Sukcesy i Wyzwania: Codzienność Psa jako Przyjaciela Człowieka

Kacper otworzył drzwi i wszedł do mieszkania. Nie powiedział zwykłego Mamo, jestem w domu!. Bogna poczuła, że coś jest nie tak nie rozbrzmiały po schodach odciążone buty, nie szurała zimowa kurtka, nie było typowego szelestu i westchnień.
Kacprze, to ty? Kupiłam śledzia, ziemniaki już się pieką, zaraz zjemy kolację.

Cisza.
Kacprze?

Zaniepokojona, Bogna wzięła ręcznik kuchenny, żeby osuszyć mokre ręce, i ruszyła do przedpokoju. Z pierwszego spojrzenia zrozumiała, że coś jest nie tak. Syn stał przygnębiony, nie sobą. Spojrzał na nią z taką niewyobrażalną bólem w oczach, że serce Bogny zadrżało. Chwyciła go za kołnierz i przyjrzała się mu uważnie:

Co się stało? Kogoś pobito?
Mmamo Mama Tam

Zaczął się drzeć, walcząc ze łzami.
Powiedz już, nie bój się!
Mamo, tam jest pies w kominie śmieciowym. Jest ranny. Komin nie jest zwykły, a raczej dziura pod domem. Chciałem mu pomóc, ale zaryczał. Nie może wstać, a na dworze zimno. Śmieci leżą na nim.

Bogna westchnęła, ciesząc się, że syn jest cały.
Gdzie on jest? Przy naszym domu?
Nie, na innej ulicy, po drodze do szkoły. Chodźmy? Musi dostać pomoc!
Czy pytałeś kogoś dorosłego?
Pytałem. Nikt nie chciał. Wszyscy machali ręką.

Dobrze, Kacprze. Jest już późno i ciemno. Rozbierz się, zdejmij kurtkę. Może pies po prostu się zmęczył i odpoczywa?
Nie, nie może wstać.
Może pomyliłeś się w ciemnościach. Poczekajmy do rana. Jeśli rano nadal będzie tam, wymyślimy coś. Zadzwonimy po straż pożarną albo policję. Dobrze? Rozbierz się, ręce już lodowate, szybko!

Kacper niechętnie odpinął kurtkę.
Mamo, a jeśli zmarznie do rana?
To tylko pies, Kacprze, pewnie jest bezdomny, przyzwyczajony do zimy, ma futro. Nic mu nie grozi.

Z wahaniem, Kacper rozebrał się i poszedł do łazienki umyć ręce. Stawiał zimne dłonie pod strumień gorącej wody, nie mogąc przestać myśleć o psie, o jego przerażonym spojrzeniu w ciemnej studni śmieciowej pod domem. Pies był zwykły, kundel, z rudawymi plamkami na policzkach. Jak długo tam leżał? Dlaczego nie może wstać? Myśląc o spotkaniu, Kacper czuł się coraz gorzej, aż mdłości go ogarnęły.

Wieczorem, po odłożeniu plecaków, Kacper i przyjaciel wybrali się na spacer. Było ciepło jak w Gdańsku, ale mróz wciąż trzymał się mocno, a śnieg nie topniał. Nie chcieli wracać do domu i toczyli się po sankach z górki, udając snowboardzistów. W pewnym momencie zatrzymali się przy wąskiej, wydeptanej ścieżce przy murze i Kacper zauważył w otworze studni dwa błyszczące oczy. Najpierw pomyślał, że to kot, ale gdy podeszli bliżej, zobaczyli… psa.

Chwytaj mnie za nogi, spróbuję go wyciągnąć! krzyknął Kacper, rozkładając się przy wejściu do studni i sięgasząc w dół, ale pies zaryczał.
Lepiej wróćmy, on tam śpi odparł przyjaciel.

Kacper wołał: Piesku, piesku! Idź do mnie! Tuuu, tuuu! ale zwierzak nie ruszał się. Kacper włączył latarkę w telefonie i oświetlił otwór. Pies był pokryty drobnymi ugryzieniami, a na tylnej łapie widniała duża rana. Nie mogło tak zostawić tego stworzenia w potrzebie.

Kolejne pół godziny Kacper błagał przechodzących mężczyzn, prawie płacząc, by pomogli psu wyjść. Ludzie odmawiali młodzi, starsi, emeryci. Nawet przyjaciel odszedł, bo był głodny i chciał wrócić do domu.

Po co ci to? Nie ruszaj się, pies sam się wydostałby, kiedy zechce mówili przechodnie.

Rano Kacper wstał znacznie wcześniej niż zwykle i zobaczył matkę wchodzącą do domu. Bogna pracowała w przedszkolu i musiała być w pracy już o siódmej.

Sprawdź go, sprawdź. Pewnie już uciekł, a ty się niepotrzebnie martwisz. Masz się rozgrzać, nie spałeś, jesteś zmęczony.

Kacper westchnął, szybko się ubrał i wybiegł na podwórko. Spojrzał w kąt pod schodami rok temu znalazł tam cztery kocięta w kartonie, wykurował je z pcheł, nakarmił i oddał do domu. W ich rodzinie były dwie kotki i pies, a pierwszą kotkę matka Kacpra wzięła z ulicy. Lato temu znalazł martwego gołębia i pochował go pod drzewem w parku. Jeśli widział staruszkę z ciężką torbą, pierwszy podbiegł z pomocą; gdy starszy pan nie zdążył przejść przez ulicę, Kacper stał obok i nie odwracał się.

Tego ranka Kacper rzymsko ruszył w stronę studni śmieciowej. Liczył, że pies już sam się wydostał, ale nadal leżał w otworze, drżąc od zimna. Złamał się z rozpaczy i dzwonił do matki:

Mamo, wysyłam ci wideo, patrz. Musimy coś zrobić, nie możemy go po prostu zostawić

Bogna od razu pomyślała o wezwaniu straży pożarnej. Zadzwoniła, ale usługa nie zajmuje się takimi sprawami i skierowała ją do zarządu budynków. Telefon do zarządu też nie przyniósł rezultatu. Kacper dzwonił przy każdej przerwie w szkole, pytając o postęp.

Cześć, Natalko, nie wiem co zrobić pod koniec dnia zadzwoniła do koleżanki.

Koleżanka zasugerowała kontakt z schroniskiem dla zwierząt. Po znalezieniu kontaktu do Domu Ulicy wolontariusze przyjechali pod wskazany adres. Kacper wyścigł się tam po ostatniej lekcji, by choć słowem pocieszyć psa i mieć nadzieję, że ktoś go uratuje.

Tam jest! Tam jest! zawołał, gdy przybyli wolontariusze.

Dziewczyna zanurzyła się w studni, trzymając koc, a pozostali podtrzymywali ją za nogi. Pies jęczał, nie mógł już szczekać. Wyciągnięcie go było trudne zwierzak przywarł do metalowego dachu, bo oddał mocz na zimno.

Ojej, biedna, skazałaś się na zimno pogłaskała go wolontariuszka. Tylko kości!

Owinęli go w koc i położyli na ziemi, by mogło się ogrzać. Kacper kręcił się niepokojony, pytając, co dalej z psem, jeśli nie będzie mógł sam chodzić.

Spójrz, kochanko, na swojego wybawcę! Chłopak to bohater, wyciągnął cię z pułapki!
Nie, to nic specjalnego odpowiedział Kacper. Co z nim będzie? Ma rany, pewnie się pogryzła.
Najpierw zawieziemy go do kliniki, potem będziemy leczyć.

Rany były poważne, a pies mocno przeziębiony. Po kilku dniach, gdy trafił do schroniska, Kacper i Bogna zgodzili się przyjąć go pod tymczasową opiekę. Bogna obawiała się, że nie poradzi sobie z kolejnym zwierzęciem, bo mieszkała tylko we dwoje.

O ratowaniu psa pisano w lokalnych gazetach, dziennikarze przeprowadzali wywiady, lecz Kacper nie uważał się za bohatera.

To po prostu zachowanie człowieka z sumieniem mówił w wywiadzie. Nie ma w tym nic heroicznego. Ludzie stali się tak obojętni, że nawet drobna iskra dobroci jest rzadkością. To smutne, że najprostszy gest stał się czymś niezwykłym.

Dziennikarz zapytał:

Co byś zmienił w tym świecie?
Chciałbym, żeby ludzie byli życzliwsi.

Kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz?
Chcę zostać kynologiem, pracować z psami. Zostanę wolontariuszem, mimo że jestem mały i nie biorą mnie do zespołów. Chcę pomagać zwierzętom i starszym ludziom, bo bardzo współczuję samotnym seniorom.

A jak ma się pies? Nazwałeś go Jack?

Zostawiliśmy go u siebie, to teraz mój pies. Jack! Chodź tutaj, chłopcze! Pokażmy tacie, jakich sztuczek już się nauczyliśmy!

Psotny, kudłaty Jack od razu podbiegł na zawołanie.

Siad, Jack! Leż! Pełzaj, mój kochany, pełzaj! zachwalał Kacper.

Kacper jest chłopcem ze złamanym sercem, bo jedynie serce z raną nigdy nie znajduje spokoju. Dopóki w świecie będą cierpienia, okrucieństwo i obojętność, dopóki będą stworzenia, którym potrzebna jest pomoc, a tylko nieliczni wyciągną rękę, serca takie jak Kacpra będą nosić blizny. Marzy, aby ich było więcej, byśmy wszyscy szli po świecie z otwartymi sercami. Gdy przyjdzie dzień, w którym dobro zdominuje ziemię, będziemy szczęśliwi, kochani i nigdy nie pozostani sami. A póki co przytulam was wszystkich, moi drodzy, i życzę, by każdy z nas nie bał się podać pomocną dłoń.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × cztery =

Sukcesy i Wyzwania: Codzienność Psa jako Przyjaciela Człowieka