał wideo z tamtego balu i wrzucił na portal naszego miasta. Po kilku godzinach mnóstwo odsłon i komentarzy…

Serio? zdziwiła się Grażyna. Muszę zobaczyć.

Ale najważniejsze… Okazało się, że mama Piotrka wpłaciła pieniądze na prezent z małym opóźnieniem…

Trochę jej wina, ale z drugiej strony sama dzieciaka wychowuje, szarpie się z kasą… Przedszkole mogło być bardziej wyrozumiałe, przerwała Grażyna.

Niestety dyrekcja nie wnikała po prostu skreślili Piotrka ze spisu na prezenty. I tak niewinny chłopiec został odstawiony na boczny tor.

Gdybym to ja rządziła na miejscu tej Ireny zwolniłabym ją od razu za taką nieczułość, westchnęła Grażyna.

Może ją ukarzą, a może się opamięta… Ale kto pracuje z dziećmi, takie rzeczy nie powinny mu się przydarzać, dodał Michał.

Zamyslił się, potarł brodę. Potem spojrzał na żonę.

A wiesz, co ci jeszcze powiem? Nawet tata Piotrka przyszedł! Z prezentem, głową nisko, prawie się rozpłakał…

Serio? Grażyna aż się ucieszyła.

W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. To wrócił Janek.

Czemu sam wróciłeś? zdziwił się Michał. Przecież mówiłem, że po ciebie przyjdę…

Co ja, mały jestem? obruszył się Janek. Nudno mi już tam było.

Dlaczego? spytał tata.

Bo mama i tata Piotrka najpierw się kłócili, potem płakali, a jak my weszliśmy do kuchni, to się już obejmowali A jak Piotrek się do nich tulił, to płakali wszyscy razem. Jakby im się coś w głowach pomieszało! Nawet nie zauważyli, że wyszedłem…

Michał i Grażyna spojrzeli na siebie, rozbawieni.

Dobra, kochani, czas na herbatę, powiedziała Grażyna. Potem, kto nie zaśnie, będziemy czekać na Nowy Rok, już bliziutko. Mam nadzieję, że będzie dla wszystkich szczęśliwy!

Oby! zgodził się Janek z powagą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 4 =

Świąteczny prezent dla Koli: rodzinne ciepło, dziecięca empatia i prawdziwa magia polskiego Dziadka …