Statki szczęścia wznoszą się w niebo…

Żurawie-okręty płyną po niebie…

Kasia obudziła się i przeciągnęła z rozkoszą. Zastanawiała się, jaki dziś dzień. Spojrzała na zegar, ale wzrok przykuła biała suknia wisząca na drzwiach szafy. Za długa, powiesiła ją na zewnątrz, by się nie pogniotła. Wspomnienia nagle runęły na nią lawiną, ściskając gardło.

Kiedy przymierzała tę sukienkę w sklepie, przez chwilę myślała, że robi słusznie. Tomka nie ma. A Filip jest tu – żywy, troskliwy, przystojny i zamożny. Nic już nie da się zmienić. Za kilka godzin włoży tę suknię i pojedzie w kawalkadzie do urzędu stanu cywilnego.

Kasię przeszedł dreszcz na tę myśl. Odwróciła wzrok od sukni – symbolu jej zdrady.

Wczoraj powiedziała to mamie. Blada, wyniszczona chemią i operacjami, matka patrzyła na córkę zapadniętymi oczami.

– Rozumiem, córeczko. Ale Tomka nie ma.

– Zaginął, nie zginął – odparła Kasia ostro. – Może w niewoli? Przecież wymieniają jeńców.

– Kasieńko, a jaki wróci z tej niewoli? Widzisz wiadomości? Nawet jeśli cudem wyjdzie cało, psychika będzie zrujnowana. Po co ci to? Masz dopiero dwadzieścia cztery lata. Życie przed tobą. I tak spotkaliście się tylko na chwilę.

– Mamo, obiecałam mu czekać. Jeśli wyjdę za Filipa, zdradzę go. A jeśli wróci? Jak spojrzę mu w oczy? – Kasia już krzyczała, dławiąc się łzami.

– Cicho, nie krzycz. On też obiecał wrócić. Wojna. Łatwo obiecywać, trudno dotrzymać. Gdyby żył, dałby znać. – Mama objęła córkę.

Kasia opadła na jej ramię i usłyszała ciężki oddech matki. W płucach szeleszczało jak papier.

„Mama ma rację. Filip zrobił dla nas tak dużo. Udało mu się umieścić mamę w najlepszej klinice w Warszawie, dał pieniądze na leczenie. Wyciągnął ją dosłownie zza grobu. Nadal jest na chemii, ale jest nadzieja. A jeśli znowu będzie źle? Nie mamy pieniędzy, tylko jego. Nie mogę odmówić… To moja mama, marzy o wnukach… A ja myślę tylko o sobie…”

Otarła łzy.

– Wszystko będzie dobrze, mamo. Nie martw się.

Matka wzdychała, zerkała ukradkiem na Kasię i żegnała ją w myślach, sądząc, że córka nie widzi.

– Nie bądź głupia. Trzymaj się takiego Filipa jak diabli świeconej wody – gderała przyjaciółka Magda, nie kryjąc zazdrości.

– To trzymaj się go sama. Jesteś ładniejsza. – Magda pokręciła głową i zakręciła palcem przy skroni.

– Jestem mu winna, rozumiesz? – Kasia rozpaliła się. – Zawsze będę winna. To jak dobrowolna klatka. On może robić, co chce, a ja nawet pisnąć nie śmiem. Bo jestem – z-wią-za-na – wymówiła sylabami. – To nie życie, tylko więzienie.

– Głupia jesteś. Pożyjesz chwilę, nie zniesiesz, rozwiedziesz się. Żaden problem – poradziła lekko Magda.

Te słowa przesądziły sprawę. Ale im bliżej ślubu, tym ciężej było Kasi na sercu. „Tak, na pewno mnie puści, po tym, ile w nas wpakował” – myślała z goryczą. – „I gdzie ucieknę? Mamy nie zostawię. To ją zabije. Ledwo zaczęła przybierać na wadze. Pułapka. Gdyby tylko napisał jedno słowo – »żyję« – odwołałabym ślub…”

Filip mówił, że ją kocha, nie naciskał na bliskość, choć kilka razy Kasia ledwie uniknęła jego namiętności. Zarezerwował ekskluzywną restaurację, zaprosił ważnych gości. Będzie nawet wiceprezydent miasta. Nie chciała wystawić Filipa na pośmiewisko. Nie widziała od niego nic złego, pomógł mamie…

Do pokoju zajrzała matka.

– Jeszcze nie wstałaś? Za dziesięć minut przyjdą robić fryzurę i makijaż. Wstawaj, pod prysznic. Śniadanie na stole.

Kasia zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Pytanie „co robić?” zawisło w powietrzu jak lekki przeciąg.

Umyła się szybko, z mokrymi włosami usiadła do stołu. Żeby nie urazić mamy, przełknęła łyk kawy i ukąsiła kanapkę. Kawałek utknął jej w gardle.

– Wystarczy, mamo. Nie mogę. Niedobrze mi. – Odepchnęła filiżankę.

– Ja przed ślubem z twoim ojcem też nic nie jadłam z nerwów. Potem wypiłam szampana i myślałam, że się wszyscy pośmieją. – Mama roześmiała się, ale nagle skrzywiła się z bólu.

– Co? – Kasia podniosła wzrok.

– Ciągną szwy.

W tym momencie zadzwonił dzwonek.

– Otworzę – mama wyszła do przedpokoju, a serce Kasi zabiło jak schwytany ptak.

Zaczęło się krzątanie z włosami i makijażem. Kasię nie obchodziło, jak wygląda. Gdy w końcu spojrzała w lustro, westchnęła z zachwytu. Patrzyła na nią hollywoodzka gwiazda – tylko że to była ona.

Od razu uprzedziła, że nie chce wysokich fryzur ani sztuczności. Musiała wyglądać naturalnie. I nie pomyliła się. Mama przycisnęła dłonie do piersi, w oczach jej zabłysły łzy.

Fryzjerka wyszła, a Magda pomagała Kasi włożyć suknię.

– Za wcześnie – broniKasia spojrzała przez okno i nagle uśmiechnęła się przez łzy, widząc, jak na podwórko wchodzi wysoki mężczyzna w wojskowym mundurze – Tomek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście + 12 =

Statki szczęścia wznoszą się w niebo…